Piłka nożna

11.09.2018 20:33
Wieteska wyręczył napastników Polska U21 wygrała z Finlandią
Sporo szczęścia miała w starciu z Finami reprezentacja Polski do lat 21. Mimo dużej przewagi gospodarzy, piłkarze Czesława Michniewicza zdołali zwyciężyć na wyjeździe 3:1 (0:0) i dzięki temu wciąż liczą się w walce o wygranie grupy eliminacyjnej mistrzostw Europy 2019.BOHATER MECZU: Mateusz Wieteska

Polacy nie mieli w starciu z Finami wielu argumentów, a wszystkie gole strzelili po stałych fragmentach gry. Dwa z nich po rzutach rożnych – w polu karnym rywali najlepiej odnajdował się właśnie obrońca Legii, który zdobył dwie bramki, jedną po uderzeniu głową, drugą po ofiarnym wślizgu i strzale. Gdyby nie jego skuteczność, biało-czerwoni nie mieliby większych szans na zdobycz punktową.

JAK PADŁY BRAMKI?

66' (0:1) Po dośrodkowaniu z rzutu rożnego do piłki dopadł Wieteska i uderzeniem głową zdobył bramkę.
68' (1:1) Lassi Lappalainen popisał się fenomenalnym strzałem z dystansu, stojący w bramce Kamil Grabara nawet nie drgnął.
74' (1:2) Kolejny rzut różny i znów gol dla biało-czerwonych. Spore zamieszanie pod fińską bramką wykorzystał Wieteska, który wślizgiem zdołał dogonić piłkę i pokonać bramkarza.
89' (1:3) Dawid Kownacki pewnie wykorzystał rzut karny. A JAK PAŚĆ MOGŁY?

2' Szybko przeprowadzoną akcję na skrzydle próbował sfinalizować Kamil Jóźwiak, który kopnął jednak wysoko ponad bramką.
6' Niespodziewanie nieatakowany Jakub Piotrowski zbliżył się w okolice pola karnego i płaskim strzałem próbował zaskoczyć bramkarza. Fin z trudem, ale zdołał sobie jednak poradzić.
24' Dużo szczęścia mieli Polacy. Kaan Kairinen znalazł się oko w oko z Grabarą, próbował przelobować bramkarza, ale kopnął na tyle mocno, że przelobował też bramkę.
39' Saku Ylatupa ośmieszył polską defensywą, zagrał wzdłuż bramki, a piłka wskutek zamieszania trafiła w słupek.
45' Dobry kontratak wyprowadzili biało-czerwoni – Dawid Kownacki otrzymał dogodne zagranie ze skrzydła, ale zawiodła celność.
52' Stuprocentową okazję do zdobycia bramki mieli Finowie, ale strzał z odległości kilku metrów został zablokowany przez wślizg jednego z obrońców.
76' Niewiele brakowało a byłby remis. Piłka po mocnym strzale z dystansu minęła jednak minimalnie bramkę Polaków.81' Na raty, ale bezskutecznie próbowali gospodarze. Najpierw Polaków uratował słupek, a potem – refleks Grabary.

SYTUACJA W GRUPIE

Liderem grupy pozostają Duńczycy, ale mają już tylko jeden punkt przewagi nad Polską. W perspektywie jednak wciąż jest bezpośrednie starcie obu tych zespołów. Trzecia Finlandia zgromadziła połowę tego, co biało-czerwoni (dziewięć punktów).
Źródło: SPORT.TVP.PL
7.09.2018 23:03

Włochy – Polska 1-1 w Lidze Narodów

Bramka Piotra Zielińskiego, dobra zwłaszcza I połowa oraz debiuty w narodowych barwach Arkadiusza Recy, Damiana Szymańskiego i Rafała Pietrzaka, a także co najważniejsze remis na wyjeździe, w Bolonii z silną Italią – tak wypadła inauguracja nowego selekcjonera Jerzego Brzęczka.

- Spodziewam się, że Piotrek będzie błyszczał w reprezentacji tak samo jak w klubie - mówił przed meczem z Włochami selekcjoner Jerzy Brzęczek. Trener wymaga, to zawodnik daje to, co powinien.

Polscy fani śpiewali akurat Mazurka Dąbrowskiego, gdy Jakub Błaszczykowski, we współpracy z Mateuszem Klichem odebrali piłkę Włochom na ich połowie, a Robert Lewandowski idealnie podał górą do wbiegającego w pole karne Zielińskiego. Pomocnik Napoli spojrzał na ruch Gianluigiego Donnarummy i strzelił lekko tam, skąd bramkarz biegł. Piłka w siatce i szał radości w polskim obozie!

Zaimponowała dojrzałość "Ziela", "Lewego", który nie strzelał na siłę, tylko szukał niekrytego kolegi. Spodobał się upór w dążeniu do piłki "Błaszcza". Pomyśleć, że są tacy, którzy go namawiają do zakończenia kariery, "żeby nie stwarzał wujkowi problemów". Owszem, później Kuba spowodował karnego, ale to była akcja ratunkowa po błędzie zespołu, który dał się skontrować. Generalnie jednak Błaszczykowski znakomicie pomagał dyrygować zespołem Lewandowskiemu. Kuba zaliczył 101. występ w kadrze.

W I połowie imponowaliśmy sprytem. To Włosi prowadzili grę, częściej oblegali nasze pole karne niż my ich, ale to Polacy stwarzali lepsze okazje. Prowadzić mogliśmy już od 6. min, jednak wówczas Zieliński przegrał pojedynek z Donnarummą, kopiąc w niego po idealnym rozegraniu "Lewego".

W 26. min mogliśmy prowadzić po wrzucie z autu Arkadiusza Recy, gdy niesygnalizowany strzał posłał Grzegorz Krychowiak, Donnarumma wykazał się nietuzinkowym refleksem, wybijając na róg.

Reca palił się do gry. Wyglądał, jak pies zerwany z łańcucha, po latach niewoli. Co rusz szedł do przodu, na wsparcie Kubie. O Lewandowskim pisać wiele nie trzeba, bo grał jak profesor. Samo jego pojawienie się przy rywalach wywołało ich panikę i częste oddawanie piłki.

Włosi próbowali strzałów z dystansu, ale w I połowie jedyną szansę mieli po stracie, jaka zdarzyła się Klichowi: Federico Bernardeschi z 18 m uderzył tuż obok słupka.

W II połowie musiał nam pomagać nie tylko dobrze dysponowany Łukasz Fabiański, ale też odrobina szczęścia. "Fabian" najpierw obronił w zamieszaniu strzał z 7 m Roberto Gagliardiniego, a przy dobitce, którą przed pustą bramką wybił Jan Bednarek okazało, że Włoch był na spalonym.

Italia nacierała dalej, po uderzeniu Federica Chiesy piłka odbiła się rykoszetem od nogi Kamila Glika, ale Fabiański i tak obronił. W 75. min sędzia podyktował rzut karny po wślizgu Jakuba Błaszczykowskiego na Chiesie i na nic zdały się protesty Polaków, twierdzących, że Kuba trafił w piłkę. Prawda była taka, że popełniliśmy błąd, dając się skontrować, a wślizg Kuby był akcją ratunkową. Z 11 m Jorginho uderzył w lewy róg i nie wyczuł go nasz bramkarz.

Trzeba oddać Squadra Azzurra, że na tę bramkę zapracowała. W drugiej połowie była lepsza. "Biało-Czerwoni" zagrozili tylko na jej początku, po kontrze Błaszczykowskiego, gdy z trudnej pozycji Lewandowski kopnął obok bramki. Do końca nikomu nie udało się stworzyć zagrożenia. Po końcowym gwizdku gwizdnęło też kilku włoskich kibiców, niezadowolonych z remisu. Jerzy Brzęczek zaskoczył nie tylko składem, stawiając na ofensywną dwójkę na środku (obok pewniaka Piotra Zielińskiego odkurzył Mateusza Klicha), ale też ustawieniem. Jakub Błaszczykowski wystąpił na lewym, a nie jak awizowano w składzie - prawym skrzydle. Współpraca Klicha z Krychowiakiem również nie wyglądała źle, a Mateusz brał udział w akcji, która dała nam bramkę.

W ekipie Roberta Manciniego jedynym debiutantem był obrońca Fiorentiny Cristiano Biraghi. Warto podkreślić, że w wyjściowym składzie znaleźli się dwaj zawodnicy z młodzieżowych ME rozgrywanych rok temu w Polsce: Bernardeschi i Roberto Gagliardini.

Liga Narodów:

Włochy - Polska 1-1 (0-1)

Bramki: 0-1 Zieliński (40. po podaniu Lewandowskiego), 1-1 Jorginho (78. z karnego po faulu Błaszczykowskiego na Chiesie).

Włochy: Gianluigi Donnarumma - Davide Zappacosta, Leonardo Bonucci, Giorgio Chiellini, Cristiano Biraghi - Lorenzo Pellegrini (46. Giacomo Bonaventura), Jorginho, Roberto Gagliardini - Federico Bernardeschi, Mario Balotelli (62. Andrea Belotti), Lorenzo Insigne (71. Federico Chiesa). 

Rezerwowi: Salvatore Sirigu, Mattia Perin - Nicolò Barella,  Domenico Criscito, Alessio Romagnoli, Domenico Berardi, Mattia Caldara, Ciro Immobile, Marco Benassi.

