Piłka ręczna

28.10.2018 20:31

El. ME 2020. Izrael - Polska: droga krzyżowa. Klęska szczypiornistów!

Koszmar naszych szczypiornistów w el. ME 2020. To było 60 minut katuszy z Izraelczykami. Polacy przegrali na wyjeździe 24:25 i są daleko od awansu.Na pozór wymarzony przeciwnik. Nic nie znaczący w Europie, od 16 lat poza mistrzostwami, z zupełnie nieznanymi graczami. Właśnie ta anonimowość rodziła wątpliwości przed wyjazdem na egzotyczny teren. Na papierze Polacy bili Izraelczyków na głowę, ale podkreślali: - To nie będą chłopcy do bicia. No to wykrakali. 

Mecz mordęga

O wartości naszej kadry nie dowiedzieliśmy się za wiele po laniu z kosowskimi amatorami. Wyszli, wygrali, wyrzucili z pamięci (37:13). Drugi raz szło jak po grudzie. I to takim przemarzniętym do najniższym warstw. 

Przez 10 minut zaledwie jeden gol po przygotowanej akcji. Pospieszne wybory i nerwowy Adrian Kondratiuk na środku, który dobrym występem z Kosowem wywalczył sobie pierwszą siódemkę. Bez tempa, bez pomysłu, Biało-Czerwoni szarpali się sami ze sobą.

Wynik ratowała aktywna obrona, kontry i nieroztropne decyzje Izraelczyków. Rywale potrafili perfekcyjnie zagrać na lewe skrzydło do Gila Pomeranza, a potem pod presją tracili głowę i gubili piłkę. Tylko dzięki przechwytom Polacy objęli prowadzenie 9:7. Zamiast uspokoić atmosferę, sami dolewali oliwy do ognia. Bramkarz Moshe Elimelech, mierzący 184 cm wzrostu (i 72 kg wagi!), bardziej przypominał posturą skrzydłowego, ale wydawał się przeszkodą wielkości takiego kolosa jak Arpad Sterbika. Przynajmniej na to wskazuje multum pudeł z wybornych pozycji, niektórych nie da się racjonalnie wyjaśnić.

Pod napięciem

Do przerwy fatalny atak pozycyjny, bezproduktywny Adam Malcher między słupkami i wynik 12:12. Klops. Przypominał się koszmar z ME do lat 18, kiedy po wyrównanej pierwszej połowie Izraelczycy zdeklasowali naszą młodzież 30:20. Najbardziej niepokoiła bezradność z przodu. Liczenie, że przeciwnicy sami się wykończą (jak na inaugurację z Niemcami) mogło zaprowadzić donikąd. A na pewno nie na ME 2020.

Piotr Przybecki zaczął rotować składem. Pozytywne bodźce wysyłał Piotr Wyszomirski w bramce i to zasadniczo tyle. Standardowo nie mylił się Arkadiusz Moryto, uspokoił na moment sytuację po jednym z karnych (17:14). Co z tego, skoro za chwilę w przewadze sześciu na trzech Polacy dali się zaskoczyć wrzutką przez całą szerokość boiska. Absurdalne, tak jak wiele z rzutów Polaków prosto w nogi Elimelecha. 

Z każdą minutą obserwowaliśmy mecz z coraz większym przerażeniem. Frustracja, rosnące napięcie, łapane kary i znowu remis. Gole przychodziły z mozołem, głównie po indywidualnych próbach. Z dystansu zagrażał jedynie Antoni Łangowski, a Izraelczycy przestali błądzić. Bardziej to Polacy niemiłosiernie plątali się w swoich akcjach.

21:22, 22:23. I tak przez dobre kilkanaście minut. Im dalej w las, tym gorzej. Zazwyczaj wyważony Wyszomirski wściekał się na lewo i prawo, bo koledzy nie pomagali mu przesadnie. Czasem wcale. Robiło się dramatycznie źle. Paweł Paczkowski z impetem wpadł w bandę i na trzy minuty przed końcem musiał zejść. Ledwie kilkadziesiąt sekund później pomocy potrzebował Łangowski. Nie było kim rzucać. 

Polacy tyle razy podawali Izraelczykom rękę, że w pewnym momencie musieli za to srogo zapłacić. Zamiast na 1,5 minuty przed końcem powiększyć prowadzenie na 25:23, to Michał Potoczny obił Elimelecha. Kontra, karny i remis. Katastrofa. A to nie koniec. Niewykorzystana okazja ze skrzydła, spóźniony powrót i obrotowy Izraelczyków zapewnił im zwycięstwo... Nieprawdopodobna wtopa. 

El. ME 2020, grupa 1 (2. kolejka):

Izrael - Polska 25:24 (12:12)

Izrael: Elimelech, Shamir - Appo, A. Cohen, O. Cohen, Gera, Gerera, Hershkowitz, Levy, Natsia, Peres Shalam, Pomeranz, Segal, Shkalim, Sidi, Stelman.

Polska: Malcher, Wyszomirski - Chrapkowski, Czuwara, Daszek, M. Gębala, Krajewski, Moryto, Paczkowski, Kondratiuk, Przybylski, Syprzak, Walczak, Łangowski, Krupa, Potoczny.

