Siatkówka

2.03.2018 20:19

Liga Narodów. Polska - Chiny 3:0. Szalpuk najlepszy, piękni dwudziestoleni

Świetna gra Artura Szalpuka, bardzo dobre wejście do drużyny Bartosza Kwolka, dojrzałość jego 20-letniego rówieśnika Jakuba Kochanowskiego - to wszystko dało Polsce kolejne, piąte już, zwycięstwo w Lidze Narodów. Tym razem niepokonani liderzy rozgrywek wygrali w Łodzi z Chinami 3:0 (25:19, 25:18, 25:21). W niedzielę Polska zagra z Niemcami.

Szalpuk lepszą wersją Chińczyka

Przed meczem z Polską Chuan Jiang był drugim najlepiej punktującym zawodnikiem Ligi Narodów. W czterech spotkaniach Chińczyków zdobył 80 punktów. Lepszy - o sześć "oczek" - ze wszystkich uczestników rozgrywek był tylko reprezentujący Włochy Ivan Zajcew. Chiński atakujący ma dobry procent skuteczności (55, co w rankingu najlepiej atakujących plasowało go na piątej pozycji, zaraz za mającym 57 proc. Michałem Kubiakiem). Na pewno jest kluczowym zawodnikiem kadry prowadzonej przez Raula Lozano.

Ale gwiazdą nie jest. To typowe, że w słabszych zespołach atakujący się wyróżniają, bo to na nich opiera się taktyka.

Polacy mają o wiele lepszą tzw. dystrybucję, co nie znaczy, że indywidualnie nie potrafią błysnąć. W pierwszym secie meczu z Chinami udowodnił to Artur Szalpuk. W ataku zdobył osiem punktów ze wszystkich 12 uzyskanych w tym elemencie przez nasz zespół. Miał przy tym znakomitą, 80-procentową skuteczność. Do tego dołożył dwa asy serwisowe. Na pewno to on był bohaterem partii otwarcia, którą wygraliśmy do 19.

Piękni dwudziestoletni

Ale błyszczał nie tylko Szalpuk. Przy stanie 11:9 na zagrywkę poszedł Bartosz Kwolek. Zaserwował asa i jeszcze dwie takie piłki, po których zdobyliśmy punkty i uciekliśmy rywalom na 14:9. W końcówce dorzucił jeszcze dwie serwisowe bomby dające nam punkty na 23:18 i 24:18.

Kwolek nie serwował może aż tak wspaniale jak Mateusz Bieniek w piątkowym meczu z Francją (wyprowadził nas ze stanu 14:17 na 22:17 w drugim secie), ale do starszego kolegi nie brakowało mu wiele. W drugiej partii znów pomógł drużynie powiększyć przewagę z 17:13 na 19:13. W swoim pierwszym reprezentacyjnym meczu o stawkę spisywał się świetnie, nawet jeśli w ataku ma jeszcze co poprawiać (po dwóch setach miał bilans 5/13)

Kwolek wprowadza się do drużyny w stylu, który każe wierzyć, że już za chwilę będzie jej tak mocnym punktem, jak Jakub Kochanowski (ma imponujące wyczucie w bloku, obok Kubiaka jest na razie naszym najlepszym zawodnikiem w Lidze Narodów). Oni dwaj są w kadrze przedstawicielami drużyny, która rok temu w świetnym stylu zdobyła złoty medal mistrzostw świata do lat 21. Kochanowski zgarnął tam tytuł MVP imprezy, Kwolek został uznany najlepszym przyjmującym. Obaj urodzili się dokładnie tego samego dnia - 17 lipca 1997 roku. Przyszłość musi należeć do nich.

Muzaj się pokazał

Kwolek, Kochanowski i Szalpuk prowadzili Polskę do zwycięstwa w drugim secie, którego zaczęliśmy jednak od drzemki. Przy stanie 1:5 pobudkę zarządził Heynen. Belg poprosił o czas i już za moment było 6:6, a wkrótce 16:12, 20:13 i 25:18. Obok bohaterów pierwszego seta dobrze zaczął sobie radzić Maciej Muzaj. Atakujący wprowadzony za Dawida Konarskiego dostał dwie piłki i obie skończył. Mający 208 cm wzrostu 24-latek to materiał na kapitalnego atakującego. Przed rokiem nie poradził sobie w kadrze mentalnie i przegrał walkę o miejsce w składzie na mistrzostwa Europy. Może u Heynena pójdzie mu lepiej niż u Ferdinando De Giorgiego.

