Piłka nożna

15.07.2018 22:51

Finał mundialu. Francja - Chorwacja. Francja mistrzem świata po 20 latach!

Miała być defensywna, zachowawcza gra. Miało być spokojne konstruowanie akcji i czekanie na kontrataki. Podobny plan na sobotnie spotkanie mieli zarówno Francuzi, jak i Chorwaci. Z planów nie wyszło jednak nic, bo goli było aż sześć, ofensywnych akcji dużo, a emocji jeszcze więcej. W wymianie ciosów lepsza okazała się reprezentacja Francji, która wygrała 4:2 i po 20 latach kolejny raz zdobyła mistrzostwo świata! Tak dużo bramek w regulaminowym czasie gry ostatni raz padło w finale MŚ 1958 (Brazylia wygrała wówczas 5:2 ze Szwecją).

- Do walki stają dwie najlepsze drużyny na mundialu. Dla nas to będzie najważniejszy występ z najtrudniejszym przeciwnikiem. Francja jest bardzo groźna, szczególnie z kontrataku. Przeżyliśmy piękną przygodę i drogę do finału, teraz nie ma już wymówek - jesteśmy gotowi - mówił przed niedzielnym finałem selekcjoner reprezentacji Chorwacji, Zlatko Dalić.

I tę gotowość Chorwatów rzeczywiście było widać, przynajmniej na początku, bo już w pierwszym kwadransie gry przeprowadzili kilka groźnych akcji skrzydłami, z których dośrodkowania posyłali kolejno Ivan Strinić, Ivan Perisić i Ante Rebić. Ich podania oczekiwanych efektów jednak nie przynosiły, w przeciwieństwie do pierwszej groźnej sytuacji stworzonej przez Francuzów.

W 18. minucie kilka metrów przed polem karnym sfaulowany został Antoine Griezmann. Do wykonania stałego fragmentu gry podszedł sam poszkodowany, i zrobił to tak, że piłkę do własnej bramki skierował Mario Mandzukić. Chorwacki napastnik strzelił tym samym pierwszego gola samobójczego w historii finałów MŚ. Inna sprawa, że uwagę 32-latka absorbował Paul Pogba znajdujący się na pozycji spalonej, a dodatkowo rzut wolny podyktowany za faul na Griezmannie, był niesłuszny.

Szybka odpowiedź i dużo błędów

Chorwaci na straconą bramkę zareagowali w swoim stylu - szybko zaatakowali, zaczęli stosować wysoki pressing i... doprowadzili do wyrównania. Już po 10 minutach Ivan Perisić pięknie wykończył kombinacyjny rzut wolny, po którym Chorwaci wymienili kilka podań. Piłka na koniec trafiła pod nogi skrzydłowego, który nie dał szans Hugo Llorisowi.

Radość Perisicia i całego chorwackiego zespołu długo jednak nie trwała, bo w 35. minucie piłkę ręką we własnym polu karnym zagrał właśnie strzelec gola. Piłkarz na co dzień występujący w Interze Mediolan niefortunnie interweniował po dośrodkowaniu Francuzów, sędzia Nestor Pitana skorzystał z konsultacji VAR i podyktował rzut karny. Do jego wykonania podszedł Griezmann, który pewnym strzałem w przy prawym słupku bramki pokonał Danijela Subasicia.

Druga połowa zaczęła się niemal tak samo, jak pierwsza. Ofensywniej grali Chorwaci, strzelali częściej i mieli większe posiadanie piłki. Bramkę zdobyli natomiast Francuzi.W 58. minucie dynamicznym rajdem popisał się Mbappe, jego strzał został zablokowany, a piłka spadła pod nogi Griezmanna, który szybko zgrał ją do Pogby. Pomocnik Francuzów przymierzył i dokładnym strzałem pokonał Subasicia.

Bramka Pogby była początkiem końca reprezentacji Chorwacji. Reprezentacji Chorwacji, której organizacja gry kompletnie się posypała, szczególnie gry defensywnej, gdzie coraz więcej błędów w ustawieniu i kryciu popełniali m.in. Dejan Lovren i Domagoj Vida. Jeden z tych błędów zakończył się kolejnym golem dla Francji. W 65. minucie Mbappe otrzymał świetne podanie od Hernandeza, poprawił piłkę i strzelił tak, że bramkarz Chorwatów nie zdążył nawet zareagować.

Fatalna wpadka Llorisa

I kiedy było już 4:1, kiedy wydawało się, że Francuzi mają wszystko pod kontrolą, fatalny błąd popełnił Lloris. Bramkarz reprezentacji Francji otrzymał podanie od jednego ze swoich obrońców, wdał się w niepotrzebny drybling z Mandzukiciem, który ustawił się na tyle dobrze, że zdołał zablokować wybijaną piłkę, kierując ją do bramki.

Francja mistrzem świata!

Po bramce Mandzukicia Chorwaci jeszcze próbowali, naciskali, dośrodkowywali, strzelali, ale nic nie przynosiło rezultatów. Piłkarze Dalicia nie potrafili zdobyć bramki kontaktowej, a Francuzi spokojnie, albo w miarę spokojnie, czekali na końcowy gwizdek. Prowadzenie 4:2 utrzymali, dzięki czemu zdobyli mistrzostwo świata! Po raz pierwszy po 20 latach przerwy!

źródło:sport.pl

6.07.2018 20:52

Mundial 2018. Francja - Urugwaj 2:0. Bez Edinsona Cavaniego to nie była równorzędna walka. Przed Francją półfinał z Brazylią lub Belgią. Trudniejszy być może od ewentualnego finału

To już stały fragment gry: dwa lata po Euro u siebie Francja znów w półfinale wielkiego turnieju. Urugwaj przerosła o klasę. A gole były jak na ten mundial przystało: pierwszy po rzucie wolnym, drugi samobójczy.

Dwadzieścia lat mija. I wystarczy? Francuzi w takim stylu przeszli kolejną w Rosji próbę ognia, że od porównań z 1998 rokiem nie uciekną. W ćwierćfinale z Urugwajem nie potrzebowali heroizmu, po prostu lepiej grali w piłkę. I jeszcze mieli rezerwy. Nie trzeba było nawet wprowadzać na najwyższe obroty Kyliana Mbappe, wystarczyło że kilka razy lekko postraszył rywali, zmuszając ich by przemyśleli, czy chcą podejmować ryzyko. A o meczu najwięcej mówi to, że najlepszym Urugwajczykiem na boisku był ten przybrany, Urugwajczyk po godzinach: Antoine Griezmann. To on najpierw sprytnie dośrodkował przy rzucie wolnym, na głowę Raphaela Varane'a, a potem w drugiej połowie spróbował szczęścia w sytuacji, wydawałoby się, niegroźnej. Uderzył zza pola karnego, a Fernando Muslera sam wrzucił sobie piłkę do bramki.

Griezmann był w tym meczu liderem drużyny, który nie tylko podaje i strzela, ale też pokazuje cały czas kolegom, gdzie mają wyjść, jak podciągnąć szyki. To się przydawało w pierwszej połowie, zanim padła bramka, gdy Urugwaj potrafił francuski mechanizm spowolnić, pilnując by Griezmann i Pogba nie dostawali piłek tam, gdzie są najgroźniejsi. Ale zatrzymać Francji na dłużej nie dał rady.