Polska: Łukasz Fabiański - Bartosz Bereszyński, Kamil Glik, Jan Bednarek, Arkadiusz Reca - Rafał Kurzawa, Grzegorz Krychowiak, Mateusz Klich (55. Damian Szymański), Jakub Błaszczykowski (80. Rafał Pietrzak) - Piotr Zieliński (65. Karol Linetty)  - Robert Lewandowski.

Rezerwowi: Wojciech Szczęsny, Łukasz Skorupski - Tomasz Kędziora, Dariusz Dźwigała, Arkadiusz Milik, Przemysław Frankowski, Damian Kądzior, Marcin Kamiński, Krzysztof Piątek.

Sędziował: Felix Zwayer z Niemiec.

Żółte kartki: Chiellini (10. po faulu na Lewandowskim) oraz Klich (14. po faulu na Bernardeschim), Błaszczykowski (18. po faulu na Bernardeschim), Fabiański (90. +1 za opóźnianie gry).

Widzów: 26 tys.

źródło: INTERIA

7.09.2018 23:00

Polska - Wyspy Owcze 1-1 w el. Euro U-21

Naszej młodzieżówce znów nie udało się wygrać z Wyspami Owczymi! Reprezentacja Polski zremisowała z nimi tylko 1-1 w 7. kolejce grupy 3 eliminacji do mistrzostw Europy do lat 21. Dopiero bramka zdobyta przez Dawida Kownackiego z rzutu karnego uratowała Polaków przed blamażem. Remis "Biało-Czerwonych" przy wygranej Duńczyków oznacza, że gracze Czesława Michniewicza spadli na drugie miejsce w tabeli.

Po sześciu rozegranych spotkaniach Polacy prowadzą w grupie trzeciej z 14 punktami, przed Danią, która ma jeden mniej. Drużyna Czesława Michniewicza pozostaje niepokonana w eliminacjach - wygrała czterokrotnie i dwa razy zremisowała, w tym jeden właśnie z Wyspami Owczymi. Niepodziewanie stracili punkty podczas meczu rozegranego w Torshavn.

Wrzesień i październik to dla polskiego zespołu decydujący moment. Na mistrzostwa Europy do lat 21, które w przyszłym roku odbędą się we Włoszech, awansuje tylko zwycięzcy grupy. Po piątkowym spotkaniu w Lubinie, cztery dni później Polacy zmierzą się na wyjeździe z Finami.

Od pierwszego gwizdka przewaga gospodarzy była niepodważalna, jednak "Biało-Czerwoni" byli nieskuteczni za co spotkała ich kara. Na własnej połowie piłkę stracił Dawid Kownacki, a świetnym podaniem krosowym błysnął Betuel Hansen. Jakupowi Thomsenowi zostało dobrze ją przyjąć, następnie wyszedł sam na sam z Kamilem Grabarą i technicznym strzałem dał prowadzenie Wyspom Owczym.

Stracony gol podrażnił gospodarzy. Po pół godzinie niewiele zabrakło, gdy z rzutu wolnego strzelił Kownacki, ale dobrze obronił Karstin Hansen. Pięć minut później powinien być remis. Po rzucie rożnym z najbliższej odległości strzelał Mateusz Wieteska, jednak znów dobrze zachował się golkiper.

Innego rozwiązania spróbował Patryk Dziczek, ale jego strzał z dystansu był ostatni akcentem. Pomocnik Piasta Gliwice jeszcze przed przerwą z powodu urazu opuścił boisko, a w jego miejsce zameldował się Sebastian Szymański.

W przerwie oprócz gorzkich słów, trener Michniewicz przeprowadził dwie zmiany. Na boisko weszli Kamil Jóźwiak i Karol Świderski. Dwaj rezerwowi rozruszali polskie skrzydła. Rywale uciekali się do przewinień, licząc na nieskuteczność Polaków. Należy podkreślić, że piłkarze Eli Hentzego byli bardzo dobrze ustawieni.

Na ratunek przyszedł faul Erlendura Magnussona na Kownackim w polu karnym. Sam poszkodowany w 72. minucie doprowadził do remisu wykorzystując jedenastkę. Dla napastnika Sampdorii była to siódma bramka w szóstym meczu. Wiatr w żagle złapali gospodarze, ale strzały Jagiełły trzykrotnie bronił Hansen.

Remis polskiej drużyny przy zwycięstwie Duńczyków z Finami 2-0 oznaczała, że gracze Michniewicza spadli na drugie miejsce.

Polska - Wyspy Owcze 1-1 (0-1)

Bramki

0-1 Jakup Thomsen (15.)

1-1 Dawid Kownacki (72. z karnego).

Żółta kartka - Polska: Kamil Jóźwiak; Wyspy Owcze: Erlendur Magnusson, Joannes Danielsen, Joannes Bjartalio, Jakup Andreasen.

Sędzia: Robert Hennessy (Irlandia). Widzów: ok. 3500.

Wyniki piątkowych meczów:

Litwa - Gruzja      0-0

Dania - Finlandia    2-0 (1-0)

Polska - Wyspy Owcze 1-1 (0-1)

tabela:

 1. Dania      7  16  24-7

 2. Polska      7  15  15-7

 3. Finlandia  7    9  11-14

 4. Gruzja      8    9    9-15

 5. Wyspy Owcze 8    6    8-15

 6. Litwa      7    4    3-12

Pozostałe mecze Polaków w eliminacjach:

11 września: Finlandia - Polska

12 października: Dania - Polska

16 października: Polska - Gruzja

źródło:EUROSPORT

9.08.2018 23:00

KRC Genk - Lech Poznań 2-0 w pierwszym meczu 3. rundy eliminacji LE

Lech Poznań nie zdołał strzelić gola i nie wywiózł korzystnego rezultatu z Belgii. Piłkarze ”Kolejorza” przegrali z KRC Genk 0-2 (0-1), ale nie zmienia to faktu, że i tak mogą mówić o dużym szczęściu – gospodarze mieli ogromną przewagę, jednak byli nieskuteczni.

Pożegnanie z Europą? Biorąc pod uwagę wynik oraz styl, w jaki Lech Poznań przegrał z KRC Genk jest to bardzo prawdopodobne. Podopieczni Ivana Djurdjevicia byli zdecydowanie słabsi od belgijskiego zespołu i mogli przegrać wyżej, ale rywalom brakowało skuteczności bądź świetnie interweniował Jasmin Burić.

W pierwszej połowie nie było jeszcze tak źle - wprawdzie Lech ograniczał się przede wszystkim do defensywy, a jedyne zagrożenie stwarzał po stałych fragmentach gry, ale przewaga gospodarzy nie była aż tak przygniatająca. Nie zmienia to faktu, że Genk powinien prowadzić od piątej minuty, gdy w idealnej sytuacji znalazł się Mbwana Samatta, ale w ostatniej chwili jego strzał zablokował Veron De Marco. Później pojedynek sam na sam z Buriciem przegrał Leandro Trossard.

Niestety tuż przed przerwą bramkę dla Genk zdobył Rusłan Malinowski. Ukraiński skrzydłowy dostał piłkę po wyrzucie z autu, ograł m.in. Tomasza Cywkę, a następnie oddał potężny strzał tuż przy słupku. Tym razem Burić nie miał żadnych szans.

A Lech? Tak naprawdę jedyną dobrą sytuację miał w 16. minucie. Wówczas Darko Jevtić popisał się wrzutką w pole karne, ale najpierw z piłką minął się Łukasz Trałka, a po chwili przestrzelił Christian Gytkjaer.

W drugiej odsłonie było zdecydowanie gorzej. Lech został całkowicie zepchnięty do defensywy i od początku pachniało golem dla gospodarzy.

Efekt? W 56. minucie po dużym zamieszaniu podbramkowym do siatki trafił Samatta. Tanzańczyk uprzedził Macieja Orłowskiego i skutecznie uderzył głową.

Piłkarze "Kolejorza" nie potrafili realnie zagrozić bramce strzeżonej przez Danny’ego Vukovicia. Zamiast tego mogli stracić kolejne gole. Idealną okazję zmarnował zwłaszcza Dieumerci N’Dongala, który trafił w słupek. Z kolei po uderzeniu Pozuelo z rzutu wolnego piłka minimalnie minęła bramkę. W końcówce ten zawodnik strzelił w poprzeczkę.

Porażka 0-2 to nie jest dobry rezultat dla Lecha, ale nie można jeszcze skreślać poznańskiej drużyny. Przy dopingu swoich kibiców podopieczni Djurdjevicia mogą odrobić straty. Jednak muszą zagrać zdecydowanie lepiej i odważniej. W czwartek czekanie na kontry nie przyniosło skutku, a rywale bardzo dobrze czuli się w ataku pozycyjnym.

Rewanż za tydzień w Poznaniu (początek o godz. 20.15).

Wygrany z pary Lech - Genk spotka się w 4. rundzie eliminacji albo ze Spartakiem Subotica, albo z Broendby Kopenhaga. Napastnikiem duńskiego zespołu jest Kamil Wilczek.

KRC Genk - Lech Poznań 2-0 (1-0)

Bramki: 1-0 Rusłan Malinowski (44), 2-0 Mbwana Ally Samatta (56)

Żółte kartki: Lech - Maciej Makuszewski, Thomas Rogne, Wołodymyr Kostewycz, Łukasz Trałka.

KRC Genk: Danny Vuković - Joakim Maehle, Sebastien Dewaest, Jhon Lucumi, Jere Uronen - Sander Berge, Alejandro Pozuelo, Rusłan Malinowski, Mbwana Samatta (65. Zinho Gano), Leandro Trossard (82. Edon Zegrova).