Sztuczki Lozano nie pomogły

Punkt na 6:6 w drugiej partii Szalpuk zdobył, mocno atakując pod nogi stojącego przy linii bocznej Lozano. Były trener polskiej kadry musiał dokładnie widzieć, że było "w boisko", a mimo to poprosił o wideoweryfikację. Nie czekając na werdykt sędziów stojący w kwadracie dla rezerwowych Kubiak instruował dziewczynę podającą piłki, by jedną już rzuciła do Kwolka. I rzeczywiście przyjmujący za chwilę serwował, bo powtórka pokazała, że piłka zmieściła się w boisku i to całym obwodem. Doświadczony Lozano zapewne poprosił o powtórkę tylko dlatego, by spróbować wybić Polaków z uderzenia. Tego nie był w stanie zrobić w żaden sposób. Nadzieję, że jego zespół ugra cokolwiek mógł mieć chyba tylko przez ten początkowy fragment drugiego seta, gdy Chińczycy prowadzili 5:1.

Polska 5 na 5

Dla Chińczyków porażka z Polakami była czwartą w piątym meczu Ligi Narodów. Oni przyjechali do Łodzi z Ningbo, gdzie przed tygodniem przegrali z Bułgarią 2:3, wygrali z Argentyną 3:0 i ulegli USA 1:3. W Łodzi w piątek przegrali z Niemcami 1:3, teraz z nami 0:3, został im jeszcze mecz z Francuzami.

Nam przed wylotem do Japonii, USA i Australii zostało jeszcze spotkanie z Niemcami. Warto byłoby odnieść szóste zwycięstwo w szóstym meczu. Wtedy - mimo eksperymentalnie zestawianych składów na wyjazdowe turnieje - nie będzie nam już wiele brakowało do zakwalifikowania się do Final Six, które na początku lipca odbędzie się we Francji.

Rotacja trwa i się opłaca

Zwycięstwa naszej kadry cieszą i są ważne, ale najważniejsze jest to, że trener Heynen osiąga je, cały czas rotując składem, zgodnie z tym, co zapowiadał. Na Chiny wybrał następującą "szóstkę": Piotr Nowakowski, Dawid Konarski, Artur Szalpuk, Fabian Drzyzga, Jakub Kochanowski, Bartosz Kwolek i jako libero Paweł Zatorski.

Belg zmienia podstawową "szóstkę", zmienia też zawodników w trakcie meczów, u niego naprawdę grają wszyscy i wszyscy budują pewność siebie. To może zaprocentować już za chwilę, gdy na trudnych wyjazdach zabraknie tak doświadczonych zawodników jak Kubiak.

źródło:sport.pl
24.05.2018 21:27

Liga Narodów: Polska - Tajlandia 2:3

Jedna Malwina Smarzek to za mało. Polki na zakończenie turnieju Ligi Narodów w Makau przegrały z Tajlandią 2:3. Teraz wracają do Europy. Tajlandia była teoretycznie najsłabszym rywalem, z jakim przyszło się Polkom mierzyć na turnieju Ligi Narodów w Makau. No i gdy spojrzeć w przekroju na całe spotkanie, to biało-czerwone powinny były ugrać coś więcej. Problem jednak w tym, że znów właściwie cały ciężar zdobywania punktów leżał na barkach Malwiny Smarzek. Nasza młoda atakująca dwoiła się i troiła, ale z każdym kolejnym setem traciła siły i było to niestety widać na parkiecie. W sumie atakowała aż 76 razy (!!!) i zdobyła 38 punktów. Słabo spisały się nasze przyjmujące, zwłaszcza Martyna Grajber, która w pięciosetowym meczu zdobyła zaledwie sześć punktów, w tym tylko cztery atakiem. Mieliśmy co prawda przewagę w bloku, ale nie tak dużą, by wygrać spotkanie.

Siatkarki Jacka Nawrockiego mogą mieć do siebie pretensje zwłaszcza za trzeciego seta, w którym prowadziły dość wyraźnie po drugiej przerwie technicznej (17:14), ale nie potrafiły tego wykorzystać.