Bez Cavaniego i bez przekonania

Urugwaj przegrał ten mecz w chwili, gdy wygrywał poprzedni. Co brzmi w przypadku odpadania tej drużyny z mundiali znajomo. Cztery lata temu Urugwajczycy wyszli z grupy w wielkim stylu, wygrywając mecz o wszystko z Włochami, ale Luis Suarez nie zapanował nad swoimi instynktami w walce z Giorgio Chiellini. W Rosji Urugwajczycy w świetnym stylu przeszli 1/8 finału, ale za cenę kontuzji Edinsona Cavaniego. I tak jak w Brazylii, na kolejny mecz wyszli już ze znacznie mniejszą wiarą w swoje pomysły. Poza pierwszymi minutami - wycofani, z dużym respektem wobec Francji, z Diego Laxaltem przyklejonym cały czas do Kyliana Mbappe, i właściwie nieobecnym na połowie rywali. Na niej wbiegający z piłką Urugwajczyk często nie miał z kim rozegrać akcji. Rodrigo Bentancur musiał w pierwszej połowie skończyć kontrę podaniem na dobieg do samego siebie. Cristhian Stuani walczył, ale to jednak nie było to zagrożenie, które daje Cavani. A do tego to właśnie Stuaniemu zabrakło zdecydowania w wyskoku do piłki w obronie przy golu Varane'a.

Urugwaj chciał sprowadzić ten mecz w ofensywie do szukania stałych fragmentów gry. Ale przegrał właśnie przez stały fragment. Jak tyle drużyn w tym turnieju. To jest mundial rzutów wolnych, karnych i kiksów. Co zresztą żadnej ujmy mu nie przynosi, bo emocji też jest mnóstwo. Ale dośrodkowanie ze stojącej piłki stało się najgroźniejszą bronią. Być może również dzięki temu, że VAR ograniczył zapasy w polu karnym. Sędzia Nestor Pitana, mistrz gestykulacji, osobną część swojego przedstawienia poświęcił rysowaniu piłkarzom w powietrzu przed rzutami rożnymi i wolnymi, że pomocniczy ekran wiele wychwyci.

Mbappe wygwizdany za udawanie

Francję czeka teraz półfinał z Brazylią lub Belgią, a Didiera Deschampsa, oby, rozmowa z Kylianem Mbappe, który do tej pory imponował w tym turnieju tym, że nie szukał prób wymuszenia fauli. Ale w meczu z Urugwajem uległ pokusie i zaczepiony przez Cristiana Rodrigueza padł na murawę i zaczął się zwijać. Czerwonej kartki dla rywala nie wymusił, sam dostał żółtą razem z Rodriguezem, a do tego tak podgrzał emocje, że blisko było do regularnej bijatyki. I o włos od żółtej kartki dla Paula Pogby - za złapanie za gardło Nahitana Nandeza - która wykluczyłaby go z półfinału. Mbappe schodził z boiska żegnany gwizdami, co zupełnie nie przystaje do tego, co wcześniej pokazywał w turnieju. Ale nawet w takich chwilach trudno się nie cofnąć do 1998. I do pewnego Francuza, który w rundzie grupowej wyleciał z czerwoną kartką za brzydki faul, a jeszcze tego samego lata rodacy go chcieli zrobić prezydentem.

źródło:sport.pl

3.07.2018 20:53

Mundial 2018. Szwecja - Szwajcaria 1-0 w 1/8 finału

Szwedzi pokonali Szwajcarów 1-0 w meczu 1/8 finału mistrzostw świata. O awansie "Trzech Koron" do ćwierćfinału zadecydował gol zdobyty w szczęśliwych okolicznościach - łudząco podobny do tego, jakiego reprezentant Polski - Thiago Cionek strzelił dla Senegalu w fazie grupowej.

Szwajcarzy dłużej utrzymywali się przy piłce, starając się kombinacyjnymi akcjami rozerwać szwedzką defensywę, ale ich atak pozycyjny nie przynosił efektów. Piłkarze "Trzech Koron" atakowali prostszymi środkami, ale to oni wypracowali groźniejsze okazje. Znów potwierdziło się, że dłuższe posiadanie piłki (63-37% na korzyść Helwetów) nie jest gwarancją sukcesu. Szwajcarzy oddali 18 strzałów, ale aż połowę z nich zablokowali rywale, pięć było niecelnych, a cztery obronił szwedzki bramkarz.

Dwóch "setek" na przełomie 8. i 9. minuty nie wykorzystał Marcus Berg. Za pierwszym razem spudłował mając przed sobą tylko bramkarza, a po chwili zdążył zablokować go Manuel Akanji. Szwedzki napastnik po raz trzeci był bliski zdobycia gola w 29. minucie, ale kapitalną interwencję po jego strzale zaliczył Yann Sommer. Rzucił się w kierunku swojego prawego słupka i odbił piłkę.

Szwajcarzy spychali rywali coraz bliżej bramki i w 39. minucie po dwójkowej akcji ze Stevenem Zuberem prowadzenie powinien dać im Blerim Dzemaili, ale nie trafił w bramkę.

Krótko przed przerwą z prawej strony świetnie dośrodkował Mikael Lustig i nikt nie upilnował Albina Ekdala. Szwed miał przed sobą pustą bramkę, ale źle trafił piłkę i z bliska spudłował.

Kilka minut po przerwie Szwajcarzy mocniej przycisnęli i rywale mieli spore problemy z wydostaniem się z głębokiej defensywy. Gol jednak nie padł i "Trzy Korony" przetrwały napór.

Gra się wyrównała i w 66. minucie Szwedzi przeprowadzili akcję, która dała im gola na wagę ćwierćfinału. Emil Forsberg zbiegł z piłką do środka na wysokości linii pola karnego, strzelił w środek bramki, Sommer już szykował się, aby złapać piłkę, gdy nogę dostawił Manuel Akanji i futbolówka wpadła do siatki! Zupełnie zmylony bramkarz był bez szans.

Im bliżej końca, tym większy napór Szwajcarów, ale Szwedzi skutecznie się bronili. W doliczonym czasie gry skontrowali i Michael Lang faulem powstrzymał szarżującego na bramkę Martina Olssona. Arbiter podyktował rzut karny i ukarał Szwajcara czerwoną kartką, ale po analizie wideo zmienił decyzję, bo faul miał miejsce przed polem karnym. Szwedzi mieli więc rzut wolny, po którym Sommer obronił strzał Oli Toivonena, a sędzia odgwizdał koniec spotkania.

Szwedzi uczcili więc w najlepszy możliwy sposób jubileusz, jakim był 50. mecz ich reprezentacji na mistrzostwach świata. Co ciekawe, był to ich 29. mecz z Szwajcarami, ale dopiero pierwszy na turnieju rangi mistrzostw świata czy Europy.

1/8 finału:

Szwecja - Szwajcaria 1-0 (0-0)

Bramka - 1-0 Manuel Akanji (66. samobójcza).