Sędziowie: Angelos Argyridis, Christos Mouttas (Cypr).
źródło:sportowefakty.wp.pl
24.10.2018 21:52

Polska - Kosowo 37:13. Pewne zwycięstwo na starcie eliminacji ME

Męska reprezentacja Polski w pierwszym meczu eliminacji mistrzostw Europy pokonała Kosowo 37:13. W niedzielę biało-czerwoni zmierzą się na wyjeździe z Izraelem. Polacy nie zdołali awansować na poprzedni europejski czempionat, a mistrzostwa świata, które w styczniu zostaną rozegrane na parkietach w Danii i Niemczech, obejrzą jedynie w roli widzów. Nasi szczypiorniści z tym większą ulgą przyjęli zatem decyzję Europejskiej Federacji Piłki Ręcznej o powiększeniu stawki uczestników ME do 24. Podopieczni Piotra Przybeckiego trafili do grupy z Kosowem, Izraelem - czyli kopciuszkami szczypiorniaka - i Niemcami. Powołani na mecze eliminacyjne po raz pierwszy spotkali się w komplecie... na dzień przed pierwszym spotkaniem. Od początku starcia z Kosowem nie było jednak widać, że biało-czerwonym brakuje zgrania. Biało-czerwoni rozpoczęli mecz od prowadzenia 4:0. Kosowianie często popełniali proste błędy w ataku pozycyjnym. Tym samym dawali Polakom możliwość wyprowadzania szybkich kontr, które na bramki zamieniali m.in. Przemysław Krajewski i Arkadiusz Moryto. Pierwsze trafienie dla naszych rywali w 5. minucie zaliczył Kreshnik Krasniqi.

Środowej konfrontacji nie można uznać za wyrównaną. Po pierwszym kwadransie Polacy prowadzili różnicą dziewięciu bramek. W Ostrowcu Świętokrzyskim wyróżniał się Paweł Paczkowski. Rozgrywający Motoru Zaporoże nie miał większych problemów, by po indywidualnej akcji minąć dwóch przeciwników i pokonać bramkarza.

Kosowianie nie zamierzali jednak poddać się bez walki. Przed przerwą zdobyli pięć bramek. - Nie można powiedzieć, że ta połowa była znakomita. Należy pamiętać, że nie gramy z Francją czy Niemcami, by zadowalać się takim wynikiem. W drugiej połowie musimy ograniczyć straty i szybciej prowadzić atak pozycyjny - stwierdził po zakończeniu pierwszej odsłony spotkania kapitan naszej reprezentacji Piotr Chrapkowski.

W drugiej połowie podopieczni Przybeckiego ustrzegli się dłuższych przerw bez jakiejkolwiek zdobyczy bramkowej, co zdarzało im się w pierwszej części meczu. W polskiej bramce Adama Malchera zastąpił będący ostatnio w znakomitej formie Mateusz Kornecki. Golkiper NMC Górnika Zabrze stanął na wysokości zadania, broniąc rzuty karne czy w sytuacjach sam na sam.

Polacy wygrali wysoko, choć do rekordowego zwycięstwa w historii biało-czerwonych zabrakło sporo. W 1976 roku w eliminacjach do igrzysk olimpijskich nasza reprezentacja ograła Wielką Brytanię 50:11.

W niedzielę w Tel Awiwie (godz. 18.45) Polaków czeka wyjazdowe spotkanie z Izraelem. W tym kraju pracuje wielu trenerów, czy to z Bałkanów, czy Szwecji. To daje swoje efekty - mówi Przybecki.

Eliminacje ME 2020:

Polska - Kosowo 37:13 (15:5)


Polska: Malcher, Kornecki - Chrapkowski, Czuwara 5, Daszek 5, M. Gębala 2, Kondratiuk 5, Krajewski 2, Krupa 1, Łangowski 4, Majdziński 1, Moryto 5, Paczkowski 6, Potoczny, Syprzak 1, Walczak.

Kosowo: Curri, Berisha - Ahmeti, Beshiri, Cimili, Fetahu 1, Hoxha 2, Jupa 4, Krasniqi 1, Quni, Syla, Tahirukaj 2, Terziqi 2.

źródło:gazetawroclawska.pl
26.09.2018 21:49

Wisła wygrywa bez kłopotów. Rozbiła Finów i jest liderem swojej grupy w Lidze Mistrzów!

W meczu 3. kolejki Ligi Mistrzów szczypiorniści Orlenu Wisły Płock pokonali Riihimäen Cocks 34:18 i są liderami grupy D.

Xavier Sabate, trener Nafciarzy, pytany o siłę mistrzów Finlandii mówił kurtuazyjnie: – Rywale są zespołem wojowników, nastawiamy się na twardą walkę! I twarda walka była, ale jedynie przez 12 minut. Początkowo Wisła nie mogła złapać właściwego rytmu w ofensywie. Co z tego, że szczypiorniści Sabate dochodzili do czystych pozycji strzeleckich, skoro obijali niemiłosiernie Giederiusa Morkunasa i Witalija Szicko. Litwin doskonale bronił w sytuacjach jeden na jeden, Rosjanin dwukrotnie odbił piłkę przy rzutach karnych. Dzięki swoim bramkarzom Finowie prowadzili nawet

w 8. minucie 3:2. Chwilę później doprowadzili do remisu 4:4 i… zupełnie stracili pomysł na grę. Inna sprawa, że gospodarze weszli na właściwe tory. 

