Siatkówka

29.03.2018 20:00

Bolesna lekcja Czarnych

Cerrad Czarni Radom przegrali z Treflem Gdańsk 0:3. "Wojskowi" tylko w jednym secie przekroczyli barierę 20 punktów.

Czarni w tym meczu mierzyli się z rywalem, który wygrał 9 meczów z rzędu, ale w drugiej części sezonu radomianie też grają bardzo dobrze. Tabela jednak nie kłamie i faworytem do zwycięstwa był Trefl Gdańsk.

W pierwszym secie Czarni długo stawiali opór rywalowi. Problemy zaczęły się od stanu 16:16. Gospodarze zdobyli trzy punkty z rzędu i o czas poprosił trener Robert Prygiel. To jednak nie wytrąciło Trafla Gdańsk z natarcia i podopieczni Andrei Anastasiego wygrali 25:21.

W drugiej odsłonie pierwszy punkt zdobyli Czarni. Kilka kolejnych piłek to gra "punkt za punkt", ale gospodarze od stanu 7:6 dla Czarnych zaczęli seryjnie zdobywać punkty. Trefl prowadził 11:7 i już na tym etapie wiadomo było, że Czarnym o zwycięstwo w drugim secie będzie niezwykle ciężko. Gospodarze prowadzili grę i z powiększali przewagę. Ostatecznie wygrali seta 25:16. Warto odnotować zmianę, którą przeprowadził trener Robert Prygiel przy stanie 20:14, bo na parkiecie pojawił się Michał Filip. Atakujący Czarnych pauzował od grudnia.

 Trzeciego seta od mocnego uderzenia zaczęli siatkarze Trefla. Już na początku wypracowali trzypunktową przewagę (4:1). Czarni jednak zdołali zbliżyć się na jeden punkt (7:6), ale to było za mało, żeby zatrzymać rozpędzonych gospodarzy. Przy wyniku 15:10 dla Trefla o czas poprosił trener Prygiel. Niewiele to jednak zmieniło. Czarni przegrali 16:25 i cały mecz 0:3.

Trefl Gdańsk - Cerrad Czarni Radom 3:0 (25:21, 25:16, 25:16)

źródło:radioplus.com.pl
28.03.2018 20:04

Grot Budowlani - ŁKS Commercecon: derby Łodzi dla gospodyń. Powtórka z Nysy

Grot Budowlani Łódź powtórzyli wynik z finału Pucharu Polski w Nysie, wygrywając w Atlas Arenie 3:1. Najlepszą zawodniczką meczu została wybrana Pavla Vincourova.Łódzkie derby zawsze elektryzują kibiców, a w tym sezonie doszło do nich po raz trzeci. W grudniu lepsze okazały się siatkarki ŁKS-u Commercecon, nie pozostawiając rywalkom złudzeń. W finale Pucharu Polski w Nysie górą były jednak zawodniczki Grot Budowlanych. W tegorocznej rywalizacji jest więc remis. 

Środowa potyczka była okazją do debiutu dla Athiny Papafotiou, która dołączyła do ŁKS-u dopiero kilkanaście dni temu w ramach transferu medycznego za Lucie Muhlsteinovą, która w Nysie nabawiła się poważnej kontuzji. 

Początek spotkania był wyrównany, żadna z ekip nie potrafiła zbudować sobie większej przewagi. Nowa rozgrywająca ŁKS-u nie była jeszcze na tyle zgrana z zespołem, by móc zaskakiwać przeciwniczki. Budowlane grały cierpliwie, spokojnie i to wystarczyło na ŁKS. Zawodniczki, które w tym spotkaniu występowały w roli gości, nie mogły się wstrzelić. Izabela Kowalińska i Regiane Bidias miały ogromne problemy z kończeniem ataków. 

W polu zagrywki pojawiła się Pavla Vincourova i została tam niemal do końca. Przy drugiej piłce setowej Budowlane zablokowały wspomnianą Bidias i zwyciężyły do 18. 