Żółta kartka - Szwecja: Mikael Lustig. Szwajcaria: Valon Behrami, Granit Xhaka. Czerwona kartka - Szwajcaria: Michael Lang (90+1).

Sędzia: Damir Skomina (Słowenia). Widzów 64 042.

Szwecja: Robin Olsen - Mikael Lustig (82. Emil Krafth), Victor Lindeloef, Andreas Granqvist, Ludwig Augustinsson - Victor Claesson, Gustav Svensson, Albin Ekdal, Emil Forsberg (82. Martin Olsson) - Ola Toivonen, Marcus Berg (90+1. Isaac Kiese Thelin).

Szwajcaria: Yann Sommer - Michael Lang, Johan Djourou, Manuel Akanji, Ricardo Rodriguez - Valon Behrami, Granit Xhaka, Xherdan Shaqiri, Blerim Dzemaili (73. Har Seferovic), Steven Zuber (73. Breel Embolo) - Josip Drmic.

Po meczu powiedzieli:

Janne Andersson (trener Szwecji): - To dość surrealistyczne uczucie stać na boisku i słyszeć, jak kibice skandują moje nazwisko, bo futbol to gra zespołowa i to piłkarze, cały zespół, zapracowali na ten sukces, a nie ja. Mocno napracowali się dziś wszyscy na murawie. Wiedzieliśmy, że jesteśmy silni, że stać nas na dobry wynik w Rosji. Jaki? Pewnie nikt tego nie wie. Pracujemy z meczu na mecz i to co robimy wszystkim przysparza sporo radości i satysfakcji. Teraz musimy szybko się zresetować, odpocząć i przygotować do kolejnego wyzwania, które czeka na już w sobotę.

Vladimir Petković (trener Szwajcarii): - Dłużej utrzymywaliśmy się przy piłce, ale naszym akcjom brakowało szybkości. Kiedy w końcu podkręciliśmy tempo, to nie potrafiliśmy dograć dokładnie ostatniego podania, które otwierałoby drogę do bramki. Nie wiem jeszcze dlaczego, ale moim graczom brakowało pozytywnych emocji w grze. Być może obawiali się porażki. Choć wynik jest dla nas niekorzystny, to nie uważam żebyśmy na tym mundialu zawiedli.

źródło: Interia

2.07.2018 20:53

Brazylia w ćwierćfinale. Kapitalny mecz Neymara

Brazylia pokonała 2:0 Meksyk i awansowała do ćwierćfinału mundialu. Świetne spotkanie zaliczył Neymar, który zapisał na koncie gola i asystę.

Meksyk na tych mistrzostwach potrafił pozytywnie zaskoczyć, ale też rozczarować. Zaczął od sensacyjnej wygranej z obrońcami tytułu Niemcami, potem pokonał dość łatwo Koreę. Na spotkanie z Brazylią skazał się przegrywając wysoko, 0:3, ostatni mecz grupowy ze Szwecją.

Początek poniedziałkowego starcia miał obiecujący. Po szybkich atakach brazylijscy obrońcy kilkukrotnie byli zmuszani do ofiarnych interwencji we własnym polu karnym. Ale minęło dwadzieścia minut i kontrolę nad meczem zaczęli przejmować Canarinhos.

Uwaga meksykańskich obrońców skupiona była głównie na Neymarze. Fauli nie brakowało. Po kilku ostrych wejściach brazylijski gwiazdor z impetem lądował na murawie.

Przyzwyczajony do tego Neymar rozkręcał się powoli, aż w końcu zaczął być kluczową postacią akcji swojego zespołu. W pierwszej połowie miał dwie okazje. Guillermo Ochoa najpierw obronił jego strzał zza pola karnego, potem zatrzymał go w sytuacji sam na sam.

Drużyna Canarinhos miewa w tym turnieju słabsze i gorsze momenty. Po przerwie pokazała swoje lepsze oblicze.

Meksyk przycisnęła od razu. W roli głównej wystąpił oczywiście Neymar. Gwiazdor PSG ściągnął na siebie kilku obrońców, zagrał piętką do Williana, a ten po chwili podał wzdłuż bramki. Neymar już tam był i za chwilę wślizgiem wpakował piłkę do siatki.

Canarinhos poczuli się jeszcze pewniej. Grali mądrze. Bez zbędnego ryzyka, pamiętając o zabezpieczaniu tyłów. Dobre sytuacje mieli dwie, za każdym razem bez zarzutu spisywał się Ochoa.

Meksyk atakował nieudolnie. W końcu ruszył odważniej. Skarcony został od razu. Kontrę Brazylii rozprowadził Fernandinho. Zagrał do Neymara, ten podał przed bramkę, gdzie stał wprowadzony kilka minut wcześniej Roberto Firmino. Kolejna świetna akcja, kolejny strzał do pustej bramki i kolejny gol.

Za moment rozpoczął się doliczony czas gry. Meksykanie mieli sześć dodatkowych minut. Nic nie zdziałali.

Przeklęta 1/8 finału

Mundialowe statystyki pozostają więc dla Meksyku bezlitosne. Od 1994 roku za każdym razem grał w tej fazie turnieju, ale za każdym razem odpadał. Z Brazylią nigdy nie wygrał, tylko raz zremisował. Bramki nigdy jej nie strzelił.

W kolejnej rundzie Canarinhos zagrają ze zwycięzcą meczu Belgia - Japonia.

Źródło: sport.tvn24.pl

12.06.2018 22:33
eMŚ kobiet: Polska 2-3 Szkocja

Reprezentacja Polski kobiet przegrała ze Szkocją 2-3 (1-0) w meczu rozegranym w Kielcach w ramach grupy 2 eliminacji mistrzostw świata i straciła szanse na awans do turnieju. W następnym spotkaniu Polki 31 sierpnia na wyjeździe zmierzą się z Białorusią.

12 czerwca 2018, 15:30 - Kielce (Stadion Miejski Arena Kielc)
Polska 2-3 Szkocja
Dżesika Jaszek 6, Sophie Howard 66 (s) - Kim Little 78, Jane Ross 80, Lisa Evans 90

Polska: 1. Katarzyna Kiedrzynek - 5. Aleksandra Sikora, 18. Dagmara Grad, 14. Jolanta Siwińska, 7. Agata Guściora, 21. Martyna Wiankowska - 16. Dominika Grabowska, 17. Katarzyna Daleszczyk (73, 4. Sylwia Matysik), 15. Agnieszka Winczo, 11. Ewelina Kamczyk (58, 10. Agata Tarczyńska) - 6. Dżesika Jaszek (58, 20. Julia Matuschewski).

Szkocja: 1. Lee Alexander - 15. Sophie Howard, 4. Rachel Corsie, 5. Jennifer Beattie, 3. Emma Mitchell - 11. Lisa Evans, 16. Christie Murray (68, 13. Jane Ross), 9. Caroline Weir, 20. Fiona Brown (75, 23. Elizabeth Arnot) - 8. Kim Little, 22. Erin Cuthbert.

żółta kartka: Siwińska.

sędziowała: Stéphanie Frappart (Francja).
widzów: 4410.