Wobec szczelnej obrony Płocka goście byli zupełnie bezradni, nie mając pomysłu na jej rozmontowanie. W ataku pierwszoplanową postacią wicemistrzów Polski był Jose de Toledo, który do przerwy aż sześć razy trafił do przeciwnej bramki. Po zmianie stron Wisła wystąpiła w roli surowego nauczyciela. Płocczanie zupełnie zamurowali dostęp do bramki, wyprowadzali zabójcze kontry, kończone golami. Dość powiedzieć, że między 31 a 45 minutą Koguty zdobyły zaledwie trzy gole, podczas gdy miejscowi pokonali bramkarza Riihimanen aż dziesięciokrotnie!

Ostatnią syrenę szczypiorniści gości przyjęli z nieukrywaną ulgą, miejscowi nagrodzeni zostali przez swoich kibiców głośnymi brawami.

13.06.2018 21:08

Polska - Hiszpania 30-31 w meczu towarzyskim

Polska przegrała z mistrzem Europy Hiszpanią 30-31 (14-12) w towarzyskim meczu piłkarzy ręcznych, rozegranym w Kaliszu. Przed spotkaniem przed Areną Kalisz odbyła się uroczystość odsłonięcia pomnika "Piłkarze Ręczni". Oba wydarzenia są elementem obchodów jubileuszu 100-lecia polskiej piłki ręcznej.

Od początku spotkania "Biało-Czerwoni" narzucili szybkie tempo w ofensywie, co w połączeniu z kilkoma znakomitymi interwencjami Adama Morawskiego w bramce przyniosło im prowadzenie 6-3 w 10. minucie spotkania.

Gra Polaków mogła się podobać - dobrze funkcjonowała linia obronna, efektownymi i skutecznymi rzutami w ataku popisywali się Paweł Genda i Paweł Paczkowski, a przewaga wzrosła do pięciu trafień (8-3).

Gościom udało się odrobić dwie bramki (8-5), ale odpowiedź zawodników Piotra Przybeckiego była natychmiastowa (10-5). Dopiero w końcówce pierwszej połowy kilka rzutów z nieprzygotowanych pozycji zachwiało przewagą naszego zespołu.

Hiszpanie natychmiast wykorzystali sytuację, złapali wiatr w żagle i jeszcze przed przerwą nieco zniwelowali straty (14-12).

Druga partia rozpoczęła się od mocnego uderzenia mistrzów Europy, którzy ostrożnie rozgrywali piłkę i umiejętnie wykorzystywali niedokładność "Biało-Czerwonych" w ofensywie. Goście szybko doprowadzili do remisu (18-18) i od tego momentu gra się wyrównała.

W końcowym kwadransie meczu reprezentanci Polski popełnili zbyt wiele błędów - albo tracili piłkę, albo ich rzuty odbijał hiszpański bramkarz. Tymczasem po drugiej stronie parkietu goście raz po raz dogrywali do koła, a ich obrotowi w zasadzie się nie mylili.

Na ogromne słowa uznania zasługuje wspaniała publiczność w Arenie Kalisz, która nawet przy wyniku 23-27 żywiołowo wspierała polską drużynę. Niesieni dopingiem kibiców "Biało-Czerwoni" poderwali się do walki i doprowadzili do stanu 25-27.

Po chwili Rafał Przybylski po atomowym rzucie z dystansu zdobył dla Polski bramkę kontaktową (26-27) i trybuny eksplodowały. Niestety w decydujących akcjach minimalnie skuteczniejsi byli Hiszpanie, którzy ostatecznie zwyciężyli 31-30.

Najlepszymi zawodnikami w obu drużynach wybrano Pawła Paczkowskiego oraz Kauldiego Odriozolę.

Z istotnych meczowych wydarzeń odnotować należy reprezentacyjny debiut trzech zawodników: rozgrywających Pawła Krupy (Pogoń Szczecin) i Huberta Korneckiego (Wybrzeże Gdańsk) oraz bramkarza Tomasza Wiśniewskiego (Stal Mielec).

Polska - Hiszpania 30-31 (14-12)

Polska: Morawski, Wiśniewski - Krupa 1, Krajewski 1, Walczak 3, Kornecki, Łangowski 3, Genda 2, Czuwara, Syprzak, Potoczny, Moryto 5, Daszek 1, Przybylski 4, Paczkowski 7, Gierak 1, Chrapkowski 2.

Hiszpania: Hernandez, Biosca - Pecina 4, Fernandez Perez, Garciandia, Bazan 1, Montoro 4, Gomez 3, Arino 5, Goni, Garcia, Costoya 1, Figueras 2, M. Canellas 2, Dujshebaev 4, Odriozola 5.

źródło:ZPRP/INTERIA.PL
Kreator www - przetestuj za darmo