Piłka ręczna

7.12.2017 21:47

Polska - Węgry 28:31. Brutalne pożegnanie z marzeniami

Polki przegrały z Węgierkami, a to kończy marzenia o awansie. Naszym szczypiornistkom potrzebny jest prawdziwy cud, ale tego próżno oczekiwać To miał być trudny mecz, to miała być walka o każdy centymetr parkietu. I była, ale najpierw Polki musiały wygrać ze sobą, a dopiero potem pokonać Węgierki. A to się nie udało.

Nie można odmówić Polkom ambicji i zaangażowania, lecz na tle rywalek były po prostu zdecydowanie słabsze. Brakowało pomysłów na zdobywanie bramek, nie było w akcjach zawodniczek Leszka Krowickiego wystarczającej dynamiki, większość goli padało po wymuszonych akcjach albo chwilowych przebłyskach. Węgierki zaś długo się rozkręcały, lecz gdy złapały odpowiedni rytm, to nawet bardzo dobrze dysponowana podczas niemieckiego turnieju Adrianna Płaczek nie była w stanie powstrzymać rozpędzonych „Madziarek”.

Show przeciwniczek rozpoczął się w drugiej połowie - pierwsza dawała jeszcze nadzieję na uratowanie wyniku i wygraną. Jednak tuż po rozpoczęciu drugiej odsłony podopieczne byłego selekcjonera reprezentacji Polski, Kima Rasmussena, zdobyły trzy gole z rzędu. W bramce znakomicie spisywała się Bianka Biro.

Polki zdobywały bramkę, Węgierki odpowiadały dwoma. Nasze reprezentantki długo i mozolnie budowały swoje poczynania ofensywne, zaś rywalki robiły, co chciały. Ich rzuty wpadały z każdej pozycji, rozgrywające rozprowadzały defensywę Polek wedle życzenia. Polot i szybkość ataków imponowały. Po golu Nadine Schatzl na 24:16 dla Węgier w 43 minucie spotkania stało się jasne, że cudu nie będzie.

Chwilę później czerwoną kartkę dostała Anett Kisfaludy, która brutalnie sfaulowała Karolinę Kudłacz-Gloc. Do tego momentu rozgrywająca starała się ciągnąć grę tej kadry, a po jej wymuszonym zejściu Polki posypały się kompletnie. Powrót kapitan dał chwilę nadziei, lecz deficyt był zbyt duży.

Na podsumowania i analizy przyjdzie czas. Dziś trzeba wygrać z Argentyną, a potem sięgnąć po Puchar Prezydenta, czyli zająć 17. miejsce. To marne pocieszenie, ale na tę chwilę wręcz obowiązek Polek.
Polska - Węgry 28:31 (11:13)

Polska: Gawlik, Płaczek - Achruk 6, Kobylińska 4, Kudłacz-Gloc 8, Janiszewska 3, Grzyb 4, Drabik 2, Górna, Lisewska, Michałów, Roszak 1, Szarawaga, Urtnowska, Zych.
Węgry: Biro, Janurik - Bodi 5, Gorbicz 5, Hafra 1, Kisfaludy 2, Klivinyi 3, Kovacs, Kovacsics 8, Lukacs1, Mayer, Meszaros, Schatzl 4, Szekeres 1, Szollosi-Zacsik 1.

Pozostałe mecze: Szwecja - Argentyna, Czechy - Norwegia. Dziś: Polska - Argentyna (godz. 14, TVP Sport), Czechy - Węgry (18), Norwegia - Szwecja (20.30).

ReprezentacjaMeczePunktyBramki1. Norwegia36101:632. Czechy3489:833. Szwecja3491:874. Węgry44108:985. Polska42106:1256. Argentyna3058:97
źródło:gazetawroclawska.pl
3.12.2017 20:12

MŚ piłkarek ręcznych: Polska - Czechy 25:29. Dramat Biało-Czerwonych po przerwie

Polskie piłkarki ręczne przegrały z Czeszkami 25:29 w swoim drugim meczu mistrzostw świata w Niemczech. Biało-Czerwone świetnie zagrały do przerwy prowadząc 15:12, ale po zmianie stron opadły z sił. We wtorek podopieczne trenera Leszka Krowickiego zmierzą się z broniącymi tytuły Norweżkami. Po inauguracyjnej wygranej ze Szwecją Polki były faworytkami spotkania z Czeszkami i początek meczu zdawał się to potwierdzać. Nasze panie szybko objęły prowadzenie 5:1, a rywalki pierwszą bramkę z gry rzuciły Adriannie Płaczek dopiero w 10 minucie. Biało-Czerwone grały agresywnie w obronie, a w ataku często były faulowane, co skrzętnie wykorzystywały skutecznie egzekwując rzuty karne. Po trafieniu z 7 m Kingi Achruk Polska prowadziła w 28 min już 14:10, ale ostatecznie na przerwę nasze zawodniczki zeszły mając trzy bramki przewagi.