Tabela grupy 2:

1. Szwajcaria  5 15 15- 3
2. Szkocja     6 15 15- 5
3. Polska      6  7 12-11
4. Albania     7  4  5-20
5. Białoruś    6  3  4-12

Do finałów mistrzostw, które w 2019 roku zostaną rozegrane we Francji, awansują zwycięzcy grup, a cztery drużyny z drugich miejsc z najlepszym bilansem przeciwko pierwszej, trzeciej i czwartej drużynie w grupie zagrają w barażach.
źródło:90minut.pl
20.05.2018 22:50

Korona Kielce - Zagłębie Lubin 0:2. Kiepskie pożegnanie z sezonem

W kiepskim stylu Korona Kielce zakończyła sezon. Przegrała z Zagłębiem Lubin na Kolporter Arenie 0:2 i spadła na ósme miejsce w tabeli. Korona Kielce – Zagłębie Lubin 0:2 (0:1)
Bramka:
0:1 Patryk Tuszyński 9, 0:2 Tuszyński 69
Korona: Hamrol – Kosakiewicz, Malarczyk, Kallaste, Miś (67. Długosz) – Petrak, Jukić (56. Pierzchała) , Janjić, Aankour – Soriano, Kaczarawa (76. Dziubek)
Zagłębie: Hładun – Dziwniel, Guldan, Kopacz, Czerwiński – Matras (59. Żyra), Jagiełło, Starzyński (63. Slisz), Janoszka (79. Moneta) – Tuszyński, Pawłowski.
Sędziował: Artur Aluszyk ze Szczecina.
Widzów:6268.
Kartki: żółte: Kaczarawa, Dziubek (Korona).

Dwadzieścia minut przed rozpoczęciem meczu odbyło się pożegnanie trzech ważnych osób dla Korony – fizjoterapeuty Marka Koniecznego oraz dwóch piłkarzy – ikony klubu Jacka Kiełba i kapitana Radka Dejmka. Obydwaj zawodnicy nie znaleźli się już w kadrze na to spotkanie, występ kolegów obejrzeli z trybun. Na pożegnanie od prezesa Krzysztofa Zająca dostali kwiaty i pamiątkowe grawertony. Szkoda tylko, że pożegnanie odbyło się w takim momencie, gdy na stadionie było jeszcze niewielu kibiców. Większość wchodziła na obiekt. Kibice z Młyna pożegnali natomiast Kiełba dużym banerem z napisem „Ryba dziękujemy”.

Eksperymenty
Korona grała eksperymentalnym składzie. Z powodu kartek nie mogli zagrać Michał Gardawski i Mateusz Możdżeń. Od kilku tygodni kontuzję leczy Jakub Żubrowski. Wolne od trenera Gino Lettieriego wcześniej dostali z kolei Djibril Diaw, który wyleciał na urlop do Senegalu oraz Marcin Cebula, Bartosz Rymaniak, Adnan Kovacević, Bartosz Rymaniak i Sanel Kapidzić (drobne urazy).
W tej sytuacji na środku obrony, obok Piotra Malarczyka, z konieczności zagrał Ken Kallaste, który rozmawia z Koroną o nowym kontrakcie, ale nie radził sobie tam najlepiej. Na lewej stronie defensywy wystąpił Krystian Miś, który niedawno o rok przedłużył kontrakt z kieleckim klubem. W ataku, razem z Elią Soriano, operował Nika Kaczarawa. Na razie nie wiadomo, czy był to jego ostatni występ w Koronie. 30 czerwca kończy mu się kontrakt. Reprezentant Gruzji ma kilka propozycji z zagranicznych klubów. Ofertę złożyła mu też Korona i najbliższe dni pokażą, gdzie w kolejnym sezonie zagra Kaczarawa.
Na ławce rezerwowych mecz zaczęli Węgier Akos Kecskes i Zlatan Alomerović, którzy prawdopodobnie również odejdą z Korony. Oprócz nich ławkę rezerwowych mecz uzupełnili juniorzy: Piotr Pierzchała, Wiktor Długosz i Michał Dziubek

Szybki gol Zagłębia
Korona grało słabo i chaotycznie. Zagłębie w 9 minucie objęło prowadzenie. Filip Starzyński podał do Patryka Tuszyńskiego, ten przy biernej postawie defensywy oddał strzał. Piłka odbiła się od słupka i wpadła do bramki strzeżonej przez Matthiasa Hamrola. Przez kolejne 30 minut pojawiały się gwizdy pod adresem słabo grających gospodarzy i złośliwe okrzyki do trenera Lettieriego. Kibice ożywili się dopiero w 45 minucie, gdy techniczny strzał oddał Ivan Jukić, ale udanie interweniował Dominik Hładun.

Debiuty Pierzchały, Długosza i Dziubka
Po przerwie obraz gry nie zmienił się. Nadal inicjatywę miało Zagłębie, a Korona była niemrawa, choć raz groźnie strzelał z rzutu wolnego Zlatko Janjić.
W 56 minucie Lettieri dał zadebiutować Piotrkowi Pierzchale, dziesięć minut potem debiut zaliczył Wiktor Długosz, a potem na boisko wszedł jeszcze Michał Dziubek Trudno było oczywiście oczekiwać, by ci trzej młodzi piłkarze (Pierzchała stanął na środku obrony, Długosz na boku pomocy) odmienili losy spotkania i zatrzymali rozpędzone Zagłębie, które w 69 minucie prowadziło 2:0. Goście przeprowadzili szybką kontrę, a wykończył ją Tuszyński, który dostał dobre podanie i przymierzył przy słupku.

W siedmiu meczach cztery punkty
Korona w bardzo kiepskim stylu pożegnała się z sezonem i z kibicami i po przegranej z Zagłębiem spadła na ósme miejsce w tabeli. Generalnie sezon był udany, bo przecież gra w pierwszej ósemce, to sukces kielczan i zrealizowanie celu, ale z pewnością można było wyciągnąć z tych rozgrywek więcej. Dodatkowa część sezonu, w której Korona zdobyła tylko cztery punkty w siedmiu meczach, została po prostu zmarnowana.
źródło:echodnia.eu
20.04.2018 22:50

Zagłębie Lubin - Lech Poznań 0-1 w meczu 32. kolejki Ekstraklasy

Zagłębie Lubin przegrało 0-1 z Lechem Poznań w meczu 32. kolejki grupy mistrzowskiej Ekstraklasy. Bramka Christiana Gytkjaera zapewniła "Kolejorzowi" ważne trzy punkty w walce o mistrzostwo Polski. Po tej kolejce Lech będzie liderem, co zawdzięcza szczelnej defensywie.

Lech do grupy mistrzowskiej wszedł jako lider tabeli, ale rywalizację w niej rozpoczął od falstartu, przegrywając z Koroną Kielce 0-1. Z kolei Zagłębie w takim samym stosunku pokonało w poprzednim meczu Legię Warszawa, co sprawiało, że "Kolejorz" na pewno obawiał się swojego dzisiejszego rywala.

Po pierwszej połowie gracze jednej i drugiej drużyny mogli jednak przede wszystkim obawiać się o własne zdrowie. Sędzia już w 4. minucie wyciągnął pierwszą żółtą kartkę, by ukarać Christiana Gytkjaera, a później na boisku było tylko ostrzej.