Lech Poznań: Jasmin Buric - Maciej Orłowski, Thomas Rogne (68. Nikola Vujadinović), Vernon De Marco - Maciej Makuszewski (54. Kamil Jóźwiak), Tomasz Cywka, Łukasz Trałka, Maciej Gajos, Wołodymyr Kostewycz - Darko Jevtić (75. Paweł Tomczyk), Christian Gytkjaer.

Sędziował: Ionut Marius Avram (Rumunia). Widzów: ok. 13 540.

źródło: Interia

9.08.2018 22:02

Jagiellonia Białystok - KAA Gent 0-1 w trzeciej rundzie el. Ligi Europejskiej

Jagiellonia Białystok przegrała z KAA Gent 0-1 w trzeciej rundzie eliminacji Ligi Europejskiej. W rewanżu podopieczni Ireneusza Mamrota muszą spróbować odrobić straty.

Wicemistrzowie Polski zaczęli przygodę europejskimi pucharami w sezonie 2018/19 od drugiej rundy, w której zmierzyli się z portugalskim Rio Ave. W Białymstoku Jagiellonia wygrała 1-0, natomiast na wyjeździe padł remis 4-4.

Z kolei dla belgijskiego Gentu była to inauguracja tych rozgrywek.

W pierwszej jedenastce gości wybiegł Vadis Odjidja-Ofoe, którego polscy kibice pamiętają z występów w Legii Warszawa.

W pierwszej połowie gole nie padły. Pod bramką gości groźnie było głównie za sprawą Colina Coosemansa. Bramkarz Gentu miał problemy z pewnym chwytem, przez co piłka kilka razy mu uciekała.

Tak było w czwartej minucie, kiedy jednak Cillian Sheridan był dobrze pilnowany, jak i w 41., gdy Coosemansa uratował kolega wybijając piłkę z pola karnego.

Chwilę później bramkarz Gentu z kłopotami, na dwie raty, ale opanował piłkę po strzale głową Nemanji Mitrovicia.

Gent był trochę bardziej konkretny. W ósmej minucie Odjidja-Ofoe zagrał prostopadłą piłkę do Jeana-Luca Dompe, który był w polu karnym, zwiódł Mitrovicia, ale przestrzelił.

Z kolei w 33. minucie Taiwo Awoniyi dostał podanie za plecy obrońców, wycofał piłkę do Dompe, ale ten ponownie uderzył ponad poprzeczką.

Druga część rozpoczęła się od niecelnego strzału głową Awoniyiego.

W 56. minucie było bardzo groźnie pod bramką Jagiellonii. Dompe zagrał na drugą stronę pola karnego do Giorgiego Czakwetadze, który miał jeszcze czas na przyjęcie, po którym uderzył, ale Ivan Runje zastąpił Mariana Kelemena, wybijając piłkę zmierzającą do bramki.

Chwilę później Novikovas przewrócił się w polu karnym rywala w starciu z Igorem Płastunem, ale nie było mowy o "jedenastce".

Znowu jednak dał o sobie znać Coosemans. W 63. minucie bramkarz Gentu wypuścił piłkę po dośrodkowaniu Novikovasa z rzutu wolnego, ta trafiła do Bartosza Kwietnia, którego strzał z linii bramkowej wybił Płastun!

W 73. minucie na murawie pojawił Roman Bezjak i chwilę później stanął przed szansą na strzelenie gola. Słoweniec otrzymał podanie z głębi pola od Tarasa Romaczuka, wpadł w pole karne, strzelił, ale piłka po rękach Coosemansa wyszła na rzut rożny.

Natomiast w 79. minucie gospodarze mieli szczęście, bo piłka wpadła do siatki, ale sędzia odgwizdał spalonego. Dompe przerzucił piłkę do rezerwowego Romana Jaremczuka, który zgrał ją głową do Franka Andrijaszevicia. Ten, również głową, wpakował piłkę do siatki, ale był na ofsajdzie.

Gent zapewnił sobie zwycięstwo w 85. minucie, po dwójkowej akcji Dompe z Jonathanem Davidem. Ten pierwszy zagrał do wychodzącego rezerwowego, którego strzał obronił Kelemen, ale przy dobitce był bezradny.

Rewanż zaplanowano za tydzień w Gandawie.

Zwycięzca tego dwumeczu w czwartej rundzie eliminacji zagra z lepszym z pary Ilczywiec Mariupol - Girondins Bordeaux.

Jagiellonia Białystok - KAA Gent 0-1 (0-0)

Bramka - 0-1 Jonathan David (85.).

Jagiellonia: Marian Kelemen - Jakub Wójcicki, Ivan Runje, Nemanja Mitrović, Guilherme Sitya - Bartosz Kwiecień, Taras Romanczuk, Martin Pospiszil (85. Mateusz Machaj) - Przemysław Frankowski, Cillian Sheridan (72. Roman Bezjak), Arvydas Novikovas (80. Karol Świderski).

Gent: Colin Coosemans - Thomas Foket, Igor Płastun, Sigurd Rosted, Nana Asare - Vadis Odjidja-Ofoe (89. Brecht Dejaegere), Birger Verstraete - Jean-Luc Dompe, Franko Andrijaszević, Giorgi Czakwetadze (67. Roman Jaremczuk) - Taiwo Awoniyi (69. Jonathan David).

Sędziował Ali Palabiyik (Turcja). Żółte kartki: Novikovas, Kwiecień, Machaj - Foket. Widzów: 15 591.
źródło: Interia
2.08.2018 21:44

AS Trencin - Górnik Zabrze 4:1. Bolesna lekcja w Myjavie

Górnik Zabrze w rewanżowym meczu 2. rundy kwalifikacji Ligi Europy poniósł klęskę w Myjavie. Wyższość Trencina nie podlegała dyskusji. Jednobramkowa strata poniesiona w Zabrzu musiała mieć wpływ na taktykę Górnika w spotkaniu wyjazdowym. Ofensywne nastawienie, wyraźniejsze niż przed tygodniem, zaprezentowali jednak także gospodarze. I to oni, dzięki swobodniejszej grze piłką, przejęli dominację w środku boiska.

Pierwsze próby z obu stron zakończyły się jednak pozycjami spalonymi, ale Trencin sprawiał konkretniejsze wrażenie. Dość szybko przełożyło się ono na wynik. Rzut wolny w 10 minucie przyniósł dośrodkowanie w pole karne, obrońcy zabrzan mocno zaspali, próbował ich wyręczyć Igor Angulo, ale w efekcie Hiszpan - być może wiedziony instynktem - głową gola, którego strzelić nie miał zamiaru.

Gospodarze eksplodowali z radości, a Joey Sleegers, autor asysty, pobiegł prosto w kierunku trenera Ricardo Moniza, w czasie, gdy większość z nieco ponad tysiąca widzów właściwie rozpoczęła świętowanie.

Okazało się, że przeczucie ich nie myliło. Górnik grał ospale, a Trencin nabrał tempa. I po 20 minutach zaliczył kolejne trafienie. Obrońcy w dziecinny sposób dali się wymanewrować rywalom i Hamza Cataković bez problemu strzałem z prawej strony pola karnego pokonał Tomasza Loskę. W tym momencie zabrzanie, aby awansować potrzebowali już trzech goli.
Będący w komfortowej sytuacji zabrzanie nie potrafili jednak przełamać impasu. Słowacy nie wypuszczali ich z taktycznego uścisku, na który nie potrafił znaleźć sposobu coraz wyraźniej zafrasowany Marcin Brosz. Trencin przeprowadzał kolejne kombinacyjne akcje, będąc znacznie bliżej podwyższenia wyniku niż poniesienia jakiejkolwiek straty. W porównaniu do pierwszej konfrontacji potwierdzał swój potencjał, ale jednocześnie unikał popełnionych wtedy błędów.

Górnik z kolei prezentował się fatalnie pod każdym względem, pytanie dotyczyło jedynie tego, czy jest to obecna faktyczna dyspozycja zespołu, czy też efekt tła, na jakim przyszło mu wystąpić. Żaden z atutów, które w lidze przynoszą dobre lub bardzo dobre efekty, w kontraście Trencina był kompletnie niezauważalny. Międzynarodowa młodzież spod ręki Ricardo Moniza udzielała zabrzanom mocnej lekcji.

Na twarzach schodzących na przerwę piłkarzy z Zabrza widać było zniechęcenie, podczas gdy gospodarze kipieli energią, poklepywani po plecach przez swojego trenera.

- Trencin prowadzi zasłużenie - krótko skwitował przebieg spotkania Erik Grendel.
Były piłkarz Górnika, który oglądał mecz z trybun, mieszka niespełna 40 kilometrów od stadionu w Myjavie. Dwa dni wcześniej razem z obecnymi kolegami ze Spartaka Trnava wyeliminował Legię Warszawa z gry o Ligę Mistrzów. - Po pierwszym meczu jej piłkarze zachowywali się arogancko i to się obróciło przeciwko nim - opowiadał Słowak.

Drugą połowę meczu w Myjavie Górnik zaczął z dwiema zmianami. To co najważniejsze, czyli wynik, zmienili jednak gospodarze. Po kwadransie gry Philip Azango powtórzył swój wyczyn ze spotkania na Arenie Zabrze, i płaskim strzałem pokonał Loskę. Dopiero ta bramka nieco zdekoncentrowała trencinian, co wykorzystał zmiennik Daniel Smuga, zmniejszając stratę na 1:3. Ten moment był jednak tylko przerywnikiem w bezdyskusyjnym panowaniu gospodarzy nad boiskowymi wydarzeniami. W końcówce najbardziej zapracowanym zawodnikiem był Loska, któremu raz pomógł Dani Suarez wybijając piłkę z linii bramkowej, ale tuż przed końcem nikt nie był już w stanie przeszkodzić Catakoviciowi.