Po zmianie stron kontynuowały dobrą grę, a wszystko za sprawą znakomicie prezentującej się Agnieszka Kąkolewska wykorzystywała każdy błąd przeciwniczek, a kiedy tylko piłka znajdowała się w jej zasięgu, to zamieniała ją na punkt. Cegiełkę dołożyła Julia Twardowska w polu zagrywki. 

W ŁKS-ie słabo funkcjonowały oba skrzydła, Papafotiou mogła głównie liczyć na swoje środkowe, ale przy słabym przyjęciu nie była w stanie zbyt wiele zrobić. W drugiej partii drużyna Michal Mašek zdobyła znowu 18 punktów. 

Po 10-minutowej przerwie ŁKS w pełni zmobilizowany wrócił do gry i zanotowały mocne otwarcie. Papafotiou zderzyła się przy obronie z Krystyną Strasz i musiała na kilka minut opuścić parkiet, miała krwotok z nosa. W tym czasie jej koleżanki roztrwoniły przewagę. Wciąż nie do zatrzymania była Kąkolewska i Budowlane zaczęły odjeżdżać, zbliżając się powoli do powtórzenia wyniku z Nysy. 

Trener Masek wprowadził na boisko Agatę Wawrzyńczyk, ale ta i tak praktycznie nie dostawała piłek. Przy wyniku 20:11 zdjął z boiska również popełniającą masowo błędy Bidias. Budowlane takiej przewagi jednak nie straciły, choć zaczęła ona topnieć, i sięgnęły po arcyważne trzy punkty. Mecz zakończył podwójny blok Twardowskiej i Kąkolewskiej.

Grot Budowlani Łódź - ŁKS Commercecon Łódź 3:0 (25:18, 25:18, 25: 19)

Budowlani: Vincourova, Grobelna, Polańska, Kąkolewska, Grajber, Twardowska, Witkowska (libero) oraz Muszyńska, Polak, Cutura

ŁKS: Papafotiou, Kowalińska, Kwiatkowska, Efimienko-Młotkowska, Bidias, Sielicka, Strasz (libero) oraz McClendon, Mras, Wawrzyńczyk

MVP: Vincourova (libero)

źródło:sportowefakty.wp.pl

13.03.2018 19:20

Puchar CEV: Asseco Resovia Rzeszów bez ognia w Rosji, Biełogorie Biełgorod górą

Ci, którzy myśleli, że nieszczęście w podróży obróci się w szczęście w meczu przeciwko Rosjanom, byli w błędzie. Asseco Resovia Rzeszów poległa w pierwszym półfinale Pucharu CEV z Biełogorie Biełgorod 0:3.Asseco Resovii Rzeszów nie udało się sprawić niespodzianki podczas pierwszego meczu półfinałowego Pucharu CEV. Pasy w starciu z rosyjskim Biełgorodem sprawiały wrażenie przygaszonych, bojących się stawić jakichkolwiek oporów rywalowi.

Premierową odsłonę rzeszowianie rozpoczęli od efektownego ataku Dawida Dryi, po którym jednak zaczęli dopuszczać się błędów własnych i w efekcie przy serwisie Siergieja Tietiuchina tracili już cztery "oczka" do rywala (5:9). Co prawda po chwili za sprawą Thibault Rossarda z lewego skrzydła ekipa znad Wisłoka zdołała złapać kontakt z przeciwnikiem (10:10, 11:11), lecz nie na długo. Wspomniane wyrównanie okazało się jedynym zrywem Pasów w secie. Po serii bloków na Jakubie Jaroszu Rosjanie wrócili do prowadzenia wyniku (15:11) i już go nie oddali (25:19).