Licznik żółtych kartek zatrzymał się w pierwszej połowie na pięciu, ale gdyby zamiast żółtej, choć raz pojawiła się czerwona, to nikt nie mógłby mieć pretensji do sędziego Daniela Stefańskiego. Mowa tu o brutalnym wejściu Nikoli Vujadinovicia w nogi Aleksandra Jagiełły, a także podobnym faulu Roberta Gumnego na połowie rywala. Arbiter był jednak bardzo wyrozumiały dla obrońców Lecha.

Sytuacji było jak na lekarstwo i pierwszy celny strzał został oddany dopiero w 44. minucie meczu, ale nie sprawił on najmniejszych problemów Dominikowi Hładunowi.

Wcześniej najlepsze szanse obie ekipy miały po rzutach wolnych, ale zarówno Filip Starzyński, jak i Radosław Majewski uderzali niecelnie.

Dobrą okazję do zdobycia bramki miał tuż po przerwie Maciej Gajos, ale kapitan Lecha przestrzelił z 15 metrów.

Chwilę później sektor kibiców Lecha eksplodował jednak z radości. Gumny dośrodkował z prawej, strącił piłkę najpierw Mario Szitum, potem Gytkjaer i futbolówka wpadła do bramki! To już 18. trafienie Gytkjaera w tym sezonie.

Okazję do wyrównania po godzinie gry miał Alan Czerwiński, gdy dobrze zamykał dośrodkowanie. Nie trafił jednak czysto w piłkę i spudłował.

Mecz do końca był dość ostry, sędzia pokazał aż dziesięć żółtych kartek. Im bliżej było końca tym rzadziej Lech zapuszczał się na połowę rywala. "Kolejorz" w obronie grał jednak bardzo skutecznie i nie dopuścił rywali do żadnej naprawdę groźnej sytuacji.

Lech umocnił się na pozycji lidera, zaliczając ważną wygraną w kontekście walki o mistrzostwo Polski.


Zagłębie Lubin - Lech Poznań 0-1 (0-0)

Bramka: 0-1 Gytkjaer (52.)

Żółta kartka - KGHM Zagłębie Lubin: Jakub Tosik, Adam Matuszczyk, Rafał Pietrzak, Filip Starzyński, Jakub Mares. Lech Poznań: Christian Gytkjaer, Robert Gumny, Nikola Vujadinovic, Radosław Majewski, Matus Putnocky.

Sędzia: Daniel Stefański (Bydgoszcz). Widzów: 12 721

KGHM Zagłębie Lubin: Dominik Hładun - Alan Czerwiński, Bartosz Kopacz, Lubomir Guldan, Rafał Pietrzak - Adam Matuszczyk, Jakub Tosik (75. Bartłomiej Pawłowski), Filip Jagiełło, Filip Starzyński (81. Patryk Tuszyński), Bartosz Slisz (59. Paweł Żyra) - Jakub Mares.

Lech Poznań: Matus Putnocky - Robert Gumny, Nikola Vujadinovic, Emir Dilaver, Wołodymyr Kostewycz - Mario Situm (76. Rafał Janicki), Łukasz Trałka, Radosław Majewski, Maciej Gajos, Kamil Jóźwiak (87. Darko Jevtic) - Christian Gytkjaer (79. Oleksij Chobłenko).
źródło:eurosport.interia.pl
6.12.2017 23:01

Liga Mistrzów: Real górą w hicie, popis... Aubameyanga

W hitowym meczu grupy H Ligi Mistrzów Real Madryt wygrał z Borussią Dortmund 3:2 (2:1). Decydującego gola zdobył Lucas Vasquez, wcześniej dwie piękne bramki strzelił Pierre-Emerick Aubameyang. Los Blancos awansowali do fazy pucharowej z drugiego miejsca, dortmundczycy muszą zadowolić się grą w Lidze Europy.
  • Real prowadził 2:0, ale BVB wróciła do gry za sprawą Aubameyanga
  • Swojego 114. gola w Champions League strzelił Cristiano Ronaldo
  • Zwycięstwo zapewnił ekipie Zidane'a Lucas Vasquez

Królewscy podchodzili do starcia z dużym spokojem. Byli już pewni awansu, ale wiedzieli też, że nie zdołają wyprzedzić Tottenhamu. W zupełnie innej sytuacji znajdowali się podopieczni Petera Bosza, którzy mieli tyle samo punktów co APOEL i do końca musieli walczyć o "przepustkę" do Ligi Europy.

Spotkanie od początku mogło się podobać. Na pierwszego gola kibice zgromadzeni na Santiago Bernabeu nie czekali długo. Już w ósmej minucie Cristiano Ronaldo ruszył lewym skrzydłem i dograł w pole karne do Isco. Pomocnikowi gospodarzy odskoczyła futbolówka, ale skorzystał z tego Borja Mayoral. Zamykający akcję Hiszpan podciął piłkę nad Romanem Buerkim, dając stołecznej drużynie prowadzenie.

Rozpędzeni gracze Zinedine'a Zidane'a nie zwalniali tempa i szybko zdołali wyprowadzić drugi cios. Tym razem z gola mógł się cieszyć "CR7". Portugalczyk cudownie przymierzył zza pola karnego, a po jego strzale Buerki nawet nie ruszył do piłki. Ronaldo zapisał się w historii rozgrywek jako zawodnik, który strzelał przynajmniej jednego gola w każdym spotkaniu fazy grupowej. Gol strzelony BVB był jego 114. trafieniem na boiskach Champions League.

Ci, którzy myśleli, że losy spotkania są już rozstrzygnięte, grubo się mylili. Tuż przed przerwą dortmundczycy zdołali strzelić gola kontaktowego. Świetnie zachował się Marcel Schmelzer, który zanotował przechwyt na połowie Realu i przyspieszył na lewym skrzydle. Następnie popisał się fenomenalnym dośrodkowaniem. Po jego wrzutce Pierre-Emerick Aubameyang trafił do siatki głową z bliskiej odległości.

"Auba" nie zamierzał na tym poprzestawać. O ile w 43. minucie po prostu zrobił swoje, o tyle tuż po zmianie stron zaczarował Bernabeu. Nuri Sahin znalazł Gabończyka prostopadłym podaniem. Aubameyang przegrał pierwszy pojedynek z Keylorem Navasem, ale przy dobitce popisał się dużym kunsztem. Snajper gości efektownie podciął piłkę, doprowadzając do wyniku 2:2.

Obie drużyny do końca walczyły o zwycięskiego gola. Kilka razy bliski szczęścia był Ronaldo, ale Portugalczyk zmarnował swoje szanse. W 80. minucie znów trafił co prawda do siatki, jednak sędzia nie uznał gola, odgwizdując spalonego.

Co nie udało się Cristiano, powiodło się chwilę później Lucasowi Vasquezowi. Hiszpański pomocnik dopadł do piłki na szesnastym metrze i uderzył "fałszem" w sam róg, zmuszając bramkarza do kapitulacji. Ostatecznie Los Blancos ograli Borussię 3:2.