Trencin, w nagrodę za pokonanie Górnika, w III rundzie zagra z Feyenoordem Rotterdam,. Biorąc pod uwagę wspomniany blamaż Legii ze Spartakiem, lekcję, jaką polskie kluby otrzymały od słowackich, można rozpatrywać w kategorii upokarzających.

AS Trencin - Górnik Zabrze 4:1 (2:0)
1:0 Igor Angulo (10-głową), 2:0 Hamza Cataković (20), 3:0 Philip Azango (59), 3:1 Daniel Smuga (60), 4:1 Hamza Cataković (89)
Trencin Semrinec - Skovajsa, Lawrence, Sulek, Yem - Catakovic, El Mahdiouil (90. ) Zubairu - Azango (86. Bukari), Mance (90. Umeh), Sleegers. Trener: Ricardo Moniz.
Górnik Loska - Wolniewicz, Wiśniewskivan Arnhem), Suarez, Gryszkiewicz - Liszka (46.Nowak) , Żurkowski, Matuszekl, Urynowicz (46. Smuga) - Angulo, Jimenez (72. Ryczkowski)
Sędziował Ola Hobber Nilsen (Norwegia)
Widzów 1.897
Pierwszy mecz 1:0. Awans: Trencin.
źródło:dziennikzachodni.pl
15.07.2018 22:51

Finał mundialu. Francja - Chorwacja. Francja mistrzem świata po 20 latach!

Miała być defensywna, zachowawcza gra. Miało być spokojne konstruowanie akcji i czekanie na kontrataki. Podobny plan na sobotnie spotkanie mieli zarówno Francuzi, jak i Chorwaci. Z planów nie wyszło jednak nic, bo goli było aż sześć, ofensywnych akcji dużo, a emocji jeszcze więcej. W wymianie ciosów lepsza okazała się reprezentacja Francji, która wygrała 4:2 i po 20 latach kolejny raz zdobyła mistrzostwo świata! Tak dużo bramek w regulaminowym czasie gry ostatni raz padło w finale MŚ 1958 (Brazylia wygrała wówczas 5:2 ze Szwecją).

- Do walki stają dwie najlepsze drużyny na mundialu. Dla nas to będzie najważniejszy występ z najtrudniejszym przeciwnikiem. Francja jest bardzo groźna, szczególnie z kontrataku. Przeżyliśmy piękną przygodę i drogę do finału, teraz nie ma już wymówek - jesteśmy gotowi - mówił przed niedzielnym finałem selekcjoner reprezentacji Chorwacji, Zlatko Dalić.

I tę gotowość Chorwatów rzeczywiście było widać, przynajmniej na początku, bo już w pierwszym kwadransie gry przeprowadzili kilka groźnych akcji skrzydłami, z których dośrodkowania posyłali kolejno Ivan Strinić, Ivan Perisić i Ante Rebić. Ich podania oczekiwanych efektów jednak nie przynosiły, w przeciwieństwie do pierwszej groźnej sytuacji stworzonej przez Francuzów.

W 18. minucie kilka metrów przed polem karnym sfaulowany został Antoine Griezmann. Do wykonania stałego fragmentu gry podszedł sam poszkodowany, i zrobił to tak, że piłkę do własnej bramki skierował Mario Mandzukić. Chorwacki napastnik strzelił tym samym pierwszego gola samobójczego w historii finałów MŚ. Inna sprawa, że uwagę 32-latka absorbował Paul Pogba znajdujący się na pozycji spalonej, a dodatkowo rzut wolny podyktowany za faul na Griezmannie, był niesłuszny.

Szybka odpowiedź i dużo błędów

Chorwaci na straconą bramkę zareagowali w swoim stylu - szybko zaatakowali, zaczęli stosować wysoki pressing i... doprowadzili do wyrównania. Już po 10 minutach Ivan Perisić pięknie wykończył kombinacyjny rzut wolny, po którym Chorwaci wymienili kilka podań. Piłka na koniec trafiła pod nogi skrzydłowego, który nie dał szans Hugo Llorisowi.

Radość Perisicia i całego chorwackiego zespołu długo jednak nie trwała, bo w 35. minucie piłkę ręką we własnym polu karnym zagrał właśnie strzelec gola. Piłkarz na co dzień występujący w Interze Mediolan niefortunnie interweniował po dośrodkowaniu Francuzów, sędzia Nestor Pitana skorzystał z konsultacji VAR i podyktował rzut karny. Do jego wykonania podszedł Griezmann, który pewnym strzałem w przy prawym słupku bramki pokonał Danijela Subasicia.

Druga połowa zaczęła się niemal tak samo, jak pierwsza. Ofensywniej grali Chorwaci, strzelali częściej i mieli większe posiadanie piłki. Bramkę zdobyli natomiast Francuzi.W 58. minucie dynamicznym rajdem popisał się Mbappe, jego strzał został zablokowany, a piłka spadła pod nogi Griezmanna, który szybko zgrał ją do Pogby. Pomocnik Francuzów przymierzył i dokładnym strzałem pokonał Subasicia.

Bramka Pogby była początkiem końca reprezentacji Chorwacji. Reprezentacji Chorwacji, której organizacja gry kompletnie się posypała, szczególnie gry defensywnej, gdzie coraz więcej błędów w ustawieniu i kryciu popełniali m.in. Dejan Lovren i Domagoj Vida. Jeden z tych błędów zakończył się kolejnym golem dla Francji. W 65. minucie Mbappe otrzymał świetne podanie od Hernandeza, poprawił piłkę i strzelił tak, że bramkarz Chorwatów nie zdążył nawet zareagować.

Fatalna wpadka Llorisa

I kiedy było już 4:1, kiedy wydawało się, że Francuzi mają wszystko pod kontrolą, fatalny błąd popełnił Lloris. Bramkarz reprezentacji Francji otrzymał podanie od jednego ze swoich obrońców, wdał się w niepotrzebny drybling z Mandzukiciem, który ustawił się na tyle dobrze, że zdołał zablokować wybijaną piłkę, kierując ją do bramki.

Francja mistrzem świata!

Po bramce Mandzukicia Chorwaci jeszcze próbowali, naciskali, dośrodkowywali, strzelali, ale nic nie przynosiło rezultatów. Piłkarze Dalicia nie potrafili zdobyć bramki kontaktowej, a Francuzi spokojnie, albo w miarę spokojnie, czekali na końcowy gwizdek. Prowadzenie 4:2 utrzymali, dzięki czemu zdobyli mistrzostwo świata! Po raz pierwszy po 20 latach przerwy!

źródło:sport.pl

6.07.2018 20:52

Mundial 2018. Francja - Urugwaj 2:0. Bez Edinsona Cavaniego to nie była równorzędna walka. Przed Francją półfinał z Brazylią lub Belgią. Trudniejszy być może od ewentualnego finału

To już stały fragment gry: dwa lata po Euro u siebie Francja znów w półfinale wielkiego turnieju. Urugwaj przerosła o klasę. A gole były jak na ten mundial przystało: pierwszy po rzucie wolnym, drugi samobójczy.

Dwadzieścia lat mija. I wystarczy? Francuzi w takim stylu przeszli kolejną w Rosji próbę ognia, że od porównań z 1998 rokiem nie uciekną. W ćwierćfinale z Urugwajem nie potrzebowali heroizmu, po prostu lepiej grali w piłkę. I jeszcze mieli rezerwy. Nie trzeba było nawet wprowadzać na najwyższe obroty Kyliana Mbappe, wystarczyło że kilka razy lekko postraszył rywali, zmuszając ich by przemyśleli, czy chcą podejmować ryzyko. A o meczu najwięcej mówi to, że najlepszym Urugwajczykiem na boisku był ten przybrany, Urugwajczyk po godzinach: Antoine Griezmann. To on najpierw sprytnie dośrodkował przy rzucie wolnym, na głowę Raphaela Varane'a, a potem w drugiej połowie spróbował szczęścia w sytuacji, wydawałoby się, niegroźnej. Uderzył zza pola karnego, a Fernando Muslera sam wrzucił sobie piłkę do bramki.

Griezmann był w tym meczu liderem drużyny, który nie tylko podaje i strzela, ale też pokazuje cały czas kolegom, gdzie mają wyjść, jak podciągnąć szyki. To się przydawało w pierwszej połowie, zanim padła bramka, gdy Urugwaj potrafił francuski mechanizm spowolnić, pilnując by Griezmann i Pogba nie dostawali piłek tam, gdzie są najgroźniejsi. Ale zatrzymać Francji na dłużej nie dał rady.

Bez Cavaniego i bez przekonania

Urugwaj przegrał ten mecz w chwili, gdy wygrywał poprzedni. Co brzmi w przypadku odpadania tej drużyny z mundiali znajomo. Cztery lata temu Urugwajczycy wyszli z grupy w wielkim stylu, wygrywając mecz o wszystko z Włochami, ale Luis Suarez nie zapanował nad swoimi instynktami w walce z Giorgio Chiellini. W Rosji Urugwajczycy w świetnym stylu przeszli 1/8 finału, ale za cenę kontuzji Edinsona Cavaniego. I tak jak w Brazylii, na kolejny mecz wyszli już ze znacznie mniejszą wiarą w swoje pomysły. Poza pierwszymi minutami - wycofani, z dużym respektem wobec Francji, z Diego Laxaltem przyklejonym cały czas do Kyliana Mbappe, i właściwie nieobecnym na połowie rywali. Na niej wbiegający z piłką Urugwajczyk często nie miał z kim rozegrać akcji. Rodrigo Bentancur musiał w pierwszej połowie skończyć kontrę podaniem na dobieg do samego siebie. Cristhian Stuani walczył, ale to jednak nie było to zagrożenie, które daje Cavani. A do tego to właśnie Stuaniemu zabrakło zdecydowania w wyskoku do piłki w obronie przy golu Varane'a.