W drugim secie kłopoty Asseco Resovii w pierwszym ataku jedynie pogłębiły się, a idealnie wykorzystywał to wysoki rosyjski blok (1:3). Podczas gdy w podkarpackim zespole brakowało lidera, po stronie rywala Polaków panowało trio Tietiuchin - Konstantin Bakun - Dmitrij Muserski (8:4). Stąd przełamanie Pasów nastąpiło już w pierwszych minutach drugiego seta, a czteropunktowa przewaga była wystarczająca dla Rosjan do prowadzenia spokojnej gry. Gdy Jan Jereszczenko i Nikołaj Nikołow dołączyli się do punktowania Resovii, ta nie miała już nic do powiedzenia (16:11). Po pojedynczych atakach Łukasza Perłowskiego i Aleksandra Śliwki Polacy po raz kolejny musieli oddać cześć rywalowi (25:18).

Tak szybki i korzystny dla gospodarzy obrót wydarzeń sprawił, że choć Muserski zaczynał mecz na środku, w trzeciej partii postanowił sprawdzić się na przyjęciu. Wykorzystał to Lukas Tichacek, serwisem eksponując jego mankamenty w defensywie (8:8). Statystyki wskazywały, że więcej ich mają właśnie siatkarze Biełogorie, jednak w odróżnieniu od Polaków nie przekładało się to u nich na grę w ofensywie (15:11). Najlepszym zawodnikiem meczu został wybrany Muserski, do którego należało ostatnie słowo w tym starciu (25:17).

Data meczu rewanżowego nie jest jeszcze znana, jednak z pewnością Asseco Resovia na własnym terenie postawi wszystko na jedną kartę, aby odwrócić losy półfinałowej rywalizacji.

I mecz półfinałowy Pucharu CEV:

Biełogorie Biełgorod - Asseco Resovia Rzeszów 3:0 (25:19, 25:18, 25:17)

Biełogorie: Muserski, Tietiuchin, Bakun, Grankin, Nikołow, Jereszczenko, Jeremin (libero) oraz Daniłow, Safonow, Poroszin.

Asseco Resovia: Tichacek, Dryja, Perłowski, Rossard, Jarosz, Śliwka, Masłowski (libero) oraz Kędzierski, Depowski, Schoeps.

źródło:sportowefakty.wp.pl

23.01.2018 00:27

Trefl - Aluron Virtu Warta: restart gdańszczan. Beniaminek tylko podrażnił Lwy

Trefl Gdańsk wygrał 3:1 z Aluronem Virtu Wartą Zawiercie w 18. kolejce PlusLigi. Podrażniona przez beniaminka w pierwszym secie drużyna zwyciężyła po trzech porażkach z rzędu.Po poprzednim meczu kluby były w totalnie innej kondycji. Trefl Gdańsk został zdemolowany 0:3 przez ONICO Warszawa, a beniaminek odniósł historyczne dla siebie zwycięstwo 3:0 z PGE Skrą Bełchatów. W zderzeniu chęci rehabilitacji z siłą rozpędu mocniejsza okazała się ta pierwsza. Trefl rozdawał karty we własnej hali, choć na początku meczu dostał po nosie od Aluron Virtu Warty Zawiercie.

Przyjezdni wygrali pierwszego seta 25:20. W zagrywce rządzili niepodzielnie. Śmiało i w dobrym tempie wyprowadzali swoje pierwsze akcje, a odrzucony od siatki Trefl męczył się na wysokiej piłce. Grzegorz Pająk i Hugo de Leon Guimaraes ustawili spektakularne bloki, a Matej Patak wrzucił piłkę pod nogi trzech skaczących przed nim gdańszczan. Wyższą od Słowaka skuteczność w ataku miał tylko bezbłędny Łukasz Swodczyk. Gra zawiercian na początku spotkania robiła wrażenie.