Źle zaczęliśmy tie-break, musieliśmy gonić, lecz o wszystkim decydowały dwie ostatnie piłki, które padły łupem Azjatek.

Teraz nasza drużyna przenosi się do Europy, gdzie za tydzień w holenderskim Apeldoorn zagra z Holandią, Brazylią i Koreą Południową.

Polska - Tajlandia 2:3 (22:25, 25:22, 23:25, 25:21, 14:16)

Polska: Pleśnierowicz 5, Mędrzyk 14, Kąkolewska 13, Smarzek 38, Grajber 6, Polańska 8, Witkowska (libero) oraz Nowicka, Bociek, Łukasik 2, Efimienko-Młotkowska 6, Mucha, Twardowska

Tajlandia: Pleumijt 12, Pornpun 3, Hattaua 11, Pimpichaya 14, Ajcharaporn 16, Chatchu-On 26, Pijanut (libero) oraz Pairoj (libero), Kanthong, Tomkom, Sittirak 3

źródło:gazetawroclawska.pl
29.03.2018 20:00

Bolesna lekcja Czarnych

Cerrad Czarni Radom przegrali z Treflem Gdańsk 0:3. "Wojskowi" tylko w jednym secie przekroczyli barierę 20 punktów.

Czarni w tym meczu mierzyli się z rywalem, który wygrał 9 meczów z rzędu, ale w drugiej części sezonu radomianie też grają bardzo dobrze. Tabela jednak nie kłamie i faworytem do zwycięstwa był Trefl Gdańsk.

W pierwszym secie Czarni długo stawiali opór rywalowi. Problemy zaczęły się od stanu 16:16. Gospodarze zdobyli trzy punkty z rzędu i o czas poprosił trener Robert Prygiel. To jednak nie wytrąciło Trafla Gdańsk z natarcia i podopieczni Andrei Anastasiego wygrali 25:21.

W drugiej odsłonie pierwszy punkt zdobyli Czarni. Kilka kolejnych piłek to gra "punkt za punkt", ale gospodarze od stanu 7:6 dla Czarnych zaczęli seryjnie zdobywać punkty. Trefl prowadził 11:7 i już na tym etapie wiadomo było, że Czarnym o zwycięstwo w drugim secie będzie niezwykle ciężko. Gospodarze prowadzili grę i z powiększali przewagę. Ostatecznie wygrali seta 25:16. Warto odnotować zmianę, którą przeprowadził trener Robert Prygiel przy stanie 20:14, bo na parkiecie pojawił się Michał Filip. Atakujący Czarnych pauzował od grudnia.

 Trzeciego seta od mocnego uderzenia zaczęli siatkarze Trefla. Już na początku wypracowali trzypunktową przewagę (4:1). Czarni jednak zdołali zbliżyć się na jeden punkt (7:6), ale to było za mało, żeby zatrzymać rozpędzonych gospodarzy. Przy wyniku 15:10 dla Trefla o czas poprosił trener Prygiel. Niewiele to jednak zmieniło. Czarni przegrali 16:25 i cały mecz 0:3.

Trefl Gdańsk - Cerrad Czarni Radom 3:0 (25:21, 25:16, 25:16)

źródło:radioplus.com.pl
28.03.2018 20:04

Grot Budowlani - ŁKS Commercecon: derby Łodzi dla gospodyń. Powtórka z Nysy

Grot Budowlani Łódź powtórzyli wynik z finału Pucharu Polski w Nysie, wygrywając w Atlas Arenie 3:1. Najlepszą zawodniczką meczu została wybrana Pavla Vincourova.Łódzkie derby zawsze elektryzują kibiców, a w tym sezonie doszło do nich po raz trzeci. W grudniu lepsze okazały się siatkarki ŁKS-u Commercecon, nie pozostawiając rywalkom złudzeń. W finale Pucharu Polski w Nysie górą były jednak zawodniczki Grot Budowlanych. W tegorocznej rywalizacji jest więc remis. 

Środowa potyczka była okazją do debiutu dla Athiny Papafotiou, która dołączyła do ŁKS-u dopiero kilkanaście dni temu w ramach transferu medycznego za Lucie Muhlsteinovą, która w Nysie nabawiła się poważnej kontuzji. 