Po zmianie stron wszystko wydawało się iść w dobrą stronę, bo po rzucie Kingi Grzyb w 35 min. Polki prowadziły już 18:13. Później jednak Czeszki zmieniły obronę grając z jedną wysuniętą do przodu zawodniczką i nasze panie kompletnie się pogubiły. Często traciły piłkę w ataku notując w całym spotkaniu aż 23 straty. Rywalki korzystając z naszych błędów zaczęły mozolnie odrabiać straty. W 45 min. był remis 19:19, a cztery minuty później Czeszki po raz pierwszym w tym spotkaniu objęły prowadzenie. Końcówka należała już zdecydowanie do rywalek, które odskoczyły na cztery bramki (26:22). W 58 minucie po trafieniu z dystansu Moniki Kobylińskiej było 25:27 i jeszcze mieliśmy nadzieję na uratowanie punkty. Niestety w kolejnej akcji Polki straciły piłkę i Iveta Luzumova wybrana MVP meczu rzuciła przez całe boisko do naszej pustej bramki przypieczętowując sukces Czeszek.

POLSKA – CZECHY 25:29 (15:12)

Polska: Płaczek, Gawlik – Achruk 5, Kobylińska 3, Kozłowska, Kudłacz-Gloc 6, Lisewska, Roszak 1, Urtnowska, Zych, Górna, Grzyb 3, Janiszewska 4, Zawistowska 1, Drabik 2, Szarawaga.

Czechy: Satrapova, Muellerova, Kudlackova – Galuskova, Rysankova 2, Salcakova 1, Manakova 1, Kordovska 1, Hrbkova 1, Luzumova 7, Adamkova, Marcikova, Setelikova 2, Zachova 2, Jerabkova 8, Mala 4.
źródło:dziennikzachodni.pl
2.12.2017 23:44

LM piłkarzy ręcznych: porażka PGE Vive Kielce na Węgrzech

Szczypiorniści PGE Vive Kielce przegrali 26:31 z Telekomem Veszprem w wyjazdowym meczu 10. kolejki Ligi Mistrzów. To piąta porażka mistrzów Polski w tych rozgrywkach.

W pierwszym meczu tych drużyn, rozegranym 15 października w Kielcach, padł remis 32:32. Decydująca bramka padła pięć sekund przed końcową syreną, ale niestety było to trafienie dla gości. Punkt przyjezdnym z Węgier dał Gasper Morguc.

Początek sobotniego spotkania zwiastował podobną końcówkę. Co Vive wychodziło na prowadzenie, to Veszprem wyrównywał. I vice versa. Dość powiedzieć, że większa niż jednobramkowa przewaga którejś z drużyn miała miejsce dopiero w 11. minucie. Po bramce Momira Ilicia miejscowi prowadzili 6:4. Dzięki bramkom Alexa Dujszebajewa i Michała Jureckiego mistrzowie Polski szybko doprowadzili do wyrównania.

Potem jednak Veszprem wrzucił wyższy bieg. Bramki Ilicia, Dragana Gajicia, Mate Lekaia i Blaza Blagotinseka dały im prowadzenie 10:8. W tym okresie Polacy zdołali odpowiedzieć jedynie trafieniami Jureckiego i Karola Bieleckiego. Niebawem jednak kielczanie doprowadzili do wyrównania (11:11). Remisem zakończyła się także pierwsza połowa (15:15).

Po zmianie stron trwała zacięta rywalizacja, z delikatnym wskazaniem na gospodarzy. W 41. minucie Veszprem po raz pierwszy wyszło na trzybramkowe prowadzenie. To był początek końca marzeń Vive o wygraniu tego meczu. Mistrzowie Polski nie zdołali już zniwelować tego dystansu. Było ich stać jedynie na chwilowe przebłyski. A Węgrzy grali konsekwentnie, dzięki czemu ostatecznie wygrali 31:26.

Vive pozostało na piątym miejscu w tabeli grupy B. W następnej kolejce mistrzowie Polski zagrają na wyjeździe z SG Flensburg-Handewitt.

Telekom Veszprem - PGE Vive Kielce 31:26(15:15)

Telekom Veszprem: Mirko Alilovic, Roland Mikler - Andreas Nilsson 8, Momir Ilic 5, Mate Lekai 5, Dragan Gajic 3, Gasper Marguc 3, Dejan Manaskow 2, Blaz Blagotinsek 2, Laszlo Nagy 2, Cristian Ugalde 1, Istvan Schuch, Kent Tonnesen, Matyas Gyori, Mirsad Terzic, Iman Jamali.

PGE Vive Kielce: Filip Ivic - Michał Jurecki 9, Karol Bielecki 5, Uros Zorman 4, Alex Dujshebaev 3, Marko Mamic 2, Manuel Strlek 1, Blaz Janc 1, Darko Djukic 1, Mateusz Kus, Julen Aginagalde, Mateusz Jachlewski, Krzysztof Lijewski, Mariusz Jurkiewicz, Dean Bombac.

Kary: Veszprem – 14 min. VIVE – 8 min.

Sędziowali: Vaclav Horacek i Jiri Novotny (Czechy).

Źródło: Onet

2.12.2017 22:29

Tragiczny występ Ostrovii. Bolesna porażka

Piłkarze ręczni zanotowali tragiczny występ we własnej hali. Dzisiaj biało-czerwoni okazali się gorsi od przedostatniej Politechniki Anilany Łódź, która do tej pory nie wygrała żadnego meczu wyjazdowego. W sobotę jednak łodzianie sięgnęli po sukces w Ostrowie. W II połowie gospodarzy ogarnęła wielka niemoc. W grze Ostrovii mnóstwo było błędów. To wszystko bezlitośnie wykorzystali rywale, którzy zasłużenie wygrali 36:32. Dla podopiecznych trenera Kazimierza Kotlińskiego dzisiejsze niepowodzenie jest bardzo bolesne.
źródło:wlkp24.info
Kreator www - przetestuj za darmo