Gościom nie udało się utrzymać tego poziomu. To Trefl Gdańsk miał rezerwy i uwolnił je w drugim, wygranym 25:20 secie. Poprawił każdy element siatkówki, a szczególnie istotne punkty zdobywał Mateusz Mika. Po zagrywkach przyjmującego było 5:1, a następnie 14:11. Do kompletu doszedł bezkompromisowy atak Miki z drugiej linii. Podrażnione przez przeciwnika gdańskie Lwy odgryzły się. Biorąc pod uwagę ostatni miesiąc wygrały dopiero drugiego seta w PlusLidze. Dzięki niemu nabrały pewności siebie.

Pierwsza i druga partia były jednostronne. Od startu było widać, która ekipa gra na wyższych obrotach. Trzecia runda zapowiadała się na bardziej wyrównaną. Trefl miał inny plan. Wyczekał na dobry moment, żeby odskoczyć. Przy stanie 8:7 Damian Schulz popisał się atakiem po skosie w linię, a Mika zaskoczył skrótem Krzysztofa Andrzejewskiego. Siatkarze z Trójmiasta mieli wypisane na twarzach zadowolenie, a zawiercianie zwątpienie. Warta miała jeszcze jedną szansę na złapanie Trefla, ale dwie pomyłki w krótkim okresie popełnił Pająk. To była woda na młyn drużyny Anastasiego, która wygrała 25:22.

Trefl znalazł się na prostej drodze do zwycięstwa i nigdzie nie zbaczał. Rytm, w którym był od drugiego seta, wystarczył do wypunktowania beniaminka. W czwartej partii gospodarze wygrali 25:15. Zwycięstwo 3:1 to ich pierwsze w PlusLidze od 13 grudnia. Impas gdańszczan trwał trzy kolejki, a dłuższy miały tylko dwa kluby Espadon Szczecin i BBTS Bielsko-Biała.

Trefl Gdańsk - Aluron Virtu Warta Zawiercie 3:1 (20:25, 25:20, 25:22, 25:15)

Trefl: Sanders, Szalpuk, Mika, Nowakowski, McDonnell, Schulz, Majcherski (libero) oraz Kozłowski, Jakubiszak, Niemiec.

Warta: Pająk, Patak, de Leon, Swodczyk, Smith, Bociek, Andrzejewski (libero) oraz Żuk, Zajder, Kaczorowski, Marcyniak, Popik.

MVP: Damian Schulz (Trefl).

źródło:sportowefakty.pl

14.12.2017 22:21

KMŚ siatkarzy: Zenit Kazań pewnie pokonał PGE Skrę. Obie drużyny w półfinale

PGE Skra Bełchatów przegrała z Zenitem Kazań 0:3 (27:29, 20:25, 16:25) w ostatnim meczu fazy grupowej Klubowych Mistrzostw Świata siatkarzy. Rosyjski zespół pewnie triumfował w Atlas Arenie i zapewnił sobie awans do półfinału z pierwszego miejsca w grupie B.
  • PGE Skra zajęła drugie miejsce w grupie
  • Bełchatowianie w półfinale zagrają z broniącą tytułu Sadą Cruzeiro
  • Zenit o finał powalczy z Lube Banca Civitanova

Obie drużyny mogły przystąpić do tego spotkania na wielkim luzie. W poprzednich dwóch kolejkach zgodnie wygrały swoje mecze, miały po sześć punktów i zapewniony awans do półfinału. Jedyną nierozstrzygniętą kwestią pozostała sprawa, kto zajmie pierwsze, a kto drugie miejsce. To trzeba było wyjaśnić w ostatnim meczu w Łodzi.

Faworytem spotkania byli siatkarze Zenita z Wilfredo Leonem w składzie. Pierwszy set był jednak bardzo zacięty i bełchatowianie wcale nie odstawali od przeciwników. Od początku nie mógł się wstrzelić Maksym Michajłow. Znacznie lepiej szło Matthewowi Andersonowi. Na pierwszej przerwie technicznej, tuż po autowym ataku Mariusza Wlazłego goście prowadzili 8:7.