W innym meczu tej grupy Tottenham Hotspur bez problemów uporał się z APOEL-em. Koguty wygrały na Wembley 3:0. Na listę strzelców wpisali się kolejno Fernando Llorente, Son Heung-Min i Georges-Kévin N'Koudou. Przypomnijmy, że zawodnicy Mauricio Pochettino wygrali grupę. W środowy wieczór postawili tylko kropkę nad i.

***

Real Madryt - Borussia Dortmund 3:2 (2:1)

Bramki: Borja Mayoral (8), Cristiano Ronaldo (12), Lucas Vasquez (81) - Pierre-Emerick Aubayemang (43, 49)

Sędzia: Pavel Kralovec (Czechy).

Totttenham Hotspur - APOEL Nikozja 3:0 (2:0)

Bramki: Fernando Llorente (20), Son Heung-Min (37), Georges-Kévin N'Koudou (80)

Sędzia: Slavko Vincic (Słowenia).

Źródło: Onet
3.12.2017 20:16

Piast Gliwice - Lech Poznań 0:0. Tak oceniliśmy grę piłkarzy Kolejorza

Tak oceniliśmy grę piłkarzy Lecha Poznań w meczu z Piastem Gliwice. Skala ocen od 1 do 10. JASMIN BURIĆ 5
Nieco niespodziewanie zastąpił w bramce Putnockiego. Chociaż rywale potrafili utrzymać się przy piłce, to jednak brakowało im klarownych okazji do zdobycia bramek, więc i Burić okazji do interwencji nie miał zbyt wiele.

ROBERT GUMNY 7
Bardzo dobry występ, przede wszystkim w ofensywie. „Guma” cały czas był pod grą, często pokazywał się kolegom, mądrze podawał, a warto też dodac, że większość akcji ofensywnych Lech przeprowadził jednak prawą stroną. W defensywie niczym profesor.

RAFAŁ JANICKI 5
Wrócił po kontuzji i pokazuje, że jest potrzebny Lechowi. Ten piłkarz wprowadza do obrony Kolejorza spokój, opanowanie i gwarantuje odpowiednią jakość. Jest mniej chaotyczny niż np. Lasse Nielsen.
EMIR DILAVER 5
Nie miał zbyt wiele pracy, szczególnie w pierwszej połowie, kiedy rywale nie potrafili przebić się pod bramkę Kolejorza. Ostatnio gra nieźle, znalazł się nawet w „jedenastce” poprzedniej kolejki. Czy na stałe zadomowi się w składzie?
WOŁODYMYR KOSTEWYCZ 5
Harował, na całej długości boiska, robił sporo wiatru, natomiast precyzja przy dośrodkowaniu nie była jego mocną stroną i tym razem lepiej wypadł jego kolega z prawej obrony - Robert Gumny. Ostatnio chyba brakuje mu trochę błysku.

MACIEJ GAJOS 5
Wziął na siebie ciężar rozgrywania akcji, kilka razy dobrze dostrzegł kolegów na skrzydle, w pierwszej połowie jego strzał z dystansu dosłownie o centymetry minął prawy słupek bramki Szmatuły. Na pewno zagrał lepszy mecz niż tydzień temu, lecz po przerwie nieco przygasł.

ŁUKASZ TRAŁKA 4
Jak zwykle walczył ,ale nie był to wielki mecz w wykonaniu środkowego pomocnika Lecha. Wydaje się, że w poprzednich spotkaniach wypadł jednak lepiej.

NIKLAS BARKROTH 4
Zaczął nieźle, kilka razy urwał się obrońcom, lecz później było już tylko gorzej... Ten zawodnik to prawdziwa zagadka. Czy na razie nie pokazuje pełni swoich umiejętności, czy po prostu na więcej go nie stać? Oto jest pytanie.
DARKO JEVTIĆ 6
Od początku meczu wykazywał wielką ochotę do gry. Był bliski zdobycia chyba najpiękniejszej bramki w karierze, lecz jego strzał po efektownym rajdzie, świetnie obronił Szmatuła. Kolejny dobry mecz w wykonaniu Szwajcara, choć po przerwie opadł z sił. Gdyby wszyscy dostowali się do jego poziomu, to już do przerwy Kolejorz by prowadził.

MACIEJ MAKUSZEWSKI 4
Chyba nie miał swojego dnia. Od reprezentanta oczekujemy jednak nieco więcej, niż kilka rajdów. Liczyliśmy, że w drugiej połowie zagra lepiej, lecz nic wielkiego nie pokazał. Na pewno reprezentanta Polski stać na więcej.

CHRISTIAN GYTKJAER 4
Już przymierzał się do strzału z 11 metrów, lecz sędzia anulował rzut karny - to była chyba jedyna sytuacja w pierwszej połowie, z której go zapamiętamy. Niewidoczny, schowany między obrońcami, dla Duńczyka to mecz bez historii.

REZERWOWI:
KAMIL JÓŹWIAK - 4

Na boisku na razie nie potwierdza, że słusznie podnoszono larum o jego nowy kontrakt.

DENISS RAKELS - 3
Nic nie wnosi do gry.

RADOSŁAW MAJEWSKI
Grał zbyt krótko, bez oceny.
źródło:gloswielkopolski.pl
3.12.2017 20:10
Pewna wygrana w Łodzi

Zgodnie z planem – piłkarki Medyka Konin pokonały dziś (w zaległym meczu 6. kolejki ekstraligi) na wyjeździe UKS SMS Łódź i zagwarantowały sobie pozycję lidera na zimę. Na stadionie przy ul. Milionowej w Łodzi padł dziś rezultat 3:0 (2:0). Bramki dla Medyka zdobyły: Liliana Kostowa, Patrycja Balcerzak i Anna Gawrońska.

 

 

W pierwszych minutach gra była wyrównana. Częściej przy piłce były koninianki, które dość długo nie mogły znaleźć recepty na przeprowadzenie składnej i groźnej akcji ofensywnej. W 24. minucie pierwszy strzał, po którym miała problemy bramkarka gospodarzy, oddała Anna Gawrońska. Pierwszy gol padł dziesięć minut później. Liliana Kostowa podała na prawe skrzydło do Anastazji Szuppo. Po chwili Szuppo odegrała piłkę do wbiegającej w pole karne Kostowej, która nie zmarnowała sytuacji „sam na sam”. Drugą bramkę oglądaliśmy w 38. minucie, po rzucie rożnym egzekwowanym przez Natalię Chudzik. Najwyżej w polu karnym wyskoczyła Patrycja Balcerzak, która strzałem z głowy ustaliła rezultat pierwszej połowy rywalizacji. Tuż przed przerwą łodzianki mogły zdobyć kontaktowe trafienie, po tym jak sędzia wskazała na „wapno” po zagraniu ręką we własnym polu karnym przez Radosławę Sławczewą. Martyna Wiankowska uderzyła z jedenastu metrów w środek bramki, co nie mogło zaskoczyć czujnej Emily Dolan. Warto dodać, że w pierwszej połowie piłka odbiła się od słupka (strzał Anny Gawrońskiej) i poprzeczki (główka Radosławy Sławczewej) łódzkiej bramki.