Urugwaj chciał sprowadzić ten mecz w ofensywie do szukania stałych fragmentów gry. Ale przegrał właśnie przez stały fragment. Jak tyle drużyn w tym turnieju. To jest mundial rzutów wolnych, karnych i kiksów. Co zresztą żadnej ujmy mu nie przynosi, bo emocji też jest mnóstwo. Ale dośrodkowanie ze stojącej piłki stało się najgroźniejszą bronią. Być może również dzięki temu, że VAR ograniczył zapasy w polu karnym. Sędzia Nestor Pitana, mistrz gestykulacji, osobną część swojego przedstawienia poświęcił rysowaniu piłkarzom w powietrzu przed rzutami rożnymi i wolnymi, że pomocniczy ekran wiele wychwyci.

Mbappe wygwizdany za udawanie

Francję czeka teraz półfinał z Brazylią lub Belgią, a Didiera Deschampsa, oby, rozmowa z Kylianem Mbappe, który do tej pory imponował w tym turnieju tym, że nie szukał prób wymuszenia fauli. Ale w meczu z Urugwajem uległ pokusie i zaczepiony przez Cristiana Rodrigueza padł na murawę i zaczął się zwijać. Czerwonej kartki dla rywala nie wymusił, sam dostał żółtą razem z Rodriguezem, a do tego tak podgrzał emocje, że blisko było do regularnej bijatyki. I o włos od żółtej kartki dla Paula Pogby - za złapanie za gardło Nahitana Nandeza - która wykluczyłaby go z półfinału. Mbappe schodził z boiska żegnany gwizdami, co zupełnie nie przystaje do tego, co wcześniej pokazywał w turnieju. Ale nawet w takich chwilach trudno się nie cofnąć do 1998. I do pewnego Francuza, który w rundzie grupowej wyleciał z czerwoną kartką za brzydki faul, a jeszcze tego samego lata rodacy go chcieli zrobić prezydentem.

źródło:sport.pl

3.07.2018 20:53

Mundial 2018. Szwecja - Szwajcaria 1-0 w 1/8 finału

Szwedzi pokonali Szwajcarów 1-0 w meczu 1/8 finału mistrzostw świata. O awansie "Trzech Koron" do ćwierćfinału zadecydował gol zdobyty w szczęśliwych okolicznościach - łudząco podobny do tego, jakiego reprezentant Polski - Thiago Cionek strzelił dla Senegalu w fazie grupowej.

Szwajcarzy dłużej utrzymywali się przy piłce, starając się kombinacyjnymi akcjami rozerwać szwedzką defensywę, ale ich atak pozycyjny nie przynosił efektów. Piłkarze "Trzech Koron" atakowali prostszymi środkami, ale to oni wypracowali groźniejsze okazje. Znów potwierdziło się, że dłuższe posiadanie piłki (63-37% na korzyść Helwetów) nie jest gwarancją sukcesu. Szwajcarzy oddali 18 strzałów, ale aż połowę z nich zablokowali rywale, pięć było niecelnych, a cztery obronił szwedzki bramkarz.

Dwóch "setek" na przełomie 8. i 9. minuty nie wykorzystał Marcus Berg. Za pierwszym razem spudłował mając przed sobą tylko bramkarza, a po chwili zdążył zablokować go Manuel Akanji. Szwedzki napastnik po raz trzeci był bliski zdobycia gola w 29. minucie, ale kapitalną interwencję po jego strzale zaliczył Yann Sommer. Rzucił się w kierunku swojego prawego słupka i odbił piłkę.

Szwajcarzy spychali rywali coraz bliżej bramki i w 39. minucie po dwójkowej akcji ze Stevenem Zuberem prowadzenie powinien dać im Blerim Dzemaili, ale nie trafił w bramkę.

Krótko przed przerwą z prawej strony świetnie dośrodkował Mikael Lustig i nikt nie upilnował Albina Ekdala. Szwed miał przed sobą pustą bramkę, ale źle trafił piłkę i z bliska spudłował.

Kilka minut po przerwie Szwajcarzy mocniej przycisnęli i rywale mieli spore problemy z wydostaniem się z głębokiej defensywy. Gol jednak nie padł i "Trzy Korony" przetrwały napór.

Gra się wyrównała i w 66. minucie Szwedzi przeprowadzili akcję, która dała im gola na wagę ćwierćfinału. Emil Forsberg zbiegł z piłką do środka na wysokości linii pola karnego, strzelił w środek bramki, Sommer już szykował się, aby złapać piłkę, gdy nogę dostawił Manuel Akanji i futbolówka wpadła do siatki! Zupełnie zmylony bramkarz był bez szans.

Im bliżej końca, tym większy napór Szwajcarów, ale Szwedzi skutecznie się bronili. W doliczonym czasie gry skontrowali i Michael Lang faulem powstrzymał szarżującego na bramkę Martina Olssona. Arbiter podyktował rzut karny i ukarał Szwajcara czerwoną kartką, ale po analizie wideo zmienił decyzję, bo faul miał miejsce przed polem karnym. Szwedzi mieli więc rzut wolny, po którym Sommer obronił strzał Oli Toivonena, a sędzia odgwizdał koniec spotkania.

Szwedzi uczcili więc w najlepszy możliwy sposób jubileusz, jakim był 50. mecz ich reprezentacji na mistrzostwach świata. Co ciekawe, był to ich 29. mecz z Szwajcarami, ale dopiero pierwszy na turnieju rangi mistrzostw świata czy Europy.

1/8 finału:

Szwecja - Szwajcaria 1-0 (0-0)

Bramka - 1-0 Manuel Akanji (66. samobójcza).

Żółta kartka - Szwecja: Mikael Lustig. Szwajcaria: Valon Behrami, Granit Xhaka. Czerwona kartka - Szwajcaria: Michael Lang (90+1).

Sędzia: Damir Skomina (Słowenia). Widzów 64 042.

Szwecja: Robin Olsen - Mikael Lustig (82. Emil Krafth), Victor Lindeloef, Andreas Granqvist, Ludwig Augustinsson - Victor Claesson, Gustav Svensson, Albin Ekdal, Emil Forsberg (82. Martin Olsson) - Ola Toivonen, Marcus Berg (90+1. Isaac Kiese Thelin).

Szwajcaria: Yann Sommer - Michael Lang, Johan Djourou, Manuel Akanji, Ricardo Rodriguez - Valon Behrami, Granit Xhaka, Xherdan Shaqiri, Blerim Dzemaili (73. Har Seferovic), Steven Zuber (73. Breel Embolo) - Josip Drmic.

Po meczu powiedzieli:

Janne Andersson (trener Szwecji): - To dość surrealistyczne uczucie stać na boisku i słyszeć, jak kibice skandują moje nazwisko, bo futbol to gra zespołowa i to piłkarze, cały zespół, zapracowali na ten sukces, a nie ja. Mocno napracowali się dziś wszyscy na murawie. Wiedzieliśmy, że jesteśmy silni, że stać nas na dobry wynik w Rosji. Jaki? Pewnie nikt tego nie wie. Pracujemy z meczu na mecz i to co robimy wszystkim przysparza sporo radości i satysfakcji. Teraz musimy szybko się zresetować, odpocząć i przygotować do kolejnego wyzwania, które czeka na już w sobotę.

Vladimir Petković (trener Szwajcarii): - Dłużej utrzymywaliśmy się przy piłce, ale naszym akcjom brakowało szybkości. Kiedy w końcu podkręciliśmy tempo, to nie potrafiliśmy dograć dokładnie ostatniego podania, które otwierałoby drogę do bramki. Nie wiem jeszcze dlaczego, ale moim graczom brakowało pozytywnych emocji w grze. Być może obawiali się porażki. Choć wynik jest dla nas niekorzystny, to nie uważam żebyśmy na tym mundialu zawiedli.

źródło: Interia

2.07.2018 20:53

Brazylia w ćwierćfinale. Kapitalny mecz Neymara

Brazylia pokonała 2:0 Meksyk i awansowała do ćwierćfinału mundialu. Świetne spotkanie zaliczył Neymar, który zapisał na koncie gola i asystę.

Meksyk na tych mistrzostwach potrafił pozytywnie zaskoczyć, ale też rozczarować. Zaczął od sensacyjnej wygranej z obrońcami tytułu Niemcami, potem pokonał dość łatwo Koreę. Na spotkanie z Brazylią skazał się przegrywając wysoko, 0:3, ostatni mecz grupowy ze Szwecją.

Początek poniedziałkowego starcia miał obiecujący. Po szybkich atakach brazylijscy obrońcy kilkukrotnie byli zmuszani do ofiarnych interwencji we własnym polu karnym. Ale minęło dwadzieścia minut i kontrolę nad meczem zaczęli przejmować Canarinhos.

Uwaga meksykańskich obrońców skupiona była głównie na Neymarze. Fauli nie brakowało. Po kilku ostrych wejściach brazylijski gwiazdor z impetem lądował na murawie.