Jeszcze gorzej było na drugiej przerwie, ponieważ Zenit powiększył swoją przewagę do trzech punktów. Skra puściła się w pościg i po powrocie na parkiet szybko odrobiła straty. Najpierw skutecznie ze środka zaatakował Karol Kłos, a potem błędy popełnili Anderson i Michajłow.

Chwilę później gospodarze wyszli na prowadzenie po asie serwisowym Mariusza Wlazłego. Zenit musiał zacząć gonić i zaangażował w to Leona, który atakował z różnych pozycji i skutecznie kiwał. Walka o zwycięstwo w tej partii rozstrzygnęła się na przewagi, niestety niekorzystnie dla Skry.

Drugi set nie był już tak emocjonujący. Triumfator Ligi Mistrzów od początku wypracował czteropunktową przewagę i nie pozwolił rywalom zbliżyć się do siebie. Ani przez chwilę Skra nie potrafiła złapać kontaktu po pierwszej przerwie technicznej. Faworyci zagrali swoją najlepszą siatkówkę i znaleźli się poza zasięgiem, triumfując 25:20.

Początek trzeciej odsłony meczu zwiastował podobne emocje jak w pierwszym secie, ale tak było tylko do stanu 6:8. Potem sytuacja zaczęła wymykać się spod kontroli PGE Skry. Przewaga Zenita rosła z minuty na minutę. Momentami goście grali już pod publiczkę, popisując się coraz bardziej efektownymi atakami. Kiedy Anderson popisał się pojedynczym blokiem, a jego drużyna miała dziesięć punktów przewagi (22:12), chyba już nawet najwięksi optymiści przestali wierzyć w odwrócenie losów tego spotkania.

Skra przegrała ostatniego seta 16:25, całe spotkanie 0:3, ale i tak mogła świętować awans do półfinału rozgrywek. Tam czeka na nią już obrońca trofeum Sada Cruzeiro.

PGE Skra Bełchatów - Zenit Kazań 0:3 (27:29, 20:25, 16:25)

Źródło: Onet
14.12.2017 21:42

KMŚ 2017: Sada Cruzeiro za mocna, półfinał nie dla ZAKSY Kędzierzyn-Koźle

W spotkaniu 3. kolejki grupy A Klubowych Mistrzostw Świata 2017, ZAKSA Kędzierzyn-Koźle w trzech setach przegrała z brazylijską Sadą Cruzeiro i nie awansowała do półfinału.Czwartkowy pojedynek miał rozstrzygnąć o tym, która z drużyn zamelduje się w strefie medalowej KMŚ. Więcej szans na sukces dawano broniącej mistrzowskiego tytułu Sadzie, lecz kędzierzynianie chcieli napsuć krwi wyżej notowanemu rywalowi.

Świetnie w mecz weszła ekipa z Cruzeiro, a szczególnie dobrze radził sobie Joandry Leal, który posyłał trudne zagrywki na stronę przeciwnika (4:9). Równie udanie radził sobie atakujący Evandro Guerra i jego drużyna prowadziła 16:10. ZAKSA już nie zdołała podjąć walki w inauguracyjnym secie i poległa do 13:25. 

Po zmianie stron podopieczni Andrei Gardiniego zaczęli grać odważniej, co zaczęło przynosić oczekiwane efekty. Brylował Mateusz Bieniek, który nie tylko skutecznie atakował, ale i popisywał się punktowymi blokami oraz zagrywkami (16:11). Kłopoty mistrzów Polski rozpoczęły się po drugiej przerwie technicznej w II partii, a brazylijski zespół potrafił doprowadzić do gry na przewagi. W niej trwała wymiana ciosów, zaś większość akcji Sady Cruzeiro kończył Leal. Ostatecznie tę wojnę nerwów wygrali 32:30 zawodnicy prowadzeni przez Marcelo Mendeza, którzy byli już o krok od Final Four w Krakowie.