 

Po zmianie stron, sytuacji podbramkowych nie brakowało, jednak na kolejnego gola przyszło czekać kibicom aż do 90. minuty. Wtedy, po rajdzie prawym skrzydłem, dośrodkowała w pole karne Anna Gawrońska. Zagranie to okazało się klasycznym „centrostrzałem”, po którym piłka, odbiwszy się od dłuższego słupka, ugrzęzła w łódzkiej siatce. Dzięki dzisiejszej wygranej piłkarki Medyka awansowały na pozycję lidera kobiecej ekstraligi i na tej lokacie mistrzynie Polski spędzą przerwę zimową.

 

Medyk Konin: Emily Dolan – Natalia Chudzik, Maria Ficzay, Radosława Slawczewa, Sandra Sałata, Krystyna Sikora, Liliana Kostowa, Patrycja Balcerzak, Nikol Kaletka, Anna Gawrońska (’89 Aleksandra Stasiak), Anastazja Szuppo

źródło:medykkonin.pl

2.12.2017 21:25

Lech II Poznań - Unia Drobex Solec Kujawski 1:1 w zaległym meczu 15. kolejki 3. ligi

Trzeci mecz z rzędu bez porażki Unii Solec Kujawski. W sobotę we Wronkach zremisowała z Lechem II Poznań Lech II Poznań - Unia Drobex Solec Kujawski 1:1 (0:0)
GOOOL 50 - Wasilewski 1:0
GOOOL 72 - Żurek głową po dośrodkowaniu z rzutu rożnego 1:1

źródło:kujawskopomorskie.naszemiasto.pl

1.12.2017 21:15

MŚ 2018: dobre losowanie Polaków, znamy skład grup

Kolumbia, Senegal i Japonia będą rywalami reprezentacji Polski podczas fazy grupowej przyszłorocznych mistrzostw świata w Rosji. W swoim meczu otwarcia drużyna Adama Nawałki zagra 19 czerwca w Moskwie z Senegalem.

Biało-Czerwoni wylądowali w grupie H. Byliśmy losowani z pierwszego koszyka, co gwarantowało nam ominięcie największych faworytów mundialu - Brazylii i Niemiec - ale wciąż mogliśmy trafić na inne potęgi, z Hiszpanią i Anglią na czele. Ostatecznie uniknęliśmy tych rywali, a wylosowaliśmy Kolumbię.

Z trzeciego koszyka do grupy H wylosowany został Senegal, a stawkę uzupełniła Japonia.

Najmocniej prezentuje się grupa D, w której znalazły się Argentyna, Islandia, Chorwacja i Nigeria.

Mistrzostwa świata w Rosji rozpoczną się 14 czerwca meczem Rosja - Arabia Saudyjska. Finał zostanie rozegrany 15 lipca. Oba spotkanie odbędą się na moskiewskich Łużnikach.

Skład grup finałów mistrzostw świata 2018:

Grupa A: Rosja, Arabia Saudyjska, Egipt, Urugwaj.

Grupa B: Portugalia, Hiszpania, Iran, Maroko.

Grupa C: Francja, Australia, Peru, Dania.

Grupa D: Argentyna, Islandia, Chorwacja, Nigeria.

Grupa E: Brazylia, Szwajcaria, Kostaryka, Serbia.

Grupa F: Niemcy, Meksyk, Szwecja, Korea Południowa.

Grupa G: Belgia, Panama, Tunezja, Anglia.

Grupa H: Polska, Senegal, Kolumbia, Japonia.

29.11.2017 21:19

Puchar Włoch: US Sassuolo lepsze od AS Bari

US Sassuolo Calcio pokonało u siebie FC Bari 1908 2:1 (1:0) w pierwszym środowym meczu czwartej rundy rozgrywek o Puchar Włoch.

Na Mapei Stadium-Citta del Tricolore w Reggio Emilia prowadzenie miejscowym zapewnił jedenaście minut przed przerwą Diego Falcinelli. Niespełna dwadzieścia minut po zmianie stron wyrównał jednak z rzutu karnego Brazylijczyk Nene.

Aktualnego lidera Serie B pogrążył w trzeciej minucie doliczonego czasu gry kapitalnym uderzeniem z dystansu Matteo Politano. Neroverdi w kolejnej rundzie zmierzą się na wyjeździe z Atalantą Bergamo.

Źródło: ASInfo
26.11.2017 22:06

2 liga. Radomiak - Siarka 1:2.

W meczu 19 kolejki piłkarskiej drugiej ligi, Radomiak Radom przegrał 1:2 z Siarką Tarnobrzeg. Gola dla zielonych strzelił Rossi Leandro, który w niedzielę obchodził swoje 29 urodziny. 

Radomiak - Siarka 1:2 (0:2)
0:1 Dawid Kubowicz 19,
0:2 Kamil Radulj 33,
1:2 Rossi Leandro 89.

Radomiak: Hubert Gostomski - Damian Jakubik, Martin Klabnik, Michał Grudniewski, Karol Hodowany (53 Dawid Jabłoński)- Rossi Leandro, Adam Wolak (74 Maciej Filipowicz), Mattieu Yannick Bemba, Peter Mazan, Dariusz Brągiel (59 Kamil Cupriak) - Jakub Rolinc.
Siarka: Karol Dybowski - Jan Grzesik, Konrad Stępień, Dawid Kubowicz, Dawid Witkowski - Mateusz Janeczko (82 Jakub Głaz), Piotr Witasik, Cezary Kabala, Kamil Radulj - Krzysztof Ropski (74 Michał Dawidowicz), Patryk Mikita (90 Mateusz Broź).

Sędziował: Mirosław Górecki z Katowic.
Widzów: 3198.

Radomiak doznał pierwszej porażki w roli gospodarza w tym sezonie. Radomianie jak najbardziej zasłużenie przegrali z Siarką Tarnobrzeg. Podopieczni trenera Jerzego Cyraka byli zespołem słabszym. Szkoda, bo ponownie na trybunach miejskiego stadionu zasiadło ponad 3000 widzów.
Nadzieje na choćby jeden punkt dał Radomiakowi Rossi Leandro, który w 89 minucie jak tyczki mijał piłkarzy Siarki łącznie z bramkarzem Karolem Dybowskim i strzelił gola.
- Znakomita akcja Leo, ale ten zawodnik umie i potrafi takie sytuacje stwarzać. Jego miejsce jest co najmniej w pierwszej lidze, jak nie ekstraklasie - mówił o tym golu i o tej akcji Włodzimierz Gąsior, trener Siarki.
Radomiaka nie było już stać na lepszy wynik. Szkoda straconych punktów. Kilka niespodzianek było w składzie Radomiaka na mecz z Siarką. Zabrakło w wyjściowym składzie, przede wszystkim kapitana Macieja Świdzikowskiego, który narzeka na kręgosłup. Jego miejsce zajął na środku obrony wraz z Martinem Klabnikiem - Michał Grudniewski. Opaskę kapitana od Macieja Świdzikowskiego przejął Rossi Leandro. Brazylijczyk wczoraj obchodził swoje 29 urodziny. Z kolei po karencji za żółte kartki do wyjściowego składu wrócili trzej piłkarze, Damian Jakubik, Karol Hodowany i Peter Mazan. W ogóle w meczowym kadrze zabrakło Chinonso Agu, którzy narzeka na ból pleców i Szymona Stanisławskiego, który narzeka na uraz mięśniowy.