Początek spotkania był wyrównany, żadna z ekip nie potrafiła zbudować sobie większej przewagi. Nowa rozgrywająca ŁKS-u nie była jeszcze na tyle zgrana z zespołem, by móc zaskakiwać przeciwniczki. Budowlane grały cierpliwie, spokojnie i to wystarczyło na ŁKS. Zawodniczki, które w tym spotkaniu występowały w roli gości, nie mogły się wstrzelić. Izabela Kowalińska i Regiane Bidias miały ogromne problemy z kończeniem ataków. 

W polu zagrywki pojawiła się Pavla Vincourova i została tam niemal do końca. Przy drugiej piłce setowej Budowlane zablokowały wspomnianą Bidias i zwyciężyły do 18. 

Po zmianie stron kontynuowały dobrą grę, a wszystko za sprawą znakomicie prezentującej się Agnieszka Kąkolewska wykorzystywała każdy błąd przeciwniczek, a kiedy tylko piłka znajdowała się w jej zasięgu, to zamieniała ją na punkt. Cegiełkę dołożyła Julia Twardowska w polu zagrywki. 

W ŁKS-ie słabo funkcjonowały oba skrzydła, Papafotiou mogła głównie liczyć na swoje środkowe, ale przy słabym przyjęciu nie była w stanie zbyt wiele zrobić. W drugiej partii drużyna Michal Mašek zdobyła znowu 18 punktów. 

Po 10-minutowej przerwie ŁKS w pełni zmobilizowany wrócił do gry i zanotowały mocne otwarcie. Papafotiou zderzyła się przy obronie z Krystyną Strasz i musiała na kilka minut opuścić parkiet, miała krwotok z nosa. W tym czasie jej koleżanki roztrwoniły przewagę. Wciąż nie do zatrzymania była Kąkolewska i Budowlane zaczęły odjeżdżać, zbliżając się powoli do powtórzenia wyniku z Nysy. 

Trener Masek wprowadził na boisko Agatę Wawrzyńczyk, ale ta i tak praktycznie nie dostawała piłek. Przy wyniku 20:11 zdjął z boiska również popełniającą masowo błędy Bidias. Budowlane takiej przewagi jednak nie straciły, choć zaczęła ona topnieć, i sięgnęły po arcyważne trzy punkty. Mecz zakończył podwójny blok Twardowskiej i Kąkolewskiej.

Grot Budowlani Łódź - ŁKS Commercecon Łódź 3:0 (25:18, 25:18, 25: 19)

Budowlani: Vincourova, Grobelna, Polańska, Kąkolewska, Grajber, Twardowska, Witkowska (libero) oraz Muszyńska, Polak, Cutura

ŁKS: Papafotiou, Kowalińska, Kwiatkowska, Efimienko-Młotkowska, Bidias, Sielicka, Strasz (libero) oraz McClendon, Mras, Wawrzyńczyk

MVP: Vincourova (libero)

źródło:sportowefakty.wp.pl

13.03.2018 19:20

Puchar CEV: Asseco Resovia Rzeszów bez ognia w Rosji, Biełogorie Biełgorod górą

Ci, którzy myśleli, że nieszczęście w podróży obróci się w szczęście w meczu przeciwko Rosjanom, byli w błędzie. Asseco Resovia Rzeszów poległa w pierwszym półfinale Pucharu CEV z Biełogorie Biełgorod 0:3.Asseco Resovii Rzeszów nie udało się sprawić niespodzianki podczas pierwszego meczu półfinałowego Pucharu CEV. Pasy w starciu z rosyjskim Biełgorodem sprawiały wrażenie przygaszonych, bojących się stawić jakichkolwiek oporów rywalowi.

Premierową odsłonę rzeszowianie rozpoczęli od efektownego ataku Dawida Dryi, po którym jednak zaczęli dopuszczać się błędów własnych i w efekcie przy serwisie Siergieja Tietiuchina tracili już cztery "oczka" do rywala (5:9). Co prawda po chwili za sprawą Thibault Rossarda z lewego skrzydła ekipa znad Wisłoka zdołała złapać kontakt z przeciwnikiem (10:10, 11:11), lecz nie na długo. Wspomniane wyrównanie okazało się jedynym zrywem Pasów w secie. Po serii bloków na Jakubie Jaroszu Rosjanie wrócili do prowadzenia wyniku (15:11) i już go nie oddali (25:19).