Porażka w drugiej części konfrontacji podłamała gospodarzy turnieju, natomiast siatkarze z Brazylii byli na fali (3:7). Sam Deroo i spółka starali się ambitnie walczyć o każdą piłkę, lecz nie mieli argumentów, żeby przeciwstawić się wyżej notowanemu rywalowi. W końcowym rozrachunku Sada triumfowała w trzecim secie do 20, a w całym meczu 3:0.

KMŚ 2017, 3. kolejka gr. A:

ZAKSA Kędzierzyn-Koźle - Sada Cruizero 0:3 (13:25, 30:32, 20:25)

ZAKSA Kędzierzyn-Koźle: Toniutti, Wiśniewski (4), Bieniek (9), Torres (10), Buszek (2), Deroo (12), Zatorski (libero) oraz Semeniuk, Szymura (4), Jungiewicz.

Sada Cruizero: Uriarte, Guerra (17), Leal (19), Simon (11), Santos (6), Ferraz (8), Nogueira (libero) oraz Kock.

Sędziowali: Nasr Shaaban (Egipt) i Vladimir Simonović (Serbia).

źródło:sportowefakty.wp.pl

12.12.2017 21:57

KMŚ siatkarzy: ZAKSA Kędzierzyn-Koźle - Sarmayeh Bank 3:2

W pierwszym meczu klubowych mistrzostw świata w siatkówce ZAKSA Kędzierzyn-Koźle po dramatycznym meczu pokonała Sarmayeh Bank VC 3:2, teoretycznie najsłabszego przeciwnika w grupie A, która rywalizuje w Opolu.

ZAKSA przegrywała już we wtorkowym spotkaniu 0:2, ale potrafiła odwrócić losy spotkania. W czwartym i piątym secie mistrzowie Polski bronili piłek meczowych, ale ostatecznie to oni wygrali decydującą partię na przewagi!

Mistrz Iranu i Azji nie ma sobie równych na swoim terenie, ale nie jest to zespół ograny na międzynarodowych boiskach, głównie dlatego, że klub został założony dopiero w 2015 roku. W ekipie z Teheranu aż roi się od reprezentantów kraju - Mahmudi, Gholami, Seyed czy Mirzajanpour to siatkarze doskonale znani w Polsce, bo wielokrotnie rywalizowali z "Biało-Czerwonymi". Ich grą kieruje natomiast jeden z najlepszych polskich rozgrywających Łukasz Żygadło.

Polak bardzo dobrze prowadził grę swojej drużyny, która po wyrównanej walce na początku inauguracyjnej partii, w jej środkowej fazie wyszła na prowadzenie i bez problemów dowiozła korzystny wynik do końca. Kędzierzynianie bardzo dobrze przyjmowali zagrywkę rywali, ale słabo radzili sobie na siatce - Rafał Buszek skończył zaledwie dwie z siedmiu piłek, a Maurice Torres trzy z dziewięciu.

Druga partia rozpoczęła się jeszcze gorzej dla ZAKS-y, która wciąż miała problemy z kończeniem własnych akcji w ataku - 5:12. Po kilku efektownych obronach nasz zespół zerwał się do odrabiania strat i zniwelował różnicę do trzech oczek (9:12), ale wystarczyły drobne niedokładności w przyjęciu i znów pojawiły się problemy na siatce. Gdy kolejnej piłki nie skończył wyglądający na mocno przemęczonego Sam Deroo, trener Gardini zmienił go na Kamila Semeniuka. Ale młody, niedoświadczony przyjmujący nie był w stanie zmienić obrazu gry mistrzów Polski, którzy po raz drugi skończyli set ze skutecznością w ataku na poziomie 38 procent.

W trzecim secie Deroo wrócił na boisko, a ZAKSA wreszcie zaczęła prezentować swój dobry poziom, po raz pierwszy w tym meczu wychodząc na czteropunktowe prowadzenie 16:12, które potem jeszcze powiększyła. Tym razem to Irańczycy mieli kłopoty z kończeniem piłek, a polska drużyna wykorzystywała większość kontr. W końcu zadziałał też blok - 4 punktowe na 0 Sarmayeh Bank (we wcześniejszych dwóch partiach ZAKSA zaliczyła w całości 4 bloki, a rywale - 9).