W zespole trenera Włodzimierza Gąsiora zabrakło tak jak było do przewidzenia trzech podstawowych piłkarzy, Jakuba Księżniakiewicza, Mateusza Czyżyckiego i Grzegorza Płatka. Podopieczni trenera Jerzego Cyraka, piłkarze Radomiaka od mocnych ataków zaczął spotkanie z Siarką. Już w 6 minucie po zagraniu Damiana Jakubika - Peter Mazan powinien skierować piłkę do siatki. Zabrakło jednak umięjętności graczowi gospodarzy. W 17 minucie stojący na szesnastym metrze od bramki Rossi Leandro niezbyt czysto uderzył piłkę i skończyło się tylko na strachu. Futbolówka jeszcze trafiła pod nogi Jakuba Rolinca, ale nasz piłkarz był na spalonym, a poza tym trafił piłką w poprzeczkę. Zieloni przeważali, a gola strzelił zespół z Tarnobrzega.

W 19 minucie po zagraniu piłki z rzutu wolnego na pole karne, przy biernej postawie defensorów Radomiaka a przede wszystkim bramkarza Huberta Gostomskiego, obrońca Dawid Kubowicz po strzale głową skierował piłkę do siatki.
Nim się radomianie pozbierali dostali drugą bramkę. Krzysztof Ropski, były piłkarz Radomiaka odegrał piłkę do Kamila Radulja, a ten ostatni w dziesięciu metrów pokonał Huberta Gostomskiego. Radomiak niczym bokser trafiony dwa razy nie mógł się przez parę minut podnieść. Do przerwy oba zespoły mogły jeszcze zdobyć po jednej bramce. W 39 minucie w sytuacji sam na sam z bramkarzem Karolem był Jakub Rolinc, ale golkiper gości nie dał się pokonać.
W 45 minucie po strzale Dawida Witkowskiego z około 30 metrów piłka trafiła w słupek, a całą akcję jeszcze wyjaśnił wybijając piłkę poza boisko Martin Klabnik.

W 58 minucie mogło być 1:2. Jakub Rolinc zagrał wzdłuż bramki do stojącego na 10 metrze Matthieu Bemby, ale piłka strzale naszego gracza poleciała wysoko nad bramką. Radomiak bił głową w mur, ale bardzo mądrze ustawiony taktycznie przez bardzo doświadczonego trenera Włodzimierza Gąsiora zespół Siarki nie dał się zaskoczyć, a sami tarnobrzeżanie mogli podwyższyć wynik tego meczu. W 78 minucie po strzale Mateusza Janeczko słupek uratował Radomiaka od straty gola. W 83 minucie, Dawid Kubowicz przegrał pojedynek sam na sam z bramkarzem Hubertem Gostomskim.
Z kolei po zagraniu Matthieu Bemby - Jakub Rolinc z pięciu metrów nie trafił w bramkę. Była do doskonała okazja do zdobycia bramki.

źródło:echodnia.eu

26.11.2017 21:12

Derby na remis. Elana Toruń mistrzem jesieni

W ostatnim meczu rundy jesiennej trzecioligowa Elana Toruń bezbramkowo zremisowała na własnym stadionie z Unią Solec Kujawski. Nasz zespół już wczoraj zapewnił sobie pierwsze miejsce na półmetku rozgrywek. Nasi piłkarze do meczu przystąpili w mocno osłabionym składzie. W zestawieniu zabrakło m.in. kontuzjowanych: Mariusza Kryszaka, Patryka Aleksandrowicza, Filipa Kozłowskiego, Damiana Lenkiewicza i Adriana Wróblewskiego.

Od pierwszych minut lepiej prezentowali torunianie, choć na początku rywalizacji nie potrafili skonstruować dogodnej sytuacji. Później to się zmieniło. W ósmej minucie na strzał zdecydował się Maciej Stefanowicz, a chwilę później Daniel Kraska umieścił piłkę w siatce. Niestety, sędzia trafienia nie zaliczył, bo uznał, że napastnik Elany był na spalonym. W 25. minucie powinno być 1:0 dla Elany. Aleksander Tomaszewski zdecydował się uderzenie z rzutu wolnego, a bramkarz Unii Mateusz Skibiński wybił piłkę przed siebie. Do futbolówki dopadł Daniel Ciach, ale tym razem gości uchronił jeden z defensorów. Unia też miała swoją szansę. W 35. min Damian Michalski dośrodkował piłkę w pole karne, a tam minimalnie niecelnie główkował Piotr Kaczkowski. W odpowiedzi groźnie z rzutu wolnego uderzył Tomaszewski.

Po zmianie stron gospodarze przycisnęli mocniej, jednak na kolejną akcję kibice musieli poczekać aż do 59. minuty. Świetnym podaniem popisał się Kordian Górka, a Kraska stanął oko w oko z Skibińskim. Bramkarzowi Unii udało się odbić piłkę, do której ponownie wyskoczył Kraska i pokonał golkipera gości. Niestety, sędzia tego gola też nie zaliczył, bo uznał, że napastnik Elany faulował Skibińskiego.

Elana przeważała i za wszelką cenę chciała przechylić szalę wygraną na swoją stronę. Torunianie atakowali, a przyjezdni dzielnie, a przede wszystkim skutecznie się bronili.

Pięć minut przed upływem regulaminowego czasu gry swoją szansę mieli goście, ale Mateusz Poczwardowski chybił z dystansu.

Elana Toruń – Unia Solec Kujawski 0:0


Elana: Poloczek – Będzieszak (żk, 76, Karbowiński), Ciach (żk), Mysiak, Dobosz – Górka, Lenartowski (70, Urbański) - Tomaszewski, Chmielewski (86, Felsch), Stefanowicz – Tomaszewski, Kraska
źródło:nowosci.com.pl
26.11.2017 13:58

Neymar trafi do Realu Madryt w 2019 roku?

 Jak informuje dziennik Marca, Neymar może przenieść się do Realu Madryt. Nie stanie się to jednak po zakończeniu tego sezonu, ale dopiero w czerwcu 2019 roku. Brazylijczyk miałby zostać następcą Cristiano Ronaldo.

Zdaniem wielu ekspertów, Neymar źle czuje się w PSG i "marzy o grze dla Realu", a pierwsze rozmowy na temat ewentualnego transferu odbyły się już latem, jeszcze przed przejściem do PSG. Wówczas zawodnik i jego ojciec obawiali się jednak takiego ruchu, bo wywołałby ogromne trzęsienie ziemi, a Neymar stałby się wrogiem numer jeden w Barcelonie. 

Dziennik Marca donosi jednak, że Real Madryt widzi w Neymarze następcę Cristiano Ronaldo i wszystko wskazuje na to, że era Portugalczyka zakończy się w Madrycie latem 2019 roku. Wówczas do Realu miałby zostać ściągnięty Neyrmar, który zostałby nowym liderem Królewskich. 

Neymar jest w tym sezonie w świetnej formie. W 14. meczach strzelił aż 13 goli i zaliczył 10 asyst.

źródło:sport.pl

Kreator www - przetestuj za darmo