Przyzwyczajony do tego Neymar rozkręcał się powoli, aż w końcu zaczął być kluczową postacią akcji swojego zespołu. W pierwszej połowie miał dwie okazje. Guillermo Ochoa najpierw obronił jego strzał zza pola karnego, potem zatrzymał go w sytuacji sam na sam.

Drużyna Canarinhos miewa w tym turnieju słabsze i gorsze momenty. Po przerwie pokazała swoje lepsze oblicze.

Meksyk przycisnęła od razu. W roli głównej wystąpił oczywiście Neymar. Gwiazdor PSG ściągnął na siebie kilku obrońców, zagrał piętką do Williana, a ten po chwili podał wzdłuż bramki. Neymar już tam był i za chwilę wślizgiem wpakował piłkę do siatki.

Canarinhos poczuli się jeszcze pewniej. Grali mądrze. Bez zbędnego ryzyka, pamiętając o zabezpieczaniu tyłów. Dobre sytuacje mieli dwie, za każdym razem bez zarzutu spisywał się Ochoa.

Meksyk atakował nieudolnie. W końcu ruszył odważniej. Skarcony został od razu. Kontrę Brazylii rozprowadził Fernandinho. Zagrał do Neymara, ten podał przed bramkę, gdzie stał wprowadzony kilka minut wcześniej Roberto Firmino. Kolejna świetna akcja, kolejny strzał do pustej bramki i kolejny gol.

Za moment rozpoczął się doliczony czas gry. Meksykanie mieli sześć dodatkowych minut. Nic nie zdziałali.

Przeklęta 1/8 finału

Mundialowe statystyki pozostają więc dla Meksyku bezlitosne. Od 1994 roku za każdym razem grał w tej fazie turnieju, ale za każdym razem odpadał. Z Brazylią nigdy nie wygrał, tylko raz zremisował. Bramki nigdy jej nie strzelił.

W kolejnej rundzie Canarinhos zagrają ze zwycięzcą meczu Belgia - Japonia.

Źródło: sport.tvn24.pl

12.06.2018 22:33
eMŚ kobiet: Polska 2-3 Szkocja

Reprezentacja Polski kobiet przegrała ze Szkocją 2-3 (1-0) w meczu rozegranym w Kielcach w ramach grupy 2 eliminacji mistrzostw świata i straciła szanse na awans do turnieju. W następnym spotkaniu Polki 31 sierpnia na wyjeździe zmierzą się z Białorusią.

12 czerwca 2018, 15:30 - Kielce (Stadion Miejski Arena Kielc)
Polska 2-3 Szkocja
Dżesika Jaszek 6, Sophie Howard 66 (s) - Kim Little 78, Jane Ross 80, Lisa Evans 90

Polska: 1. Katarzyna Kiedrzynek - 5. Aleksandra Sikora, 18. Dagmara Grad, 14. Jolanta Siwińska, 7. Agata Guściora, 21. Martyna Wiankowska - 16. Dominika Grabowska, 17. Katarzyna Daleszczyk (73, 4. Sylwia Matysik), 15. Agnieszka Winczo, 11. Ewelina Kamczyk (58, 10. Agata Tarczyńska) - 6. Dżesika Jaszek (58, 20. Julia Matuschewski).

Szkocja: 1. Lee Alexander - 15. Sophie Howard, 4. Rachel Corsie, 5. Jennifer Beattie, 3. Emma Mitchell - 11. Lisa Evans, 16. Christie Murray (68, 13. Jane Ross), 9. Caroline Weir, 20. Fiona Brown (75, 23. Elizabeth Arnot) - 8. Kim Little, 22. Erin Cuthbert.

żółta kartka: Siwińska.

sędziowała: Stéphanie Frappart (Francja).
widzów: 4410.

Tabela grupy 2:

1. Szwajcaria  5 15 15- 3
2. Szkocja     6 15 15- 5
3. Polska      6  7 12-11
4. Albania     7  4  5-20
5. Białoruś    6  3  4-12

Do finałów mistrzostw, które w 2019 roku zostaną rozegrane we Francji, awansują zwycięzcy grup, a cztery drużyny z drugich miejsc z najlepszym bilansem przeciwko pierwszej, trzeciej i czwartej drużynie w grupie zagrają w barażach.
źródło:90minut.pl
20.05.2018 22:50

Korona Kielce - Zagłębie Lubin 0:2. Kiepskie pożegnanie z sezonem

W kiepskim stylu Korona Kielce zakończyła sezon. Przegrała z Zagłębiem Lubin na Kolporter Arenie 0:2 i spadła na ósme miejsce w tabeli. Korona Kielce – Zagłębie Lubin 0:2 (0:1)
Bramka:
0:1 Patryk Tuszyński 9, 0:2 Tuszyński 69
Korona: Hamrol – Kosakiewicz, Malarczyk, Kallaste, Miś (67. Długosz) – Petrak, Jukić (56. Pierzchała) , Janjić, Aankour – Soriano, Kaczarawa (76. Dziubek)
Zagłębie: Hładun – Dziwniel, Guldan, Kopacz, Czerwiński – Matras (59. Żyra), Jagiełło, Starzyński (63. Slisz), Janoszka (79. Moneta) – Tuszyński, Pawłowski.
Sędziował: Artur Aluszyk ze Szczecina.
Widzów:6268.
Kartki: żółte: Kaczarawa, Dziubek (Korona).

Dwadzieścia minut przed rozpoczęciem meczu odbyło się pożegnanie trzech ważnych osób dla Korony – fizjoterapeuty Marka Koniecznego oraz dwóch piłkarzy – ikony klubu Jacka Kiełba i kapitana Radka Dejmka. Obydwaj zawodnicy nie znaleźli się już w kadrze na to spotkanie, występ kolegów obejrzeli z trybun. Na pożegnanie od prezesa Krzysztofa Zająca dostali kwiaty i pamiątkowe grawertony. Szkoda tylko, że pożegnanie odbyło się w takim momencie, gdy na stadionie było jeszcze niewielu kibiców. Większość wchodziła na obiekt. Kibice z Młyna pożegnali natomiast Kiełba dużym banerem z napisem „Ryba dziękujemy”.

Eksperymenty
Korona grała eksperymentalnym składzie. Z powodu kartek nie mogli zagrać Michał Gardawski i Mateusz Możdżeń. Od kilku tygodni kontuzję leczy Jakub Żubrowski. Wolne od trenera Gino Lettieriego wcześniej dostali z kolei Djibril Diaw, który wyleciał na urlop do Senegalu oraz Marcin Cebula, Bartosz Rymaniak, Adnan Kovacević, Bartosz Rymaniak i Sanel Kapidzić (drobne urazy).
W tej sytuacji na środku obrony, obok Piotra Malarczyka, z konieczności zagrał Ken Kallaste, który rozmawia z Koroną o nowym kontrakcie, ale nie radził sobie tam najlepiej. Na lewej stronie defensywy wystąpił Krystian Miś, który niedawno o rok przedłużył kontrakt z kieleckim klubem. W ataku, razem z Elią Soriano, operował Nika Kaczarawa. Na razie nie wiadomo, czy był to jego ostatni występ w Koronie. 30 czerwca kończy mu się kontrakt. Reprezentant Gruzji ma kilka propozycji z zagranicznych klubów. Ofertę złożyła mu też Korona i najbliższe dni pokażą, gdzie w kolejnym sezonie zagra Kaczarawa.
Na ławce rezerwowych mecz zaczęli Węgier Akos Kecskes i Zlatan Alomerović, którzy prawdopodobnie również odejdą z Korony. Oprócz nich ławkę rezerwowych mecz uzupełnili juniorzy: Piotr Pierzchała, Wiktor Długosz i Michał Dziubek

Szybki gol Zagłębia
Korona grało słabo i chaotycznie. Zagłębie w 9 minucie objęło prowadzenie. Filip Starzyński podał do Patryka Tuszyńskiego, ten przy biernej postawie defensywy oddał strzał. Piłka odbiła się od słupka i wpadła do bramki strzeżonej przez Matthiasa Hamrola. Przez kolejne 30 minut pojawiały się gwizdy pod adresem słabo grających gospodarzy i złośliwe okrzyki do trenera Lettieriego. Kibice ożywili się dopiero w 45 minucie, gdy techniczny strzał oddał Ivan Jukić, ale udanie interweniował Dominik Hładun.

Debiuty Pierzchały, Długosza i Dziubka
Po przerwie obraz gry nie zmienił się. Nadal inicjatywę miało Zagłębie, a Korona była niemrawa, choć raz groźnie strzelał z rzutu wolnego Zlatko Janjić.
W 56 minucie Lettieri dał zadebiutować Piotrkowi Pierzchale, dziesięć minut potem debiut zaliczył Wiktor Długosz, a potem na boisko wszedł jeszcze Michał Dziubek Trudno było oczywiście oczekiwać, by ci trzej młodzi piłkarze (Pierzchała stanął na środku obrony, Długosz na boku pomocy) odmienili losy spotkania i zatrzymali rozpędzone Zagłębie, które w 69 minucie prowadziło 2:0. Goście przeprowadzili szybką kontrę, a wykończył ją Tuszyński, który dostał dobre podanie i przymierzył przy słupku.