W drugim secie kłopoty Asseco Resovii w pierwszym ataku jedynie pogłębiły się, a idealnie wykorzystywał to wysoki rosyjski blok (1:3). Podczas gdy w podkarpackim zespole brakowało lidera, po stronie rywala Polaków panowało trio Tietiuchin - Konstantin Bakun - Dmitrij Muserski (8:4). Stąd przełamanie Pasów nastąpiło już w pierwszych minutach drugiego seta, a czteropunktowa przewaga była wystarczająca dla Rosjan do prowadzenia spokojnej gry. Gdy Jan Jereszczenko i Nikołaj Nikołow dołączyli się do punktowania Resovii, ta nie miała już nic do powiedzenia (16:11). Po pojedynczych atakach Łukasza Perłowskiego i Aleksandra Śliwki Polacy po raz kolejny musieli oddać cześć rywalowi (25:18).

Tak szybki i korzystny dla gospodarzy obrót wydarzeń sprawił, że choć Muserski zaczynał mecz na środku, w trzeciej partii postanowił sprawdzić się na przyjęciu. Wykorzystał to Lukas Tichacek, serwisem eksponując jego mankamenty w defensywie (8:8). Statystyki wskazywały, że więcej ich mają właśnie siatkarze Biełogorie, jednak w odróżnieniu od Polaków nie przekładało się to u nich na grę w ofensywie (15:11). Najlepszym zawodnikiem meczu został wybrany Muserski, do którego należało ostatnie słowo w tym starciu (25:17).

Data meczu rewanżowego nie jest jeszcze znana, jednak z pewnością Asseco Resovia na własnym terenie postawi wszystko na jedną kartę, aby odwrócić losy półfinałowej rywalizacji.

I mecz półfinałowy Pucharu CEV:

Biełogorie Biełgorod - Asseco Resovia Rzeszów 3:0 (25:19, 25:18, 25:17)

Biełogorie: Muserski, Tietiuchin, Bakun, Grankin, Nikołow, Jereszczenko, Jeremin (libero) oraz Daniłow, Safonow, Poroszin.

Asseco Resovia: Tichacek, Dryja, Perłowski, Rossard, Jarosz, Śliwka, Masłowski (libero) oraz Kędzierski, Depowski, Schoeps.

źródło:sportowefakty.wp.pl

23.01.2018 00:27

Trefl - Aluron Virtu Warta: restart gdańszczan. Beniaminek tylko podrażnił Lwy

Trefl Gdańsk wygrał 3:1 z Aluronem Virtu Wartą Zawiercie w 18. kolejce PlusLigi. Podrażniona przez beniaminka w pierwszym secie drużyna zwyciężyła po trzech porażkach z rzędu.Po poprzednim meczu kluby były w totalnie innej kondycji. Trefl Gdańsk został zdemolowany 0:3 przez ONICO Warszawa, a beniaminek odniósł historyczne dla siebie zwycięstwo 3:0 z PGE Skrą Bełchatów. W zderzeniu chęci rehabilitacji z siłą rozpędu mocniejsza okazała się ta pierwsza. Trefl rozdawał karty we własnej hali, choć na początku meczu dostał po nosie od Aluron Virtu Warty Zawiercie.

Przyjezdni wygrali pierwszego seta 25:20. W zagrywce rządzili niepodzielnie. Śmiało i w dobrym tempie wyprowadzali swoje pierwsze akcje, a odrzucony od siatki Trefl męczył się na wysokiej piłce. Grzegorz Pająk i Hugo de Leon Guimaraes ustawili spektakularne bloki, a Matej Patak wrzucił piłkę pod nogi trzech skaczących przed nim gdańszczan. Wyższą od Słowaka skuteczność w ataku miał tylko bezbłędny Łukasz Swodczyk. Gra zawiercian na początku spotkania robiła wrażenie.

Gościom nie udało się utrzymać tego poziomu. To Trefl Gdańsk miał rezerwy i uwolnił je w drugim, wygranym 25:20 secie. Poprawił każdy element siatkówki, a szczególnie istotne punkty zdobywał Mateusz Mika. Po zagrywkach przyjmującego było 5:1, a następnie 14:11. Do kompletu doszedł bezkompromisowy atak Miki z drugiej linii. Podrażnione przez przeciwnika gdańskie Lwy odgryzły się. Biorąc pod uwagę ostatni miesiąc wygrały dopiero drugiego seta w PlusLidze. Dzięki niemu nabrały pewności siebie.