Sporo emocji i twardej walki było w czwartej odsłonie, w której obydwa zespoły pokazały dobrą siatkówkę i długo biły się na styku punktowym. Dopiero gdy siatkarze ZAKS-y dwukrotnie zastopowali na siatce oponentów, odskoczyli na 15:12, a po asach serwisowych Torresa zbudowali jeszcze większy dystans - 18:13. Wystarczyło jednak kilka mocnych zagrywek Irańczyków i podopieczni Andrei Gardiniego znów mieli kłopoty na siatce, które skończyły się wyrównaniem stanu rywalizacji i końcówką graną na przewagi. Zakończył ją kontratakiem Sam Deroo.

Równie zacięty tie-break i pierwsze zwycięstwo w turnieju padło ostatecznie łupem najlepszej polskiej drużyny.

W środę kędzierzynianie zmierzą się z włoskim Cucine Lube Civitanova, a w czwartek z obrońcą tytułu, brazylijskim Sada Cruzeiro. Obydwa zespoły naszpikowane są gwiazdami z najwyższej światowej półki i mistrzom Polski będzie jeszcze trudniej o zwycięstwo.

ZAKSA Kędzierzyn-Koźle - Sarmayeh Bank 3:2 (19:25, 20:25, 25:16, 31:29, 17:15)

ZAKSA: Benjamin Toniutti, Rafał Buszek, Łukasz Wiśniewski, Mateusz Bieniek, Maurice Torres, Sam Deroo i Paweł Zatorski (libero) oraz Rafał Szymura, Sławomir Jungiewicz, Kamil Semeniuk

Sarmayeh: Shahram Mahmoudi, Farhad Ghaemi, Seyed Eraghi, Adel Gholami, Mojtaba Mirzajanpour, Łukasz Żygadło i Mahdi Marandi (libero) oraz Mehdi Mahdavi, Ali Shafiei, Alireza Demneh, Reza Ghera.

źródło:PlusLiga/INTERIA.PL
6.12.2017 22:58

Jastrzębski Węgiel – Berlin Recycling Volleys 3:0 w Lidze Mistrzów

Świetny występ siatkarzy Jastrzębskiego Węgla! W swoim pierwszym meczu w siatkarskiej Champions League, trzeci zespół PlusLigi pewnie wygrał w trzech setach z Berlin Recycling Volleys 3:0 i zrobił duży krok w kierunku awansu do kolejnej fazy pucharowych rozgrywek. Mistrz Niemiec postawił się jastrzębianom tylko w ostatniej partii.

W drodze do fazy grupowej Ligi Mistrzów jastrzębianie wyeliminowali cypryjską Omonię Nikozja. Teraz, trzeci zespół Plus Ligi z poprzedniego sezonu, mierzy się w grupie D siatkarskiej Champions League z obrońcą trofeum Zenitem Kazań, Berlin Recycling Volleys, gdzie z sukcesami przez kilka lat pracował obecny trener Węgla Mark Lebedew, a także z francuskim Spacer’s de Toulouse.

W środę rywalem górniczego klubu był zespół z Berlina, powadzony przez Luke'a Reynoldsa, który jeszcze w zeszłym sezonie pracował jako trener od przygotowania fizycznego w Jastrzębiu.

Gospodarze szybko objęli kilkupunktowe prowadzenie (6:3), które systematycznie powiększali. Dobrze rozgrywał reprezentant Niemiec Lukas Kampa, a ataki skutecznie kończył Maciej Muzaj. Na drugą przerwę techniczną nasz zespół schodził już z pięciopunktową przewagą (16:11), po kolejnym skutecznym ataku 23-letniego Muzaja. W końcówce jastrzębianie prowadzili już 21:15 i, mimo pewnego rozluźnienia w końcówce, pewnie wygrali pierwszą partię do 21.   