W siedmiu meczach cztery punkty
Korona w bardzo kiepskim stylu pożegnała się z sezonem i z kibicami i po przegranej z Zagłębiem spadła na ósme miejsce w tabeli. Generalnie sezon był udany, bo przecież gra w pierwszej ósemce, to sukces kielczan i zrealizowanie celu, ale z pewnością można było wyciągnąć z tych rozgrywek więcej. Dodatkowa część sezonu, w której Korona zdobyła tylko cztery punkty w siedmiu meczach, została po prostu zmarnowana.
źródło:echodnia.eu
20.04.2018 22:50

Zagłębie Lubin - Lech Poznań 0-1 w meczu 32. kolejki Ekstraklasy

Zagłębie Lubin przegrało 0-1 z Lechem Poznań w meczu 32. kolejki grupy mistrzowskiej Ekstraklasy. Bramka Christiana Gytkjaera zapewniła "Kolejorzowi" ważne trzy punkty w walce o mistrzostwo Polski. Po tej kolejce Lech będzie liderem, co zawdzięcza szczelnej defensywie.

Lech do grupy mistrzowskiej wszedł jako lider tabeli, ale rywalizację w niej rozpoczął od falstartu, przegrywając z Koroną Kielce 0-1. Z kolei Zagłębie w takim samym stosunku pokonało w poprzednim meczu Legię Warszawa, co sprawiało, że "Kolejorz" na pewno obawiał się swojego dzisiejszego rywala.

Po pierwszej połowie gracze jednej i drugiej drużyny mogli jednak przede wszystkim obawiać się o własne zdrowie. Sędzia już w 4. minucie wyciągnął pierwszą żółtą kartkę, by ukarać Christiana Gytkjaera, a później na boisku było tylko ostrzej.

Licznik żółtych kartek zatrzymał się w pierwszej połowie na pięciu, ale gdyby zamiast żółtej, choć raz pojawiła się czerwona, to nikt nie mógłby mieć pretensji do sędziego Daniela Stefańskiego. Mowa tu o brutalnym wejściu Nikoli Vujadinovicia w nogi Aleksandra Jagiełły, a także podobnym faulu Roberta Gumnego na połowie rywala. Arbiter był jednak bardzo wyrozumiały dla obrońców Lecha.

Sytuacji było jak na lekarstwo i pierwszy celny strzał został oddany dopiero w 44. minucie meczu, ale nie sprawił on najmniejszych problemów Dominikowi Hładunowi.

Wcześniej najlepsze szanse obie ekipy miały po rzutach wolnych, ale zarówno Filip Starzyński, jak i Radosław Majewski uderzali niecelnie.

Dobrą okazję do zdobycia bramki miał tuż po przerwie Maciej Gajos, ale kapitan Lecha przestrzelił z 15 metrów.

Chwilę później sektor kibiców Lecha eksplodował jednak z radości. Gumny dośrodkował z prawej, strącił piłkę najpierw Mario Szitum, potem Gytkjaer i futbolówka wpadła do bramki! To już 18. trafienie Gytkjaera w tym sezonie.

Okazję do wyrównania po godzinie gry miał Alan Czerwiński, gdy dobrze zamykał dośrodkowanie. Nie trafił jednak czysto w piłkę i spudłował.

Mecz do końca był dość ostry, sędzia pokazał aż dziesięć żółtych kartek. Im bliżej było końca tym rzadziej Lech zapuszczał się na połowę rywala. "Kolejorz" w obronie grał jednak bardzo skutecznie i nie dopuścił rywali do żadnej naprawdę groźnej sytuacji.

Lech umocnił się na pozycji lidera, zaliczając ważną wygraną w kontekście walki o mistrzostwo Polski.


Zagłębie Lubin - Lech Poznań 0-1 (0-0)

Bramka: 0-1 Gytkjaer (52.)

Żółta kartka - KGHM Zagłębie Lubin: Jakub Tosik, Adam Matuszczyk, Rafał Pietrzak, Filip Starzyński, Jakub Mares. Lech Poznań: Christian Gytkjaer, Robert Gumny, Nikola Vujadinovic, Radosław Majewski, Matus Putnocky.

Sędzia: Daniel Stefański (Bydgoszcz). Widzów: 12 721

KGHM Zagłębie Lubin: Dominik Hładun - Alan Czerwiński, Bartosz Kopacz, Lubomir Guldan, Rafał Pietrzak - Adam Matuszczyk, Jakub Tosik (75. Bartłomiej Pawłowski), Filip Jagiełło, Filip Starzyński (81. Patryk Tuszyński), Bartosz Slisz (59. Paweł Żyra) - Jakub Mares.

Lech Poznań: Matus Putnocky - Robert Gumny, Nikola Vujadinovic, Emir Dilaver, Wołodymyr Kostewycz - Mario Situm (76. Rafał Janicki), Łukasz Trałka, Radosław Majewski, Maciej Gajos, Kamil Jóźwiak (87. Darko Jevtic) - Christian Gytkjaer (79. Oleksij Chobłenko).
źródło:eurosport.interia.pl
6.12.2017 23:01

Liga Mistrzów: Real górą w hicie, popis... Aubameyanga

W hitowym meczu grupy H Ligi Mistrzów Real Madryt wygrał z Borussią Dortmund 3:2 (2:1). Decydującego gola zdobył Lucas Vasquez, wcześniej dwie piękne bramki strzelił Pierre-Emerick Aubameyang. Los Blancos awansowali do fazy pucharowej z drugiego miejsca, dortmundczycy muszą zadowolić się grą w Lidze Europy.
  • Real prowadził 2:0, ale BVB wróciła do gry za sprawą Aubameyanga
  • Swojego 114. gola w Champions League strzelił Cristiano Ronaldo
  • Zwycięstwo zapewnił ekipie Zidane'a Lucas Vasquez

Królewscy podchodzili do starcia z dużym spokojem. Byli już pewni awansu, ale wiedzieli też, że nie zdołają wyprzedzić Tottenhamu. W zupełnie innej sytuacji znajdowali się podopieczni Petera Bosza, którzy mieli tyle samo punktów co APOEL i do końca musieli walczyć o "przepustkę" do Ligi Europy.

Spotkanie od początku mogło się podobać. Na pierwszego gola kibice zgromadzeni na Santiago Bernabeu nie czekali długo. Już w ósmej minucie Cristiano Ronaldo ruszył lewym skrzydłem i dograł w pole karne do Isco. Pomocnikowi gospodarzy odskoczyła futbolówka, ale skorzystał z tego Borja Mayoral. Zamykający akcję Hiszpan podciął piłkę nad Romanem Buerkim, dając stołecznej drużynie prowadzenie.

Rozpędzeni gracze Zinedine'a Zidane'a nie zwalniali tempa i szybko zdołali wyprowadzić drugi cios. Tym razem z gola mógł się cieszyć "CR7". Portugalczyk cudownie przymierzył zza pola karnego, a po jego strzale Buerki nawet nie ruszył do piłki. Ronaldo zapisał się w historii rozgrywek jako zawodnik, który strzelał przynajmniej jednego gola w każdym spotkaniu fazy grupowej. Gol strzelony BVB był jego 114. trafieniem na boiskach Champions League.

Ci, którzy myśleli, że losy spotkania są już rozstrzygnięte, grubo się mylili. Tuż przed przerwą dortmundczycy zdołali strzelić gola kontaktowego. Świetnie zachował się Marcel Schmelzer, który zanotował przechwyt na połowie Realu i przyspieszył na lewym skrzydle. Następnie popisał się fenomenalnym dośrodkowaniem. Po jego wrzutce Pierre-Emerick Aubameyang trafił do siatki głową z bliskiej odległości.

"Auba" nie zamierzał na tym poprzestawać. O ile w 43. minucie po prostu zrobił swoje, o tyle tuż po zmianie stron zaczarował Bernabeu. Nuri Sahin znalazł Gabończyka prostopadłym podaniem. Aubameyang przegrał pierwszy pojedynek z Keylorem Navasem, ale przy dobitce popisał się dużym kunsztem. Snajper gości efektownie podciął piłkę, doprowadzając do wyniku 2:2.

Obie drużyny do końca walczyły o zwycięskiego gola. Kilka razy bliski szczęścia był Ronaldo, ale Portugalczyk zmarnował swoje szanse. W 80. minucie znów trafił co prawda do siatki, jednak sędzia nie uznał gola, odgwizdując spalonego.

Co nie udało się Cristiano, powiodło się chwilę później Lucasowi Vasquezowi. Hiszpański pomocnik dopadł do piłki na szesnastym metrze i uderzył "fałszem" w sam róg, zmuszając bramkarza do kapitulacji. Ostatecznie Los Blancos ograli Borussię 3:2.

W innym meczu tej grupy Tottenham Hotspur bez problemów uporał się z APOEL-em. Koguty wygrały na Wembley 3:0. Na listę strzelców wpisali się kolejno Fernando Llorente, Son Heung-Min i Georges-Kévin N'Koudou. Przypomnijmy, że zawodnicy Mauricio Pochettino wygrali grupę. W środowy wieczór postawili tylko kropkę nad i.

***

Real Madryt - Borussia Dortmund 3:2 (2:1)

Bramki: Borja Mayoral (8), Cristiano Ronaldo (12), Lucas Vasquez (81) - Pierre-Emerick Aubayemang (43, 49)

Sędzia: Pavel Kralovec (Czechy).

Totttenham Hotspur - APOEL Nikozja 3:0 (2:0)

Bramki: Fernando Llorente (20), Son Heung-Min (37), Georges-Kévin N'Koudou (80)

Sędzia: Slavko Vincic (Słowenia).