Pierwsza i druga partia były jednostronne. Od startu było widać, która ekipa gra na wyższych obrotach. Trzecia runda zapowiadała się na bardziej wyrównaną. Trefl miał inny plan. Wyczekał na dobry moment, żeby odskoczyć. Przy stanie 8:7 Damian Schulz popisał się atakiem po skosie w linię, a Mika zaskoczył skrótem Krzysztofa Andrzejewskiego. Siatkarze z Trójmiasta mieli wypisane na twarzach zadowolenie, a zawiercianie zwątpienie. Warta miała jeszcze jedną szansę na złapanie Trefla, ale dwie pomyłki w krótkim okresie popełnił Pająk. To była woda na młyn drużyny Anastasiego, która wygrała 25:22.

Trefl znalazł się na prostej drodze do zwycięstwa i nigdzie nie zbaczał. Rytm, w którym był od drugiego seta, wystarczył do wypunktowania beniaminka. W czwartej partii gospodarze wygrali 25:15. Zwycięstwo 3:1 to ich pierwsze w PlusLidze od 13 grudnia. Impas gdańszczan trwał trzy kolejki, a dłuższy miały tylko dwa kluby Espadon Szczecin i BBTS Bielsko-Biała.

Trefl Gdańsk - Aluron Virtu Warta Zawiercie 3:1 (20:25, 25:20, 25:22, 25:15)

Trefl: Sanders, Szalpuk, Mika, Nowakowski, McDonnell, Schulz, Majcherski (libero) oraz Kozłowski, Jakubiszak, Niemiec.

Warta: Pająk, Patak, de Leon, Swodczyk, Smith, Bociek, Andrzejewski (libero) oraz Żuk, Zajder, Kaczorowski, Marcyniak, Popik.

MVP: Damian Schulz (Trefl).

źródło:sportowefakty.pl

14.12.2017 22:21

KMŚ siatkarzy: Zenit Kazań pewnie pokonał PGE Skrę. Obie drużyny w półfinale

PGE Skra Bełchatów przegrała z Zenitem Kazań 0:3 (27:29, 20:25, 16:25) w ostatnim meczu fazy grupowej Klubowych Mistrzostw Świata siatkarzy. Rosyjski zespół pewnie triumfował w Atlas Arenie i zapewnił sobie awans do półfinału z pierwszego miejsca w grupie B.
  • PGE Skra zajęła drugie miejsce w grupie
  • Bełchatowianie w półfinale zagrają z broniącą tytułu Sadą Cruzeiro
  • Zenit o finał powalczy z Lube Banca Civitanova

Obie drużyny mogły przystąpić do tego spotkania na wielkim luzie. W poprzednich dwóch kolejkach zgodnie wygrały swoje mecze, miały po sześć punktów i zapewniony awans do półfinału. Jedyną nierozstrzygniętą kwestią pozostała sprawa, kto zajmie pierwsze, a kto drugie miejsce. To trzeba było wyjaśnić w ostatnim meczu w Łodzi.

Faworytem spotkania byli siatkarze Zenita z Wilfredo Leonem w składzie. Pierwszy set był jednak bardzo zacięty i bełchatowianie wcale nie odstawali od przeciwników. Od początku nie mógł się wstrzelić Maksym Michajłow. Znacznie lepiej szło Matthewowi Andersonowi. Na pierwszej przerwie technicznej, tuż po autowym ataku Mariusza Wlazłego goście prowadzili 8:7.

Jeszcze gorzej było na drugiej przerwie, ponieważ Zenit powiększył swoją przewagę do trzech punktów. Skra puściła się w pościg i po powrocie na parkiet szybko odrobiła straty. Najpierw skutecznie ze środka zaatakował Karol Kłos, a potem błędy popełnili Anderson i Michajłow.

Chwilę później gospodarze wyszli na prowadzenie po asie serwisowym Mariusza Wlazłego. Zenit musiał zacząć gonić i zaangażował w to Leona, który atakował z różnych pozycji i skutecznie kiwał. Walka o zwycięstwo w tej partii rozstrzygnęła się na przewagi, niestety niekorzystnie dla Skry.