Kolejna również rozpoczęła się dobrze dla zespołu Marka Lebedewa. Po dobrej zagrywce Grzegorza Kosoka Jastrzębski Węgiel szybko wyszedł na prowadzenie 3:0. W drugim secie rozegrał się inny z siatkarzy Węgla mający niemiecki paszport Salvador Oliva. Na pierwszą przerwę Jastrzębski Węgiel schodził prowadząc 8:3.

Mistrz Niemiec nie zamierzał jednak łatwo oddać pola i zdołał nieco odrobić straty (12:13). Na szczęście as serwisowy w wykonaniu Olivy i kilka innych udanych akcji zawodników z Jastrzębia sprawiło, że miejscowi ponownie odskoczyli na kilka punktów (17:13). Polski zespół nie zmarnował przewagi i pewnie wygrał też drugą partię. Decydujący punkt zdobył widowiskowo grający Oliva. Kubańczyk z niemieckim paszportem w drugim secie uzbierał aż 11 punktów!

W trzeciej partii mistrz Niemiec wziął się w garść. Na pierwszą przerwę techniczną goście schodzili z prowadzeniem 8:6. Kiedy kolejne udane ataki sprawiły, że na tablicy zrobiło się 11:7 dla przyjezdnych, to trener Lebedew zmuszony był poprosić o czas. Dobrze grał serbski środkowy Aleksandar Okolić, a wtórował mu reprezentant Australii Paul Caroll. To po jego atakach przyjezdni zdobywali najwięcej punktów. W trzeciej partii rozgorzał prawdziwa walka, w której jednak lepiej radzili sobie rywale. Na drugą przerwę techniczną goście schodzili z prowadzeniem 16:11.

Gospodarze nie zamierzali się poddawać, a po asie serwisowym w wykonaniu Wojciecha Sobali zrobiło się już 16:18. Zaraz potem było już po 18! W emocjonującej końcówce trwała walka punkt za punkt. Jastrzębianie przegrywali w niej dwoma punktami (19:21), ale mimo to wyrównali, a po świetnej zagrywce w wykonaniu kapitana zespołu Patryka Strzeżka objęli prowadzenie 24:23! Kolejny as serwisowy w wykonaniu niesamowitego Salvadora Olivy sprawił, że Węgiel wygrał 26:24.

Spotkanie z mistrzem Niemiec trwało zaledwie 1,5 godziny.

Kolejny mecz zespół z Jastrzębia-Zdroju rozegra 19 grudnia, również u siebie, z mistrzem Francji Spacer’s de Toulouse.

Siatkarska Liga Mistrzów, grupa D:

Jastrzębski Węgiel - Berlin Recycling Volleys 3:0 (25:21, 25:19, 26:24)

Jastrzębski Węgiel: Lukas Kampa, Maciej Muzaj, Grzegorz Kosok, Jason deRocco, Wojciech Sobala, Salvador Hidalgo Oliva - Jakub Popiwczak (libero) oraz Patryk Strzeżek, Dardan Lushtaku, Marcin Ernastowicz.

Berlin: Pierre Pujol, Aleksandar Okolic, Steven Marshall, Robert Kromm, Graham Vigrass, Paul Carroll - Luke Perry (libero) oraz Sebastian Kuehner, Adam White, Jegor Bogaczew.

Spacer's Toulouse VB - Zenit Kazań    1:3 (31:29, 20:25, 23:25, 19:25)

tabela:

                              M Z P  sety  pkt

 1. Jastrzębski Węgiel        1 1 0  3-0    3

 2. Zenit Kazań                1 1 0  3-1    3

 3. Spacer's Toulouse VB      1 0 1  1-3    0

 4. Berlin Recycling          1 0 1  0-3    0

źródło: Interia

Kreator www - przetestuj za darmo