Źródło: Onet
3.12.2017 20:16

Piast Gliwice - Lech Poznań 0:0. Tak oceniliśmy grę piłkarzy Kolejorza

Tak oceniliśmy grę piłkarzy Lecha Poznań w meczu z Piastem Gliwice. Skala ocen od 1 do 10. JASMIN BURIĆ 5
Nieco niespodziewanie zastąpił w bramce Putnockiego. Chociaż rywale potrafili utrzymać się przy piłce, to jednak brakowało im klarownych okazji do zdobycia bramek, więc i Burić okazji do interwencji nie miał zbyt wiele.

ROBERT GUMNY 7
Bardzo dobry występ, przede wszystkim w ofensywie. „Guma” cały czas był pod grą, często pokazywał się kolegom, mądrze podawał, a warto też dodac, że większość akcji ofensywnych Lech przeprowadził jednak prawą stroną. W defensywie niczym profesor.

RAFAŁ JANICKI 5
Wrócił po kontuzji i pokazuje, że jest potrzebny Lechowi. Ten piłkarz wprowadza do obrony Kolejorza spokój, opanowanie i gwarantuje odpowiednią jakość. Jest mniej chaotyczny niż np. Lasse Nielsen.
EMIR DILAVER 5
Nie miał zbyt wiele pracy, szczególnie w pierwszej połowie, kiedy rywale nie potrafili przebić się pod bramkę Kolejorza. Ostatnio gra nieźle, znalazł się nawet w „jedenastce” poprzedniej kolejki. Czy na stałe zadomowi się w składzie?
WOŁODYMYR KOSTEWYCZ 5
Harował, na całej długości boiska, robił sporo wiatru, natomiast precyzja przy dośrodkowaniu nie była jego mocną stroną i tym razem lepiej wypadł jego kolega z prawej obrony - Robert Gumny. Ostatnio chyba brakuje mu trochę błysku.

MACIEJ GAJOS 5
Wziął na siebie ciężar rozgrywania akcji, kilka razy dobrze dostrzegł kolegów na skrzydle, w pierwszej połowie jego strzał z dystansu dosłownie o centymetry minął prawy słupek bramki Szmatuły. Na pewno zagrał lepszy mecz niż tydzień temu, lecz po przerwie nieco przygasł.

ŁUKASZ TRAŁKA 4
Jak zwykle walczył ,ale nie był to wielki mecz w wykonaniu środkowego pomocnika Lecha. Wydaje się, że w poprzednich spotkaniach wypadł jednak lepiej.

NIKLAS BARKROTH 4
Zaczął nieźle, kilka razy urwał się obrońcom, lecz później było już tylko gorzej... Ten zawodnik to prawdziwa zagadka. Czy na razie nie pokazuje pełni swoich umiejętności, czy po prostu na więcej go nie stać? Oto jest pytanie.
DARKO JEVTIĆ 6
Od początku meczu wykazywał wielką ochotę do gry. Był bliski zdobycia chyba najpiękniejszej bramki w karierze, lecz jego strzał po efektownym rajdzie, świetnie obronił Szmatuła. Kolejny dobry mecz w wykonaniu Szwajcara, choć po przerwie opadł z sił. Gdyby wszyscy dostowali się do jego poziomu, to już do przerwy Kolejorz by prowadził.

MACIEJ MAKUSZEWSKI 4
Chyba nie miał swojego dnia. Od reprezentanta oczekujemy jednak nieco więcej, niż kilka rajdów. Liczyliśmy, że w drugiej połowie zagra lepiej, lecz nic wielkiego nie pokazał. Na pewno reprezentanta Polski stać na więcej.

CHRISTIAN GYTKJAER 4
Już przymierzał się do strzału z 11 metrów, lecz sędzia anulował rzut karny - to była chyba jedyna sytuacja w pierwszej połowie, z której go zapamiętamy. Niewidoczny, schowany między obrońcami, dla Duńczyka to mecz bez historii.

REZERWOWI:
KAMIL JÓŹWIAK - 4

Na boisku na razie nie potwierdza, że słusznie podnoszono larum o jego nowy kontrakt.

DENISS RAKELS - 3
Nic nie wnosi do gry.

RADOSŁAW MAJEWSKI
Grał zbyt krótko, bez oceny.
źródło:gloswielkopolski.pl
3.12.2017 20:10
Pewna wygrana w Łodzi

Zgodnie z planem – piłkarki Medyka Konin pokonały dziś (w zaległym meczu 6. kolejki ekstraligi) na wyjeździe UKS SMS Łódź i zagwarantowały sobie pozycję lidera na zimę. Na stadionie przy ul. Milionowej w Łodzi padł dziś rezultat 3:0 (2:0). Bramki dla Medyka zdobyły: Liliana Kostowa, Patrycja Balcerzak i Anna Gawrońska.

 

 

W pierwszych minutach gra była wyrównana. Częściej przy piłce były koninianki, które dość długo nie mogły znaleźć recepty na przeprowadzenie składnej i groźnej akcji ofensywnej. W 24. minucie pierwszy strzał, po którym miała problemy bramkarka gospodarzy, oddała Anna Gawrońska. Pierwszy gol padł dziesięć minut później. Liliana Kostowa podała na prawe skrzydło do Anastazji Szuppo. Po chwili Szuppo odegrała piłkę do wbiegającej w pole karne Kostowej, która nie zmarnowała sytuacji „sam na sam”. Drugą bramkę oglądaliśmy w 38. minucie, po rzucie rożnym egzekwowanym przez Natalię Chudzik. Najwyżej w polu karnym wyskoczyła Patrycja Balcerzak, która strzałem z głowy ustaliła rezultat pierwszej połowy rywalizacji. Tuż przed przerwą łodzianki mogły zdobyć kontaktowe trafienie, po tym jak sędzia wskazała na „wapno” po zagraniu ręką we własnym polu karnym przez Radosławę Sławczewą. Martyna Wiankowska uderzyła z jedenastu metrów w środek bramki, co nie mogło zaskoczyć czujnej Emily Dolan. Warto dodać, że w pierwszej połowie piłka odbiła się od słupka (strzał Anny Gawrońskiej) i poprzeczki (główka Radosławy Sławczewej) łódzkiej bramki.

 

Po zmianie stron, sytuacji podbramkowych nie brakowało, jednak na kolejnego gola przyszło czekać kibicom aż do 90. minuty. Wtedy, po rajdzie prawym skrzydłem, dośrodkowała w pole karne Anna Gawrońska. Zagranie to okazało się klasycznym „centrostrzałem”, po którym piłka, odbiwszy się od dłuższego słupka, ugrzęzła w łódzkiej siatce. Dzięki dzisiejszej wygranej piłkarki Medyka awansowały na pozycję lidera kobiecej ekstraligi i na tej lokacie mistrzynie Polski spędzą przerwę zimową.

 

Medyk Konin: Emily Dolan – Natalia Chudzik, Maria Ficzay, Radosława Slawczewa, Sandra Sałata, Krystyna Sikora, Liliana Kostowa, Patrycja Balcerzak, Nikol Kaletka, Anna Gawrońska (’89 Aleksandra Stasiak), Anastazja Szuppo

źródło:medykkonin.pl

2.12.2017 21:25

Lech II Poznań - Unia Drobex Solec Kujawski 1:1 w zaległym meczu 15. kolejki 3. ligi

Trzeci mecz z rzędu bez porażki Unii Solec Kujawski. W sobotę we Wronkach zremisowała z Lechem II Poznań Lech II Poznań - Unia Drobex Solec Kujawski 1:1 (0:0)
GOOOL 50 - Wasilewski 1:0
GOOOL 72 - Żurek głową po dośrodkowaniu z rzutu rożnego 1:1

źródło:kujawskopomorskie.naszemiasto.pl

1.12.2017 21:15

MŚ 2018: dobre losowanie Polaków, znamy skład grup

Kolumbia, Senegal i Japonia będą rywalami reprezentacji Polski podczas fazy grupowej przyszłorocznych mistrzostw świata w Rosji. W swoim meczu otwarcia drużyna Adama Nawałki zagra 19 czerwca w Moskwie z Senegalem.

Biało-Czerwoni wylądowali w grupie H. Byliśmy losowani z pierwszego koszyka, co gwarantowało nam ominięcie największych faworytów mundialu - Brazylii i Niemiec - ale wciąż mogliśmy trafić na inne potęgi, z Hiszpanią i Anglią na czele. Ostatecznie uniknęliśmy tych rywali, a wylosowaliśmy Kolumbię.

Z trzeciego koszyka do grupy H wylosowany został Senegal, a stawkę uzupełniła Japonia.

Najmocniej prezentuje się grupa D, w której znalazły się Argentyna, Islandia, Chorwacja i Nigeria.

Mistrzostwa świata w Rosji rozpoczną się 14 czerwca meczem Rosja - Arabia Saudyjska. Finał zostanie rozegrany 15 lipca. Oba spotkanie odbędą się na moskiewskich Łużnikach.

Skład grup finałów mistrzostw świata 2018:

Grupa A: Rosja, Arabia Saudyjska, Egipt, Urugwaj.

Grupa B: Portugalia, Hiszpania, Iran, Maroko.

Grupa C: Francja, Australia, Peru, Dania.

Grupa D: Argentyna, Islandia, Chorwacja, Nigeria.

Grupa E: Brazylia, Szwajcaria, Kostaryka, Serbia.

Grupa F: Niemcy, Meksyk, Szwecja, Korea Południowa.

Grupa G: Belgia, Panama, Tunezja, Anglia.

Grupa H: Polska, Senegal, Kolumbia, Japonia.

Kreator www - przetestuj za darmo