Drugi set nie był już tak emocjonujący. Triumfator Ligi Mistrzów od początku wypracował czteropunktową przewagę i nie pozwolił rywalom zbliżyć się do siebie. Ani przez chwilę Skra nie potrafiła złapać kontaktu po pierwszej przerwie technicznej. Faworyci zagrali swoją najlepszą siatkówkę i znaleźli się poza zasięgiem, triumfując 25:20.

Początek trzeciej odsłony meczu zwiastował podobne emocje jak w pierwszym secie, ale tak było tylko do stanu 6:8. Potem sytuacja zaczęła wymykać się spod kontroli PGE Skry. Przewaga Zenita rosła z minuty na minutę. Momentami goście grali już pod publiczkę, popisując się coraz bardziej efektownymi atakami. Kiedy Anderson popisał się pojedynczym blokiem, a jego drużyna miała dziesięć punktów przewagi (22:12), chyba już nawet najwięksi optymiści przestali wierzyć w odwrócenie losów tego spotkania.

Skra przegrała ostatniego seta 16:25, całe spotkanie 0:3, ale i tak mogła świętować awans do półfinału rozgrywek. Tam czeka na nią już obrońca trofeum Sada Cruzeiro.

PGE Skra Bełchatów - Zenit Kazań 0:3 (27:29, 20:25, 16:25)

Źródło: Onet
14.12.2017 21:42

KMŚ 2017: Sada Cruzeiro za mocna, półfinał nie dla ZAKSY Kędzierzyn-Koźle

W spotkaniu 3. kolejki grupy A Klubowych Mistrzostw Świata 2017, ZAKSA Kędzierzyn-Koźle w trzech setach przegrała z brazylijską Sadą Cruzeiro i nie awansowała do półfinału.Czwartkowy pojedynek miał rozstrzygnąć o tym, która z drużyn zamelduje się w strefie medalowej KMŚ. Więcej szans na sukces dawano broniącej mistrzowskiego tytułu Sadzie, lecz kędzierzynianie chcieli napsuć krwi wyżej notowanemu rywalowi.

Świetnie w mecz weszła ekipa z Cruzeiro, a szczególnie dobrze radził sobie Joandry Leal, który posyłał trudne zagrywki na stronę przeciwnika (4:9). Równie udanie radził sobie atakujący Evandro Guerra i jego drużyna prowadziła 16:10. ZAKSA już nie zdołała podjąć walki w inauguracyjnym secie i poległa do 13:25. 

Po zmianie stron podopieczni Andrei Gardiniego zaczęli grać odważniej, co zaczęło przynosić oczekiwane efekty. Brylował Mateusz Bieniek, który nie tylko skutecznie atakował, ale i popisywał się punktowymi blokami oraz zagrywkami (16:11). Kłopoty mistrzów Polski rozpoczęły się po drugiej przerwie technicznej w II partii, a brazylijski zespół potrafił doprowadzić do gry na przewagi. W niej trwała wymiana ciosów, zaś większość akcji Sady Cruzeiro kończył Leal. Ostatecznie tę wojnę nerwów wygrali 32:30 zawodnicy prowadzeni przez Marcelo Mendeza, którzy byli już o krok od Final Four w Krakowie.

Porażka w drugiej części konfrontacji podłamała gospodarzy turnieju, natomiast siatkarze z Brazylii byli na fali (3:7). Sam Deroo i spółka starali się ambitnie walczyć o każdą piłkę, lecz nie mieli argumentów, żeby przeciwstawić się wyżej notowanemu rywalowi. W końcowym rozrachunku Sada triumfowała w trzecim secie do 20, a w całym meczu 3:0.

KMŚ 2017, 3. kolejka gr. A:

ZAKSA Kędzierzyn-Koźle - Sada Cruizero 0:3 (13:25, 30:32, 20:25)

ZAKSA Kędzierzyn-Koźle: Toniutti, Wiśniewski (4), Bieniek (9), Torres (10), Buszek (2), Deroo (12), Zatorski (libero) oraz Semeniuk, Szymura (4), Jungiewicz.

Sada Cruizero: Uriarte, Guerra (17), Leal (19), Simon (11), Santos (6), Ferraz (8), Nogueira (libero) oraz Kock.

Sędziowali: Nasr Shaaban (Egipt) i Vladimir Simonović (Serbia).

źródło:sportowefakty.wp.pl

Kreator www - przetestuj za darmo